wtorek, 17 maja 2011

...

I żyli długo i szczęśliwie!!!! Nie zamierzam kończyć opowiadania  śmiercią bo  każdy ma okazję żyć...

niedziela, 15 maja 2011

ROZDZIAŁ14

...
Dzisiaj dzień powrotu do Justina, mama przyjedzie do Kanady za miesiąc a ja będę wtedy z Justinem. ...
-Suzie!-to obudziła mnie mama- śniadanie, ubieraj się szybko i znoś walizki za półtorej godziny wychodzimy!!!
  Wstałam i pozłam do łazienki. Wzięłam prysznic i umyłam zęby.  Ubrałam się w  kupione dzień wcześniej ciuszki(http://stylistki.pl/letnie-65880/). Zeszłam na dół zwalizkami a na stole stało śniadanie nawet na nie nie spojżałam.
-Siadaj kochanie i coś zjedz-azała mama.
-Nie chce mi się jeść mamo.
-A, to pewnie z podekscytowania słońce, ty to naprawdę kochasz tego chłopaka....-puściłą mi oczko i uśmiechnęła porozumiewawczo. Odwajemniłam uśmiech.
-dobra chodźmy już bo się na samolot spóźnisz- pogoniła mnie mama. Wyszłyśmy, walizki włożyłam do bagażnika i usiadłam obok mamy. W drodze na lotnisko nie odzywałam się. Panowała cisza. Włożyłam słuchawki od fona do uszu i włączyłam muzykę. Leciała  'Pyramid"Charice i Iyaz.  Wsłuchałam się w nią  i zasnęłam... Obudziłam się na lotnisku. Mama zaprowadziłą mnie jak najdalej mogła i potem poszłam sama. Wsiadłam do samolotu i gdy kazano zapięłam pasy a później je odpięłam. Lot był męczący.... Gdy kazano zapiąć pasy i przygotować się do lądowania schowałam koe do torebki i zapięłam pasy.  Gdy wylądowaliśmy wysiadłam z samolotu i zauwaźyłam Justina. W oczach odrazu opjawiła się szklanka.
-Justin!- krzyknęłam i rzuciłam się mu na szyję.
-Och... suz tak bardzo tęskniłem. -pocałował mnie a  fotografowie robili nam zdjęcia. Poszliśmy po moje walizki i mogliśmy jechać do reszty, czyli p[attie, Scoota i Kate....  Justin przyjechał porshe bardzo lubię te samochody...  Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do domu. ... Podczas drogi zauważyłam, ze justin jest zmęczony.
-kotku zatrzymaj się na trochę jesteś zmęczony- powiedziałam czule.
-Wiesz co masz racje zjadę na stację benzynową za 2 km. -tak też zrobił. Na stacji wypiliśmy po kubku kawy i po odpoczynku  ruszyliśmy dalej

poniedziałek, 9 maja 2011

NFORMACJA!!!!

Przez parę dni a może nawet tygodni... Nie będę pisała bloga... Mało osób go czyta...:(

piątek, 29 kwietnia 2011

ROZDZIAŁ13

-Tylko obiecaj, że nie znajdziesz sobie innej- mówiłam zapłakana bo już za nim tęskniłam.
-Suz! Przecież wiesz jak ja cię kocham. Będe do ciebie ciągle dźwonił i upewniał się, że nic ci nie jest. Na pewno szybko tutaj wrócisz- mówił do mnie na lotnisku. A mama poganiała mnie już. szybko pocałowaliśmy się i po chwili znikł mi z oczu. Byłam załamana. Ale umowa to umowa. Zamierzałam robić wszystko by jak najprędzej wrócić do Kanady. Na lotnisku w Warszawie czekała masa reporterów a ja byłam cała zapłakana. Zaczęli robić zdjęcia  a ja wystraszona, że nie ma przy mnie JB(bo zawsze w takich momentach był ze mną) uciekłam. Mama pobiegła za mną i zatrzymała mnie.
-Dobra idziemy bo   zaraz tu będzie ciocia Aneta- nakazała mama i pociągnęła mnie za rękę.
Niedługo potem siedziałyśmy już w samochodzie z ciocią. Ja z tyłu słuchałam 'Never say Never'  przez słuchawki i zamknęłam oczy. Myślały, że śpię i  ciocia Aneta zaczęła:
-Mie powinnaś była jej zabierać z Kanady. Widziałaś jak wygląda? Oczy zaczerwienione od płaczu.- odpowiedziała za mamę.
-Wiem i dla tego pojutrze wraca do Kanady ale do Elizy, a potem niech robi o chce- powiedziała mama.
-To dobrze.
-Chcę by była szczęsliwa. Za jakieś dwa miesiące przeniosę się do Kanady i zamieszka ze mną do osiemnastki a później skoro będzie chciała niech przeprowadza się do niego. W końcu spełniło jej się marzenie...
-Never Say never- zadzwoniła moja komórka a ja udając, że się dopiero obudziłam odebrałam.
-Tak?-zapytałam bo nie spojrzałam na wyświetlacz.
-Cześć kochanie!- usłyszałam głos Justina był barzo przygnębiony tak jak ja.
-O cześć. wiesz jak ja za tobą potwornie tęsknie- powiedziałam.
-A ja za tobą jeszcze bardziej- odpowiedział- a jak tam miną lot?- zapytał.
-Okropnie. A gdy wylądowaliśmy czekało na nas chyba z milion fotografów - pożaliłam się i po policzku pociekła mi łza. Po jakichś trzech godzinach rozmowy o tym jak ja za nim tęsknie i jak on jeszcze badziej dojechałsmy do domu.
-No pięknie- powiedziałam.
Co?- zapytał bo nadal rozmawialiśmy.
-Zaraz wchodzę do domu, w którym ciebie nie ma- zaczęłam płakać.
-Kotku, jakoś dasz radę twoja mama wie, że niw dajesz rady i na pewno za niedługo wrócisz do nas- powiedział- Kate bardzo przeżywa twoją nieobecność i piszczy.
-Oj mam nadzieję, że szybko wrócę do was- powiedziałam- dobra zadzwonię kotku mój jak tylko wejdę do pokoju.
-Dobrze- powiedział i rozłączył się a ja wbiegłam do pokoju i rzuciłam się na łóżku łacząc i wnet weszła tam mama.
-Wiesz co. Widzę jak za nim tęsknisz i po jutrze wrócisz do Kanady- powiedziała i przytuliła mnie.
-Dziękuję, mamo!- rzuciłam jej się na szyję.
-I wiesz co? Poprosiłam o posadę w Kanadzie i dostalam ją! Nie musisz się martwić bo już nigdy nie ędzie musiała zostawiać tego Justina!- mówiła
-Jesteś najlepszą mamą na świecie!- krzyczałam- zaraz dzwnię do Juatina.
-no to dźwoń a ja pójdę i zamówię pizzę. - powiedziała wychodząc.Ja odrazu zadzwoniłam do Justina.
-Tak?-usłyszałam jego głos. Był nadal załamany.
-Jus... Wracam do ciebie!Rozumiesz? Mama dostała posadę w Kanadzie!
Usłyszałam krzyk- Wspaniale!-krzyczał do słuchawki.
-Będę za dwa dni!-krzyczałam.- al co ja mam zrobić przecież tutaj nie ma ciebie...-zaczęłam płakać ale próbowałam nie dać tego po sobie poznać miałam to rzećwiczone i nawet mama nie wiedziałaby gdyby ze mną rozmawiała.
-Ej! Tylko mi tu nie płacz. Jakoś wytrzymasz. Wiesz przed twoim domem nie ma ze 100 dziennikarzy...
-Oj moje kochane biedactwo...-mówiłam czułym głosem.
-Dobra  muszę kończyć mam wywiad u Ellen i mama każe już wychodzić. Nie wiem jak wytrzymam bez ciebie-zasmucił się.
-Dasz radę ja muszę to ty tęż- chciałam poprawić mu humor.Pa kochanie- pożegałam się i gdy usłyszałam to samo rozłączyłam się.
 Skuliłam się na łózku i zaczęłam cicho szlochać. Gdy do pokoju zawitała mama szybko wytarłam oczy i na szczęście nic nie zauważyła.
-Haj Suz idź do sklepu po sok i jakieś owoce dobrze?- powiedziała, nie mogłam odmówić.
-dobrze mamo już się ubieram- powiedziałam i zwlekłam się z łóżka. W kuchni mama dała mi listę po czym wzięłam torbę i wyszłam. po drodze do sklepu napotkałam dwie fanki JB i muysiałam sobie zrobić z nimi zdjęcie. W sklepie prawi ażdy już mnie znał i patrzył się na mnie dziwnie. Gdy zrobiłam już zakupy i wyszłam ze sklepu czekała na mnie banda reporteró. Zaczęli robic mi zdjęcia. Postanowiłam odpowiedzieć na trzy pytania i odejść padło pierwsze:
-Czy to prawda, że rozstaliście się z Bieberem?
-Nie, po prostu wróciłam na kilka dni by pobyć trochę z rodziną wracam za dwa dni...
-czy to prawda, że od września wracasz do Polski?
-nie. Zostanę w Kanadzie.
-Czy zamierzasz towarzyszyć JB podczas trasy koncertowej za pół roku?
-Nie wiem, ale raczej tak. Przepraszam ale się śpieszę- powiedziałam i odeszłam. W domu położyłam torbę z zakupami na stole i  pobiegłam do swojego pokoju. Jak poprzednio skuliłam się na łóżku w kłębek ale myślałam co by tu porobić by nie myśleć o tym jak bardzo za NIM tęsknię. Wiem pójdę do Alicji bo moje przyjaciółki  są na wakacjach. Szybko się ubrałam i powiedziałam mamie, że wychodzę. Wzięłam bluzę na wszelki wypadek bo było pochmurnie i zbierało się na deszcz i tak jak się spodziewałam dogonił mnie w połowie drogi do Alki. Gdy wreszcie doszłam i zapukałam do drzwi otworzyłą je Ala szybko kazała mi wejść do środka poczym przytuliłyśmy się do siebie. Zabrała mnie do swojego pokoju i zaczęłyśmy gadać a raczej ona zadawała mi pytania a ja odpowiedałam.
-Ja cie! Nie wierzę, że ty i bieber. Przecież ty go nawet nie lubiłaś...- powiedziała podekscytowana.
-No wiesz oazało się, że ja go znałam wcześniej jako mała dziewczynka gdy mieszkałam przez rok w Kanadzie byliśmy najlepszymi przyjaciółmi no  a później wyprowadziliśmy się i już go więcej nie zobaczyłam dopiero gdy zaprosiła mnie kuzynka spotkałam się z nim po tylu latach i tak jakoś....- zaczęłyśmy gadać na maksa ale gdy zaczęło się ścimniać musiałam już iść.  W drodze powrotnej napotkałam swoją paczkę tyle, że byli sami chłloacy.
-O kogao ja widzę.. Suzie...-powiedział Patryk, dałam mu kiedyś kosza lae szybko się pozbierał i znalazł sobie kogoś- no nieźle...
-Cześć- powiedziałam cicho- to wy już wiecie?- zapytałam zaskoczona.
-No jasne- teraz mówił Kacper- wiesz piszą  o tym w gazetach, mówią w tv a ogwiazdy=uniach nie wspomnę- nie wiedziałam, że to czytają.
-Pięknie... ale dobr chłopaki muszę już iść... -pożegnaliśmy się i poszłam do domu. Tam zaczęłam przeglądać gwiazdunie a tam ciekawy reportarz:
" Słynny Justin musiał rozstać się ze swoją  dziewczyną Suz... na aż 3 dni gwiazdor bardzo to przeżywa tak jak i Suz. Mamy tu kilka fotek pary..." Było tam moje zdjęcie z rana zpod sklepu i Justina z  wywiadu u Ellen...  Wyłączyłam kompa i poszłam do łazienki wzięłam gorący prysznic  przebrałam się w piżamę i tk nie miałam co robić. mama przyniosla mi kanapki ale nawet na nie nie spojżałam włożyłam słuchawki komy do uszu i słuchałam:  "Never Say Never", " One Time", "That Should be me", "Pray" i "Love Me" potem zasnęłam...

wtorek, 19 kwietnia 2011

ROZDZIAŁ12

Nie miałam siły by włożyć prawie niczego do ust Siedziałam tylko nachylona nad talerzem.
-Hej Kotku czemu prawie nic nie jesz?-pytał Justin, widać było ,że się przejmuje.
-Nie mam ocho..-nie dokończyłam bo pobiegłam szybko na górę. Moje nerwy nie były tak dobre i  zwymiotowałam wszystko co zdążyłam połknąć... Wiedziałam, że coś ze mną nie tak... Ale w końcu zabiłam człowieka a i jeszcze mama chce mnie stąd zabrać... Justin przybiegł chwilkę potem:
-Ej! Co jest?-zapytał przerażony- powinniśmy pojechać do szpitala..
-O nie! Nic mi nie jest zobaczysz zaraz wszystko będzie okay- uspokajałam go. Szybko umyłam zęby, poszłam do pokoju i położyłam się na łóżku.Justin pogłaskał mnie po czole:
-Masz gorączkę.Prześpij się- powiedział a ja zamknęłam oczy. JB przykrył mnie kocem.
gdy się obudziłam usłyszałam rozmowę Pattie i Justina.
-Justin, jej mama będzie tu jutro rano i nie widzi mi się żeby zgodziła się na to by tu została.
-Tak, wiem to.
-Krótka rozłąka dobrze wam zrobi. Nie martw się.
-ale mamo jak to nie będzie KRÓTKA rozłąka?Co ja wtedy zrobię. Wiesz dobrze jak ja ją kocham..
-Tak, wiem i dla tego porozmawiam z jej mamą, może ją jakoś przekonam, że rozdzielenie was nie jest najlepszym pomysłem...-powiedziała Pattie.
-Dziękuję Ci- powiedział JB.
-No a teraz idź i zobacz jak ona się czuje- nakazała mu jego mama. Usłyszałam kroki na górę. Drzwi się otworzyły a ja podniosłam trochę powieki.
-I jak się czujesz?- pytał czułym głosem głaszcząc moje czoło sprawdzał temperaturę- gorączka Ci spadała.
-Czuję się zdecydowanie  lepiej.
-Ale nadal nie masz ochoty nic zjeść?
-Nie...
-A może byś się czegoś napiła?
-Z chęcią. Zaschło mi w gardle.
-Zaraz wracam- powiedział i wybiegł z pokoju a po chwili wrócił ze szklanką soku. Wypiłam całą szklankę. Czułam się o wiele lepiej. I miałam lepszy humor.
-Justin. Ja nie chcę  stąd wyjeżdżać. Nie mogę.- byłam zdenerwowana.
-Spokojnie. Nigdzie cię nie puszczę.- próbował mnie uspokoić ale na marne. Wiedziałam jaka jest moja mama i, że tak łatwo nie odpuści- wiesz co w sumie z chęcią bym coś zjadła i przewietrzyła się- chciałam usiąść i wstać ale gdy tylko podniosłam głowę poczułam mocny ból głowy.
-Wiesz co nie powinnaś wstawać. Poczekaj, ja zaraz coś ci przyniosę- poszedł do kuchni  a ja w tym czasie szybko poszłam do łazienki by się ubrać itd.  Niedługo potem wrócił z talerzem ze śniadaniem.
-Proszę. Smacznego- powiedział.i podał mi talerz. Zabrałam się za jedzenie przygotowanych smakołyków. Po śniadaniu weszliśmy trochę do neta i namówiłam Justina byśmy założyli sobie wywiadera.
-Hej, jest ładna pogoda może poszłabyś ze mną na plażę?- zapytał Jus...
-W sumie czemu nie- odpowiedziałam. Szybko podbiegłam do mojej szafki i wyjęłam z niej aparat, który miałam tak na wszelki wypadek...
-Dobra to ja idę powiedzieć mamie,że wychodzimy- powiedział i już go nie było, a ja w tym czasie wybrałam sobie sandały i zeszłam na dół.
-O widzę, że czujesz się znacznie lepiej co?- zapytała Pattie widząc mnie schodzącą  a raczej zbiegającą. ze schodów.
-Tak czuję się znacznie lepiej- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Dobra to wy idźcie już i nie weźcie klucze bo muszę jeszcze dzisiaj pojechać załatwić parę spraw- powiedziała Pattie wskazując na wieszak z kluczami w korytarzu.
-Dobrze mamo- krzyknął Justin z korytarza a ja szybko do niego dołączyłam.Szliśmy spacerkiem, nie spieszyliśmy się ale też staraliśmy się omijać bardzie zatłoczone ulice. Gdy dotarliśmy na plaże od razu wyjęłam aparat i  zaczęłam robić Justinowi zdjęcia.
-no dobra a teraz ty- powiedział Justin i wziął ode mnie aparat. Ale po chwili poprosiliśmy jakąś fankę Justina, która chciała autograf o zrobienie zdjęcia. Ona z chęcią to uczyniła a Justin napisał dla niej specjalną dedykację. Porobiliśmy sobie jeszcze trochę fajnych fotek ale zaczęli schodzić się fani i musieliśmy iść do domu...
-Szkoda, że nie mogliśmy posiedzieć tam jeszcze trochę- pożaliłam się.
-No... Widziałaś jak wszystkim odbijało...
-No... Poraszka...- odpowiedziałam.
-A mam dla ciebie niespodziankę- powiedział.
-Justin- powiedziałam udając wkurzoną widać było, że mi to nie wychodzi.
-Dobra zamknij oczy i usiądź na krześle - nakazał a sam wyszedł. Gdy wszedł poczułam jak kladzie mi coś na kolana szybko otworzyłam oczy.
-Oooo... Jaki słodziak -powiedziałam bo na kolanach miałam malutkiego szczeniaczka- skąd go masz?- zapytałam podekscytowana.
-A mam i nie powiem.- zaśmiał się- podoba ci się?
-No jasne! Jest ślicznu mówiłam cały czas trzymając szczeniaczka.
-dobra skoro nie możemy wyjść na plaże to co powiesz na jakiś film?
-Z chęcią- odpowiedziałam i poszliśmy na górę. Cały czas tuliłam pieska. JB włączył  film i położyliśmy się na łóżku  a piesek zasną na moich kolanach i Justin musiał trzymać laptopa. Byłam mega szczęśliwa. Chciałam by to trwało wiecznie. Gdy film się skończył postanowiliśmy urządzić sobie mały piknik nad basenem.
-Dobra to wy idźcie już a ja skocze po lody- powiedział Justin i zeszliśmy na dół. Wyszłam z pieskiem na dwór a po chwili dołączył  dso nas z lodami i misezką wody dla pieska.
-Jakby go tu nazwać- myślałam na glon.
-To ona- poprawił mnie Justin.
-Wiem! Kate- prawie krzyknęłam.
-O świetne imię. Pasuje do niej- powiedział i zabraliśmy się za lody a Kate ppołożyłam pod leżakiem na trwie.Gdy je zjedliśmy zamknęłam oczy chcąc się poopalać i leżałam tak trochę.Ale nadal coś nie dawało mi spokoju... Moja mama, chce mnie stąd zabrać... To okropne...
-Justin- zaczęłam.
-Tak skarbie?
-Obiecaj, że nie pozwolisz mojej mamie mnie zabrać...
-Obiecuję, nic nas nie rozdzieli kotku- powiedział po czym wstał i pocałował mnie w czoło. Czułam się lepiej więc wstałam i wzięłam Kate do domu. Po drodze zasnęła więc położyłam ją na kanapie na dole.
-Jestem już!- krzyknęła Pattie wchodząc do domu.
-O hej! -odpowiedziałam.
-Justin dał ci już to co miał ci dać?- pytała.
-A pieska? To tak!- odpowiedziałam- wiedziałaś i nic mi nie powiedziałaś?- śmiałam się.
-Justin mi zabronił. Ale poboba ci się co?
-No jasne, że tak!
-A gdzie Justin?- zapytała
- Poszedł do sklepu po mleko dla Kate- odpowiedziałam- zaraz powinien być i w tej samej chwili wparował do domu.
-Witaj mamo!- krzyknął- i co załatwiłaś wszystko co chciałaś?
-Tak!- odpowiedziała.
Reszta dnia minęła spokojnie. Gdy  weszłam do pokoju by wziąć Kate ona chodziła w tą i spowrotem po kanapie. Jeszcze marnie jej to szło...
-O Kate. Musisz jeszcze poćwiczyć- zaśmialam się i zabrałam ją do kuchni a w tym czasie Justin już przygotował jej ciepłe mleko.
-Proszę barzo- powiedział stawiająć miseczkę na podłodze, przy wcześniej postawionym kojcu. Ona wypiła całą miseczkę i zasnęła. Justin wziął kojec i poszliśmy na górę. Było już późno. Poszłam się kąpać pierwsza a gdy wróciłam poszedł Justin. Wzięłam laptop i  odpaliłam jakiś straszny film miał tytuł "DNA". Gdy Justin przyszedł położyliśmy się i jak zwykle laptop leżał na jego nogach bo ja nie lubię tego. Oparłam się o niego i zaczęliśmy oglądać. Film rzeczywiście był straszny ale ja kocham takie. Ale i tak nie mogłam się skupić bo przecież jutro musiałam przekonać mamę. Ale w końcu skupiłam się na filmie. Był mega fajny i mega straszny. Gdy się skończył zasnęłam. Nie zauważyłam nawet jak JB odłożył laptopa. Byłam zmęczona tym wszystkim.   Rano obudziłam się zaraz po Dżeju. Ubraliśmy się i pobawiliśmy trochę z Kate bo nie chcieliśmy schodzić na dół ponieważ Jus powiedział, że w nocy przyjechała mama i teraz rozmawia z Pattie.
nagle rozległo się pukanie do drzwi. Szybko wbiegłam pod kołdrę i udawałam ,że śpię.
-Witam. nie przeszkadzam?-usłyszałam głos mamy.
-Nie ależ skąd- odpowiedział JB.- pani jest mamą Suz.. prada?
-Tak,to ja. Twoja mama powiedziała, że bardzo kochasz moją córkę i żyć bez niej nie możesz.
-Tak, to prawda. To ona jest moją podporą. Suz jekt dla mnie jak powietrze.- mówił Justin.
-Przykro mi, ale  musisz nauczyć się jakoś beż niej żyć. Zabieram ją do Polski.
-Co? Ale czemu- pytał załamany Justin- jak to?
-Ja mam tam pracę a ona szkołę.
-Nie zamierzam tego zmieniać. Jak się obudzi powiedz  jej to- oznajmiła i wyszła a ja nie wytrzymałam i rzuciłam się mu na szyję płacząc. On objął nie i powiedział:
-Spokojnie Suz. Już dobrze- uspokajał ale ja wiedziałam, że dobrze nie jest i nigdy nie będzie- porozmawiaj z mamą i poproś ją byś mogła tu zostać. wytłumacz jej na spokojnie wszystko.
-Dobrz powiedziałam i zeszłam na dół. Byłam tak wściekła na mamę, że nie wiedziałam co mam robić...
-Cześć córeczko- przywitała się ze mną ale mi  nie było tak jak jej do śmiechu.
-Mamo!- zaczęłam- chciałabym byś o czymś wiedziała. Justin jest całym moim życiem i nie zamierzam go zostawiać!-podniosłam głos.
-Ale kochanie, ty masz tam szkołę a ja pracę. Jesteś jeszcze niepełnoletnia i na dodatek pod moją opieką- odpowiedziała  z powagą.
-Ale mamo czy nie możesz po prostu przeprowadzić się tu. Na pewno znalazłabyś tutaj lepszą pracę.  Zawsze mówiłaś, że zawsze będziesz robiło to co dla mnie najlepsze bo ja nie potrafię podejmować dobrych decyzji ale ja nie jestem już małym dzieckiem i wiem czego chcę. Nie możesz mi tego odebrać- odpowiedziałam pewnym głosem.
-Przykro mi kochanie ale takiej decyzji nie podejmuje się z dnia na dzień i tylko dla tego, że ty tego chcesz. Na to co mam pracowałam bardzo długo. a firmy nie przeniosę sobie o tak z polski tutaj, do Kanady musisz to zrozumieć-
przez cały czas rozmawiałyśmy po polsku więc Pattie nas nie rozumiała.
-Ale mamo! Ja nie mogę stąd wyjechać i go zostawić. Dobrze iwesz, że jest dla mnie jak powietrze tak samo jak ja dla niego i  bez siebie nie możemy żyć- podawałam kolejne argumenty.
-Dobrze pójdźmy na kompromis. Wyjedziesz ze mną na tydzień do polski i jeżeki okaże się, że jest tak jak mówisz wrócisz tu o każdej porze dnia i nocy ale jeżeli możesz bez niego żyć to nie ma takiej opcji jasne?- zapytała z uśmiechem na twarzy. Ja też byłam szczęśliwa ale i smutna, że  muszę opuścić JB.
-Ale przysięgasz?- zapytałam.
-Tak!- odpowiedziała.
-Och. Mamo jesteś cudowna!- wykrzyknęłam i przytuliłam ja najmocniej na świecie i od razu pobiełam na górę i opowiedziałam wszystko Justinowi.

piątek, 15 kwietnia 2011

ROZDZIAŁ11

No nic. Wstałam i szybko zjadałam śniadanie i poszłam do łazienki. Dość szybko zajęły mi czynności takie jak kąpiel  i mycie zębów. Ubrałam się w krótkie spodenki bo było naprawdę gorąco. Była  11:02 miałam jeszcze czas więc  poszłam na taras i usiadłam na leżaku. Nagle dostałam sms-a. Był od Justina pisał, że spóźnią się bo są korki i wrócą ok 14:00. Postanowiłam  zrobić tort lodowy bo  w zamrażarce był  zapas lodów o różnych smakach a i owoców też było pod dostatkiem. Ale nagle usłyszałam jakby trzask zamykanej szafki w kuchni bałam się ale byłam już  prawie na miejscu. Wtem poczułam coś na plecach...

-Panowie! Patrzcie kogo tu mamy...- krzyczał jeden z włamywaczy do dwóch innych.

-miało nikogo nie być!- krzykną jakiś dziwnie znajomy głos...Już wiem...Robert Mrozowski...-dobra zwiążcie ją.  Jej chłoptaś da za nią taką kasę, że do końca życia nam starczy!

-Robert! Macie mnie puścić! Dobrze wiesz, że ci  się nie uda.

-Mhhh.. Rozgryzłaś mnie kotku...- to było obrzydliwe!

-Nie mów tak do mnie! Nie masz najmniejszego prawa!!

-Czemu. A ten twój lalus?!

-On nie jest lal..- nie skończyłam bo jakiś gościu zakleił mi  usta...

-Spokojnie niedługo  to nie będzie potrzebne...

Teraz miałam przesrane. Ej ale w tylnej kieszonce spodenek miałam pilot z alarmem... Mogłam tak ruszać rękoma, że sięgałam do kieszonki. Wymacałam przycisk i  po chwili zjawiła się ochrona ale któryś przystawił mi broś do głowy:

-Ani drgnąć bo ją zabije!- wszyscy momentalnie stanęli.

-Czego chcecie?-pytał  dowódca.

-Zabieramy kasę i dziewczynę. Skontaktujemy się z wami i dowiecie się czego chcemy! A teraz z grogi!- wszyscy się rozstąpili a wspólnik Roberta  ciągnął mnie do jakiegoś samochodu. Był to jakiś bus. Wrzucił mnie do ś4rodka a po bokach usiadł Robert i  z tego co słyszałam Filip. Trzeci usiadł za kierownicą. Zobaczyłam jak podjeżdża Justin. gdy ruszyliśmy ochrona z Justinem też. Jechaliśmy tak parę godzin aż w końcu filip zasną a zaraz po nim Robert. Zauważyłam, że na podłodze stoi wiadro z bronią i nożami. Wzięłam  nóż i nie myśląc wbiłam go najpierw w brzuch Roberta a potem Filipa. A teraz najgorzej.  Przyłożyłam nóż do gardła kierowcy.

-Zatrzymaj się!!!!- krzyknęłam a drugą ręką wyjęłam z kieszeni  komórkę, debile nie wiedzieli że ją mam. Wybrałam numer i po chwili usłyszałam Justina:

-Co się dzieje?!- krzyczał jak opętany.

-Dwóm wbiłam noże w brzuchy a kierowca ma nóż przy gardle!Chodźcie tu!- i po chwili ktoś wytargał kierowcę a do mnie wszedł Justin a ja upuściłam nóż cały we krwi na podłogę.

-Suz.. - Justin przytulił mnie a ja nie chciałam by ta chwila została przerwana. Ale musieliśmy stąd wyjść. Nie miałam siły by ustać na nogach, bo były jak z waty. Justin wziął mnie w ramiona i  zaniósł do karetki, która właśnie podjechała. Położył mnie na jakimś łóżku a lekarz się mną zajął. Świecił mi po oczach durną latareczką. Ale w sumie nic mi nie było. Ale ja przecież zabiłam ludzi... Moje oczy same się zamykały. Byłam wyczerpana i wystraszona. Nie wiedziałam gdzie jest Dżej. Chciałabym żeby już mnie stąd zabrał. Chciałam być już z nim w domu.

-Halo? Czy pani mnie słyszy?- pytał lekarz

-Tak.

-Cyt coś cię boli?

-Nie.

-Patrz na palec- powiedział i wymachiwał mi nim przed ozami świecąc tą latareczką- widać, że nic ci się nie stało.Możesz iść- powiedziała ja od razu wstałam i straciłam równowagę.

-Ojej- powiedziałam a lekarz mnie złapał i posadził.

-Musisz odpocząć po czymś takim. Poczekaj tu chwilkę- powiedział a sam wyszedł. Wiem, że nie powinnam ale musiałam podsłuchać o czyn rozmawia z Justinem.

-Nic jej nie jest ale musi odpocząć. Proszę zabrać ją do domu i dać kubek gorącej herbaty-powiedział lekarz

-Dobrze. Dziękuję- odpowiedział Justin i usłyszałam jak zbliżają się do karetki więc przybrałam odpoiwednią pozę.

-Możemy już iść?-skierowałam pytanie do Justina.

-Tak. Oczywiście- odpowiedział. Czułam się lepiej i nie miałam zawrotów głowy więc mogłam normalnie ustać. Gdy wyszliśmy z karetki ujrzałam jak ktoś zapina worek ze zwłokami... Szybko zakryłam twarz.

-Hej kotku. Zrobiłaś to w obronie własnej. Musiałaś to zrobić- powiedział Justin widząc moje zachowanie. Szybko wsiadłam do samochodu a Justin odpalił samochód i ruszył do domu bo czekało nas  2 i pół godziny jazdy. A ja chciałam już jak najszybciej być w domu i wziąć gorący prysznic. Ze strachu cała się trzęsłam i JB to zauważył.

-Hej co się dzieje. Spokojnie nic ci już nie grozi.- powiedział spokojnie i przytulił mnie na moment bo musiał prowadzić. Uspokoiło mnie to  i przestałam robić za galaretę. Zasnęłam ale na jakieś 20 minut.

-Gdzie jesteśmy?-zapytałam zaspanym głosen

-Za  półtorej godziny będziemy w domu śpij sobie- powiedział Justin i pogłaskał mnie po głowie. Ale ja nie mogłam spać. Usiadłam wygodniej i wpatrywałam się w las, przez który jechaliśmy. Było już dość ciemno a w lesie nie było latarni.Spostrzegłam samochód naszej ochrony, nie wiedziałam, że jadą za nami. Byłam dzięki temu spokojniejsza. I rozluźniłam się. Gdy wjechaliśmy do jakiegoś miasta powiedziałam.

-Wiesz co naszła mnie ogromna ochota na lody...- powiedziałam byśmy się zatrzymali bo widać było, że Justin jest zmączony i musi chwilkę odpocząć.

-Wiesz, że mnie też- odpowiedział Justin - wiesz kupmy tu jakieś- i zjechał na jakiś parking. Weszliśmy do pierwszego spożywczego i wzięliśmy dwa kubełki lodów. Gdy wsiedliśmy do samochodu  od razu zjedliśmy je i   miałam pewność, że Justin odpoczął.

-Dobrze się czujesz?- zapytał

-Tak. Wiesz po tych lodach od razu mi lepiej.

-Możemy już jechać?- spytał

-Jasne- i odjechaliśmy. Zasnęłam po paru minutach. Ale tym razem nie obudziłam się w samochodzie ale w naszej sypialni. Justin spał obejmując mnie. Nie chciałam go  budzić bo też byłam zmęczona więc spojrzałam tylko na zegarek okazało się, że  była 23:09. Położyłam głowę z powrotem na poduszkę i odpłynęłam.

-Rano obudziłam się z Justinem w tej samej chwili. Ale leżeliśmy jeszcze.

-I jak się czujesz- pytał JB. słychać było jak bardzo się mną przejmuje.

-A jak się może czuć osoba, która kogoś zabiła? Okropnie- odpowiedziałam zamiast niego.

-Ile razy mam ci to powtarzać. Musiałaś to zrobić. Nie było innego wyjście. Inaczej nie wiadomo co by co zrobili. A w ogóle jak ci się to udał?- pytał

-No bo po tak długiej jeździe w końcu obaj zasnęli a ja zauważyłam nóż no i ...

-Wiesz, że jesteś najodważniejszą dziewczyną na świecie?- powiedział i ucałował mnie w czoło.

-Wiesz co muszę wziąć gorący prysznic- powiedziałam i poszłam do łazienki a po drodze wzięłam czyste ciuchy. Gdy wyszłam z łazienki Justin już był ubrany i w ogóle.

-Skożystałeś z drugiej łazienki- powiedziałam

-Tak. Mam dla ciebie coś do powiedzenia. Twoja mam będzie tu jutro rano. Mama do niej zadzwoniła...

-A ona jak zwykle wpadła w panikę..-  dokończyłam - jak zwykle...

-Tyle, że Suz.. Ona chce Cię  zabrać do Polski...- powiedział A ja nie mogłam w to uwierzyć.

-Co?? O nie, ona tego nie zrobi.

-Mama mówiła, że wręcz krzyczała, że cię zabiera i koniec...

-O nie - rzuciłam mu si e naszyję a on  bardzo mnie przytulił.

-Nie martw się na pewno ją jakoś przekonamy-mówiłam- to nie ma sensu. Bo jak nas rozdzieli to jakby zabrać Ziemi słońce. To niemożliwe!-krzyczałam.

-Wiem, ale musimy przejść przez to razem- szeptał mi do ucha Justin- a teraz chodź na dół bo mama przygotowała już śniadanie- powiedział i pociągnął mnie na dół i okazało się, że faktycznie śniadanie stało na stole  ale ja nie miałam ochoty jeść myślałam tylko o mamie tak samo jak JB ale on chciał odwrócić moją uwagę na marne...

niedziela, 27 marca 2011

ROZDZIAŁ10

-a i to nie wszystko, twoi bliscy zostają tu na dwa dni. To dla mnie żaden kłopot, mam trochę pieniędzy więc postanowiłem wydać je na coś dobrego a nie na jakieś duperele.
-wiesz, że nie musiałeś…-Wiem ale chciałem…
Przez resztę dnia zamieniłam parę słów z każdym z gości.
Najgorzej miał Justin. Wszyscy zasypywali go pytaniami typu” Jak to jest być sławnym?” „Jak zostałeś sławny?” ble ble ble???
Moja mama rozmawiała z moim chłopakiem bardzo dużo. I wieczorem gdy nasi goście pojechali do hotelu a mama i dziadkowie zostali i już dawno spali zaczęłam:
-Co chciała moja mama od ciebie?
-A nic. Wiesz musiała wiedzieć czy naprawdę cię kocham  i tak dalej…
A ty? Co odpowiedziałeś?
-Prawdę. Że jesteś moim największym skarbem i świata boza tobą nie widzę.
-A ona co na to?
- Że jeśli cię skrzywdzę to ona skrzywdzi mnie bardziej i zabiję. Ale jej powiedziałem, że nigdy tego nie zrobię i ,że może  być o to spokojna.
-A ja doskonale o tym wiem- powiedziałam i ucałowałam go na dobranoc- miłej nocy.
-Nawzajem- odpowiedział. Przytulił mnie i zasnęłam…
…Rząd czarnych postaci zbliżał się ku mnie. Nie miałam szansy na ucieczkę a oni byli coraz bliżej… Chciałam się ruszyć, schować gdzieś, ale nie mogłam się ruszyć… Nagle jedna z tych postaci stała przede mną i była w pozycji do ataku… to był on…
-Aaa!!!- obudziłam się z krzykiem, zaczęłam płakać i w tym samym czasie zerwał się Justin:
-Co się stało?
-Nic to był tylko zły sen, tylko zły sen-powtarzałam sobie i okazało się, że pomogło bo ostatnim razem siedziałam zalana łzami do rana. A Dy mój ukochany mnie przytulił od razu odpłynęłam…
Obudziłam się rano i poczułam zapach chm…twaróg, dżem… Otworzyłam oczy, na stoliku nocnym stała taca ze śniadaniem, a przy niej karteczka:
Pojechaliśmy po twoich  przyjaciół razem z twoją mamą i dziadkami. Zabierzemy twoich Przynach przyjaciół czterema samochodami będziemy o 12:30”

poniedziałek, 21 marca 2011

ROZDZIAŁ9

Bałam się, że oni znowu po mnie przyjdą… nagle usłyszałam głos:
-Suz… Czemu płaczesz?- to była Pattie.
-boję się- powiedziałam przez łzy.
-Nie ma czym Justin wróci za góra dwie godziny .
-Ale oni po mnie przyjdą.
Nie bój się Justin pojedzie z tobą i nikt cię nie skrzywdzi- mówiła Pattie- śpij już i nie zamartwiaj się tak.
Justin. Nie mogłam już spać.
Usłyszałam ich rozmowę w kuchni.
-Justin. Nie możesz jej zostawiać, bo w nocy płakała, mówiła, że boi się, ze po nią przyjdą. Nie wiem co o tym myśleć…
-Nie wiem co mam robić…
-wiem, Jus, dlatego powinieneś gdzieś ją zabrać, pamiętasz ten nasz domek nad jeziorem? Zabierz ją tam na parę dni…
-Dobrze, jutro się spakujemy i wyjedziemy.
-To świetny pomysł…
I wtedy zasnęłam. W pewny momencie poczułam jak ktoś się do mnie kładzie i przytula. To był Justin… Wtuliłam się w niego:
-Tęskniłam za TOBĄ.
-Ja za tobą też kotku, a teraz śpij ja nigdzie już nie idę… Odpoczywaj.
Spałam dość długo i rano wstałam wypoczęta. Postanowiłam zostawić wszystkie problemy i cieszyć się życiem.
-kotku posłuchaj. Dzisiaj zabieram cię na tydzień nad jezioro, będziemy mieszkać w moim domku- powiedział
-Ale super! Spędzimy trochę czasu razem…
-Tak i musimy porozmawiać, ale to już na miejscu- powiedział i przyniósł walizki.
Gdy się spakowaliśmy pojechaliśmy nad jezioro samochodem z przyciemnionymi szybami… Jeszcze nikt o tym nie wiedział.
Domek był bardzo daleko i drodze zasnęłam. Gdy się obudziłam byłam na dużym, białym łóżku a obok mnie spał Justin, byłam zmęczona i postanowiłam  iść dalej spać.
Rano poszliśmy nad jezioro i wzięliśmy koc oraz kosz ze smakołykami. Na miejscu czekała nas poważna rozmowa…
-Kochanie dowiedziałem się, że gdy w nocy mnie nie było bardzo się bałaś.
-Tak- odpowiedziałam- bałam się tego, żer ktoś mnie zabierze…
-nie bój się uzgodniłem z policją datę i pójdę tam z tobą.
-O.. to dobrze.
-Pisałem z twoją koleżanką Olą i czy to prawda, że masz dzisiaj urodziny?
-co? Dzisiaj już 10 sierpnia?? O nie!
-Spokojnie- powiedział i wyjął coś z kosz, było to pudełko, wręczył mi je, a gdy otworzyłam nie wiedziałam co powiedzieć. Piękny komplet… Kolczyki i wisiorek ze srebra i zielone kamienie szlachetne.
-Och…- powiedziałam. Do oczu napłynęły mi łzy i rzuciłam się mu na szyję- dziękuję! To piękne ale nie musiałeś.
-Musiałem. Ważne, że ci się podoba…
-Rozmawiałem z twoją Mamą i …
-Co? Rozmawiałeś z nią?
-Tak i przez pierwszy semestr zostajesz tutaj i pójdziesz ze mną do szkoły… No to znaczy będziemy mięli prywatnych nauczycieli…
-Aaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!! Zostaję z tobą!!!!Aaaaaaa
-tak. Widzę, że jesteś zadowolona…?
-Jeszcze pytasz! No jasne, że tak aaa!!!!
Przez resztę tygodnia pływaliśmy, chodziliśmy na spacery do pobliskiego lasu i tak minął beztroski weekend… I czkały mnie problemy…
-kotku… jutro jedziemy na policję- powiedział Jus gdy dojechaliśmy do domu…- a i twoja cioci i zgodziła się byś zamieszkała u mnie…
- Ach… tak…
-Nie martw się wszystko będzie dobrze.
-Jasne, ok.- w domu rzuciłam się na łóżko ale po chwili wstałam i szybko rozpakowałam walizki.
I następnego dnia musieliśmy jechać…
-Kotu musimy się zbierać…
-Tak, wiem już idę- krzyknęłam i chwyciłam w pośpiechu bluzy moją i Justina bo było chłodno.
Nie bałam się już i postanowiłam zmierzyć się z tym i opowiedzieć wszystko co pamiętam. A pamiętałam bardzo Mao.
-Hej! Suz! Dojechaliśmy już- ze snu wyrwał mnie głos JB, o nie… chyba zasnęłam.
-Ach. Już idę- powiedziałam i wysiadłam  samochodu. Justin objął mnie i powiedział:
-Nie martw się. Wszystko będzie dobrze…
Wierzyłam mu i na komisariacie trzymając go za rękę opowiedziałam wszystko… vi mogłam już iść. Policjant powiedział, że bardzo dobrze sobie poradziłam i moje zeznania są bardzo ważne. Ten koleś prowadził samochód nie był pełnoletni i nie miał prawa jazdy. Okazało się że postawiono mu poważne zarzuty i pewnie pójdzie do więzienia. Gdy wyszliśmy z komisariatu Justin powiedział:
-Byłaś bardzo dzielna i mam dla ciebie nagrodę…
-  jaką?
-Zobaczysz jak dojedziemy na miejsce…
-Okay! Ale żeby to nie było nic głupiego…
-No co ty, zobaczysz na pewno się tego nie spodziewasz… a teraz wsiadaj do samochodu – powiedział uśmiechając się tak jak uwielbiam…
Przez całą drogę byłam zajęta rozmyślaniem co to za niespodzianka i nawet nie myślałam o wypadku i o Tyn Robercie Mrozowskim. Dojechaliśmy do domu i Justin zaciągnął mnie na tyły domu…
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- krzyczałam. Za domem stała moja mama i dziadkowie ale nie tylko bo i cała moja klasa i przyjaciele!!!- skąd się tu wzięliście???
-Gdy dowiedzieliśmy się, że miałaś wypadek wsiedliśmy w samolot twojego chłopaka i jesteśmy!- powiedziała Ola ściskając mnie.
-Jesteście cudowni! Czyj to pomysł?- wiedziałam, że nie wpadli na to sami
-A jak myślisz?- szeptał mi do ucha Justin- ostatnio bardzo źle wyglądasz…
-Dziękuję ci!!!
Powiedziałam i  pocałowałam go. Wszyscy zaczęli bić brawo i krzyczeć.

niedziela, 20 marca 2011

ROZDZIAŁ8

Gdy się obudziłam nikogo przy mnie nie było. Postanowiłam zejść na dół pomimo wskazań lekarza wstałam i trochę zakręciło mi się w głowie ale złapałam się poręczy schodów i zeszłam do kuchni. Przy stole siedzieli Jus i Pattie.
-Suz… Nie możesz wstawać!- powiedział Justin poczym podbiegł do mnie, wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni ale tej na dole bym mogła w każdej chwili go zawołać.
-Za moment przyniosę ci coś do jedzenia- powiedział i poszedł w stronę kuchni. Wrócił z tacą pełną jedzenia ale ja nie chciałam nic zjeść.
-Wiesz, że jeżeli tego nie zjesz to pielęgniarka, którą zatrudniłem podłączy ci kroplówkę? Więc nie marudź tylko jedz.
Posłuchałam go i zjadłam jedną kanapkę z serem i wypiłam pół szklanki soku.
- Kochanie musisz zjeść więcej…- mówił JB
-Ale ja nie mogę!!!- odpowiedziałam
-No cóż  Pani Magdo!- krzyknął i nagle weszła pielęgniarka- proszę powiedzie ile Suz powinna zjeść żeby móc wyzdrowieć?
-Na jej wzrost i wagę- trzy kanapki i do tego dwa gotowane jajka i dwie szklanki soku.
-Widzisz kotku powinnaś zjeść więcej.
-Nie!- powiedziałam jak zakapryszone dziecko- nie mam ochoty jeść niczego! Ciągle tylko zjedz to zjedz tamto a mnie już boli głowa!
-Dobrze skoro tak to nie jedz ale nie ponoszę odpowiedzialności za to co się stanie.
-Dobrze, bo nic się nie stanie. Jestem zdrowa i dobrze się czuję nawet nie wiem dlaczego jeszcze tu leżę- powiedziałam i wstałam od razu poszłam na dwór i pobiegłam w moje miejsce, które znalazłam parę tygodni temu nawet Justin o nim nie wie, znaczy nie wiedział bo pobiegł za mną i się niestety dowiedział.
-kotku co ty tu robisz?
-Znalazłam to miejsce i bardzo mi się spodobało. A niedaleko jest gniazdko małego ptaszka i daje tu koncerty.
-Acha a czy ja mógłbym posłuchać?
-Tak jasne- odpowiedziałam – siadaj- powiedziałam poklepując miejsce obok mnie, wszędzie była trawa więc nie byłam narażona na zimno czy coś.
- Powiedz mi dlaczego tak się o mnie troszczysz?
- Bo mi na to tobie zależy Inie mogę cię stracić. Jesteś zbyt ważna dla mnie i dla mojej mamy też. Przy tobie bardzo się zmieniłem. I wiem co to miłość. Kocham cię tak jak nikogo innego na świecie..
-Tak. A Selena?
-To było tylko żeby zamydlić oczy reporterom i uciec od nich na trochę.- powiedział i pocałował mnie. Pocałunek trwał bardzo długo i nie zamierzaliśmy go kończyć ale przecież musieliśmy. Zaczęło robić się zimno i ściemniało się.
-Powinniśmy wracać. Jest już zimno- powiedziałam- ale tak bardzo chciałabym tu zostać…- wtedy Justin zdjął swoją kurtkę i kazał mi ją nałożyć.
-ale tobie będzie zimno
-Przecież mam na sobie jeszcze   bluzę jest mi ciepło- powiedział i objął mnie.
Siedzieliśmy tak jeszcze z godzinę ale w końcu postanowiliśmy wrócić.
W domu nic nie jedliśmy tylko od razu wzięliśmy razem kąpiel i poszliśmy spać.
 Spałam spokojnie, bo byłam w objęciach Justina… A gdy w nocy musiał wyjść przygotować się do koncertu i zostawił mnie samą zaczęłam płakać ze strachu…

ROZDZIAŁ7

-Co się stało? Boli cię coś- pytał mój ukochany
-Nie to tylko koszmar…
-Już dobrze kotku jestem przy tobie nic ci się nie stanie…- powiedział i objął mnie, a ja odpłynęłam….
Obudził mnie męski głos, który nie był mi znajomy postanowiłam posłuchać.
-Ona musi pojechać z nami- mówił ten ktoś
-Ale pan nic nie rozumie, ona nie jest na to gotowa- powiedział mój kotek
-Przykro mi ale jeżeli ona z nami nie pojedzie będziemy zmuszeni zabrać ją siłą…
-Czy pan zwariował????- podniósł głos JB- ona ciągle jest wystraszona, każdej nocy budzi się z krzykiem, boi się. Nie możecie jej zabrać
- Wiem ale to konieczne. Bez jej zeznań nic nie zdziałamy. Jeżeli nie będziemy jej mieli u siebie przez co najmniej trzy dni to sprawca będzie wolny…
O nie oni chcą mnie zabrać. Wystraszyłam się bo usłyszałam jak ktoś idzie w kierunku mojego pokoju i to nie jedna osoba a trzy i te kroki nie były mi znajome… Postanowiłam udawać, że śpię…
-Pan…
-Ci. Ona śpi jak ją pan obudzi to nic nie powie. Znam ja będzie przerażona i się stąd nie ruszy…- mój pysiaczek miał racje nigdzie nie idę…
-Przykro mi ale to konieczność- powiedział i zaczął- Panno Suzie proszę wstać!- powiedział ale ja udawałam, że nie słyszę…- Panno Suzie proszę wstać!!!
- Aaaa!!!!- krzyknęłam otwierając oczy. Wstałam i  wybiegłam przez drzwi do ogrodu, nie mięli szans mnie tam znaleźć…. Ale oni za mną wybiegli. Nagle poczułam mocny ucisk. Ktoś bardzo mocno mnie ścisnął w pasie i to nie mój ukochany… Zaczęłam krzyczeć.
-AAAAAA. Puść mnie!!!- szarpałam się kopałam i nic tylko jeszcze mocniejszy uścisk… Nagle podbiegł Justin i kazał mu mnie puścić. Potem mocno mnie przytulił i powiedział:
-Spokojnie Suz nic ci nie grozi… Uspokój się- szeptał. Wtuliłam się w niego.
-Jus mój brzuch, bardzo boli…- powiedziałam i ugięły się pode mną kolana… Justin wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju, położył na łóżku. Pattie spojrzała na niego i powiedziała, że to przez strach… bo nic mi nie jest. I nagle ten facet, który wtedy mnie złapał w ogrodzie ( policjant) kazał mi iśc z nimi albo użyje siły.
-Nigdzie nie idę!!!- krzyknęłam na niego i mocniej przytuliłam Justina. I on nie zamierzał mnie nikomu oddawać. W pewnym momencie dwaj inni policjanci go złapali. A ten, którego zdążyłam znienawidzić pociągnął mnie za rękę i wywlekł z łóżka. Ja zaparłam się nogami o  ziemię i krzyczałam. Ale to nie pomogło policjant wziął mnie na ręce i zaniósł do jakiegoś samochodu.
-Ja mam klaustrofobię uduszę się tu!!!!- powiedziałam ale on nie zwracał na to uwagi. A ja zemdlałam bo bardzo się bałam ciasnych pomieszczeń. Obudziłam się  w szpitalnej sali. W ręce miałam powbijanych wiele igieł. Przypomniało mi się, kiedyś jak jechałam z mamą samochodem to wtedy moja choroba wyszła na jaw i też skończyłam w szpitalu. Koło mnie siedział mój  ukochany i powiedział;:
- Och.. Nareszcie się obudziłaś. Nie martw się nigdzie cię nie zabiorą- mówił.
- Proszę zabierz mnie do domu.
-Dobrze poczekaj chwilę- powiedział i wyszedł. Po chwili wrócił z lekarzem.
- Ach tak. Można zabrać panią do domu, ale przez parę dni ma pani leżeć i w ogóle nie wstawać z łóżka, bo znowu pani tutaj trafi…- powiedział lekarz.
                        W domu czekała policja. Ale na szczęście nigdzie nie mogą mnie zabrać a na dodatek niósł mnie na rękach Justin. Ale za nim weszliśmy do domu zdążyłam zasnąć z wyczerpania.  Usłyszałam rozmowę Justina z policją… Przyjadą  po mnie za tydzień. O nie… Jus zaniósł mnie do pokoju i położył. Poczułam ukłucie w ramię i jęknęłam z bólu.
-Ciii. To tylko leki… Śpij spokojnie- powiedziała Pattie, posłuchałam jej bo ufałam jej bezgranicznie i zasnęłam. Niedługo potem, po jakiś 30 minutach ktoś mnie podniósł ale wiedziałam, że to Jus więc nawet nie otwierałam oczu. On przeniósł mnie na górę do sypialni ale ścisnęłam jego rękę, nie  chciałam by wyszedł. Położył się  obok mnie i objął a ja odpłynęłam w niebyt…

ROZDZIAŁ6

-Witaj ja jestem Pattie, mama Justina a ty jesteś jego dziewczyną prawda?- pytała
-Tak, jesteśmy parą.
-Nie wiedziałam, że jesteś taka śliczna, rzadko widuję tak piękne dziewczyny- mówiła Pattie
-Ja ładna? Bardzo pani dziękuję.- powiedziałam- ale nie sądzę żebym była specjalnie ładna
-Nie jestem Pani tylko Pattie, i masz się tak do mnie zwracać ok?- mówiła słodko Patti.
- Dobrze, więc Pattie czy ty na prawdę pozwoliłaś Justinowi na to wszystko?
- Tak jest już dość dorosły aby móc podejmować takie decyzje….- ciągnęła.
Później chwilę porozmawialiśmy i musiałam już iść bo zaczęło robić się ciemno… Justin oczywiście chciał mnie odprowadzić ale powiedziałam, ze mam niedaleko i sama sobie poradzę. Ale oczywiście uparł się i musiał odprowadzić mnie chociaż połowę drogi… Gdy się rozstawaliśmy na chodniku widać było już dom Sary…
-Pa kochanie- powiedziałam i dałam mu całusa w policzek. Ale on przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować…
- Dobrze, dobrze. Wystarczy przecież spotkamy się jutro… -powiedziałam przerywając pocałunek. Wbiegłam na pasy nie widząc jadącego samochodu… Poczułam okropny ból... Przeszywał mnie to było coś okropnego… Nagle nie czułam już nic słyszałam tylko  krzyk mojego ukochanego:
- Nie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ale było za późno… Nagle usłyszałam karetkę…
- Morfiny!!!- krzyczał ktoś chyba lekarz. I urwał mi się film….
                        Obudziłam się, ktoś trzymał mnie za rękę. Byłam pewna, ze to Justin. Otworzyłam oczy… Bardzo bolała mnie głowa…
- Suz- mówił JB i zaczął krzyczeć- Doktorze!!! Obudziła się!!!- usłyszałam jak ktoś biegnie i mówi:
- Panno Suzie??? Słyszy mnie pani???
Zamrugałam kilkakrotnie dając znak, że tak.
- Całe szczęście. Najgorsze już za nami Panie Bieber. Nic jej nie będzie ale dopóki nie będziemy mieć stuprocentowej pewności musi tu zostać- mówił lekarz.
- Dziękuję panie doktorze.
-Jus…- ścisnęłam lekko jego rękę bo nie miałam siły.
- Jestem tu- powiedział- nie bój się już wszystko dobrze. Wiesz co się stało?- pytał
- Ja nie… Ja nic nie pamiętam- powiedziałam
- Wpadłaś pod samochód i dzięki lekarzom nic złego ci się nie stało. Ale musisz dużo odpoczywać kochanie- powiedział poczym pocałował mnie w rękę.
Zasnęłam… Gdy się obudziłam w Sali było zupełnie inne światło. Musiałam długo spać ale teraz nic mnie nie bolało prócz ręki. Zerknęłam na nią i miałam ją w gipsie…
- O nie… -jęknęłam.
- Panno Suzie. Miała panienka dużo szczęścia…- mówił dobrze mi już znany głos lekarza. Sala była pełna kwiatów  i balonów z napisami „Kocham Cię”.
- Gdzie on jest…- pytałam lekarza
- Na korytarzu, za chwilę go zawołam- powiedział i wyszedł, a gdy wrócił był z nim mój ukochany…
- Jesteś- powiedziałam uśmiechając się.
- Tak, narobiłaś nam wszystkim dużo strachu…
- Siedział tu cały czas aż w końcu kazałem mu wyjść napić się kawy- wtrącił się lekarz- myślałem, że będę musiał go z tond siłą usunąć.
- Mój kochany- powiedziałam do Justina i lekko się podniosłam, bo czułam, że dość długo leżę…- Ile spałam?- pytałam
- Sześć godzin. Ale lekarz przewidywał więcej. Jak dobrze, że nic ci nie jest…- mówił Jus…
- Czy boli coś panią- pytał lekarz- mogę podać pani jakieś leki…
- Nie. Tylko troszkę ręka mnie boli ale bardzo słabo- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
- M… dziwne. Powinna boleć panienkę noga, bo ma ją pani pękniętą. Ale skoro nie, to znaczy, że bardzo szybko kość się zrosła. Sądzę, że najdalej za dwa dni panią  wypuścimy…- powiedział lekarz uśmiechając się- możesz usiąść jeśli chcesz.
Zrobiłam tak i nie poczułam bólu. Postanowiłam, że wstanę.
-Czy mogę wstać?- zapytałam
- Oczywiście ale proszę ostrożnie- odpowiedział spoglądając na Justina i on pomógł mi wstać ale troszkę zakręciło mi się w głowie, więc się o niego podparłam. Po chwili mogłam już sama stać.
- Nareszcie.- powiedziałam. Ale zobaczyłam jak JB zaciska usta- Kochanie coś się stało?
-Nie, nic ale jesteś pewna, że nic cię nie boli?
-Nie, na pewno.
Resztę dnie przesiedzieliśmy trochę z Sarą, trochę z ciocią i z Pattie. Zbliżała się noc i powiedziałam Justinowi:
-Możesz iść do domu się przespać. Nic mi się nie stanie i czuję się dobrze.
-Nie wolę zostać z Tobą.- odpowiedział. Zasnęłam szybko bo byłam wykończona. W szpitalu nic nie zjadłam bo na widok tamtego jedzenia robiło mi się niedobrze…Rano obudziły mnie promienie słońca wpadające do Sali. Przy moim łóżku siedział JB:
-O już wstałaś. Jak się czujesz?
- Dobrze- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Lekarz powiedział, że dzisiaj po południu możesz wyjść do domu. Chciałbym abyś pojechała do Mnie na kilka dni. Jeżeli oczywiście chcesz. Rozmawiałem z twoją ciocią i ona się zgodziła.
-Oczywiście, że chcę. A Pattie?
-Jej jeszcze bardziej to pasuje. Wiesz, pracowała kiedyś w szpitalu…- wiedziałam, że chce mieć mnie u siebie żeby Pattie  mogła mu wszystko powiedzieć o moim stanienie i bym była pod jak najlepszą opieką. Bardzo szybko zdjęto mi gips i mogłam swobodnie poruszać ręką.
Justin spakował moje rzeczy, ja się ubrałam i czekaliśmy na wypis. Po godzinie go dostaliśmy i mogłam iść do domu.  Sara spakowała moją torbę i dała ją JB. W domu mojego ukochanego mogłam wstawać tylko do łazienki i tylko wtedy gdy naprawdę musiałam. Chociaż Pattie mówiła, że mogę to Justin mi na to nie pozwalał.  W końcu zdenerwowałam się i nie wytrzymałam. Po prostu wstałam i chciałam wyjść do ogrodu na własnych nogach ale jak tylko wstałam i podeszłam już do drzwi prowadzących do ogrodu ktoś mnie podniósł. Wiedziałam, że to Justin i powiedziałam:
-Kotku sama sobie poradzę możesz mnie postawić- ale on zaniósł mnie do ogrodu i położył na leżaku ale ja i tak wstałam.
- Kochanie może byśmy popływali?- spytałam go
-Jasne jeśli tylko chcesz- odpowiedział i mnie pocałował. Szybko pobiegłam się przebrać tak szybko aby nie mógł mnie podnieść. Gdy wróciłam on już pływał. Wskoczyłam do basenu i nurkowaliśmy bo ten basen miał ponad trzy metry głębokości. Od razu czułam się lepiej i po pływaniu miałam ochotę coś zjeść, bo przez te ostatnie parę dni nie mogłam niczego wsadzić do ust i Justin musiał  nakłaniać mnie prawie siłą. Teraz czułam, że ktoś się o mnie naprawdę troszczy. Że ktoś mnie potrzebuje…
- Może coś wreszcie zjesz?- zapytał Justin- no wiesz bo jak nie będziesz chciała to będę zmuszony nakarmić cię na siłę haha…
-Wiesz w sumie to z chęcią bym coś zjadła…- powiedziałam. I wtedy Justin kazał mi się wysuszyć a sam pobiegł do domu…
łPo chwili przyniósł nam sałatkę i lody na deser. Zjedliśmy wszystko byłam bardzo zmęczona, więc postanowiliśmy poleżeć i porozmawiać na leżakach.
-wiesz, powinnam wrócić do cioci. Mama nie wie nic o moim wypadku ani nic o tobie… Nie sądzę by była zadowolona z tego, że mieszkam u ciebie. A cioci jest pewnie smutno…
-Dobrze skoro chcesz to jutro zaprowadzę cię do cioci….
-Dziękuję kotku… Jesteś naprawdę wyrozumiały… Taki jeden, jedyny na całym świecie BARDZO CIĘ KOCHAM
-Och, skarbie ja ciebie tez kocham najbardziej na świecie…
Później poleżeliśmy w milczeniu i zasnęłam. Obudziłam się w pokoju… Dziwne bo zasnęłam na leżaku nad basenem. Pewnie mój ukochany mnie tu zaniósł. Podniosłam się i zauważyłam, że on śpi obok mnie, nadal byłam senna, więc postanowiłam jeszcze troszkę pospać. Tym razem było to dużo więcej niż trochę, bo jak wstałam było już ciemno, spojrzałam na zegarek, była 22:58. Justin  się przebudził i kazał mi spać ale ja nie mogłam i on też bo wiedział, że boję się ze względu na moje ostatnie przeżycia…
-Choć do mnie- powiedział i mocno objął- wiesz, kierowcą samochody, który cię potrącił był jakiś niepełnoletni chłopak-  Robert Mizerski. Pochodzi z Polski więc nie został za to ukarany…
-Co???Dobrze słyszę? Robert Mizerski?
-Tak a coś się stało?
-Tak ja go znam…To taki chłopak, który podkochiwał się we mnie w gimnazjum, a ja dałam mu kosza.
-Nic dziwnego, że się w Tobie podkochiwał. Jesteś najładniejszą dziewczyną na świecie.
-Ale on mi powiedział, że kiedyś pożałuję mojego wyboru, tego ,że nie chciałam z nim być. Ale to nie możliwe…
-Musimy to sprawdzić jutro zadzwonię do mojej ochrony bo maja nam przysłać trzech ludzi i przy okazji poproszę ich o sprawdzenie tego gościa- powiedział mój skarb i nagle ziewnęłam bo byłam już zmęczona.
-Chyba powinniśmy już spać- powiedziałam- jestem zmęczona a ty?
-Ja tez- odpowiedział i położyliśmy się.
Widziałam jego twarz…biegł w moim kierunku… Miał coś w ręku to nóż…
-Nie!!!!!- krzyknęłam przerażona i zapłakana

piątek, 18 marca 2011

ROZDZIAŁ5

- No wiecie takie rzeczy się zdarzają… Ale to dziwne, że w lesie w dziupli to na pewno jakiś ptak by to zniszczył…
Gdy wypiliśmy herbatę Justin musiał już iść bo robiło się ciemno a jego mama prosiła żeby wrócił wcześniej. Przed domem pożegnaliśmy  się długim pocałunkiem:
-Będę o 12:30 i zabiorę ciebie do mnie okey?
- Dobrze, pa:)
- Pa.- i poszedł
Weszłam do domu i od razu pobiegłam do Sary i wszystko jej opowiedziałam …
- No pięknie, jednak dobrze zrobiłam…
- Tak i bardzo ci dziękuję- powiedziałam przytulając ją najmocniej jak potrafię.
- Zaraz mnie zgnieciesz- powiedziała
-Przepraszam ale jesteś cudowna!!!
-Tak, wiem o tym- powiedziała z uśmiechem na twarzy – dobra idź się kąpać bo rano nie wstaniesz- powiedziała.
Poszłam do łazienki i wzięłam gorący prysznic bo gorąca woda zawsze mnie uspokaja, a ja mam się czym martwić, jutro idę poznać mamę Justina i nie mam pojęcia co powie jak mnie zobaczy, przecież nie jestem taka ładna jak Selena Gomez czy inne znane piosenkarki, modelki… Ale wiedziałam, że Justin mnie kocha tak jak ja jego i nikt nas nie rozdzieli… Wyszłam z kabiny i wytarłam się, potem wysuszyłam włosy i umyłam zęby. Gdy się ubrałam wyszłam z łazienki i chciałam iść spać ale w telewizji leciał mój JB i postanowiłam obejrzeć kilka wywiadów ale nie zdążyłam bo zasnęłam …
Wstałam w nocy i nie mogłam zasnąć… Postanowiłam wyjść do pokoju, który miałam zajmować ale wolałam spać z Sarą i wziąć laptop. Gdy go włączyłam odpaliłam nk okazało się, że mam 25 wiadomości. Wszystkie były od moich kolegów ze szkoły. Na przykład od Oli:
 „Czemu nic nie mówiłaś??? Widziałam na necie ciebie i Biebera, odpisz jak tylko będziesz mogła.”
Wszystkie wyglądały podobnie, więc weszłam na  największy portal plotkarski  i ze zdziwienia otworzyłam szeroko usta. Na stronie było zdjęcie moje i Justina jak szliśmy razem, to było wtedy, jak wracaliśmy wieczorem z lasu za rękę . Szybko pobiegłam do Sary i ją obudziłam:
-Co się stało?- pytała zaspanym głosem.
-Szybko chodź coś ci pokaże – powiedziałam i zaciągnęłam ją do pokoju. Pokazałam artykuł …
- HAHAHA- śmiała się- a co myślałaś, że nikt się o tym nie dowie??? Zwariowałaś! Za nim wciąż chodzą reporterzy i tak w końcu się by o tym dowiedzieli…- mówiła ciągle się śmiejąc.
- Co ja mam zrobić???- pytałam zdenerwowana
- Teraz to już nic wiesz na tym zdjęciu się całujecie, więc nikt nie ma wątpliwości…- odpowiedziała spokojnie- w końcu jesteście parą  no nie…
- Mam przesrane wszyscy w mojej szkole to widzieli…
- Współczuje ale nie martw się tym- powiedziała Sara i poszła spać.
Postanowiłam zrobić to samo. Schowałam laptopa i położyłam się. Nie mogłam prze to zasnąć ale w końcu mi się udało ale nie na długo, wstałam o 7:00 i od razu zadzwoniłam do Justina:
- Tak Suz? Coś się stało?- pytał.
- Tak i to dużo wejdź na gwiazdunie i sam się przekonaj…
Nagle Jus zaczął:
- Haha  i co z tego przecież jesteśmy razem. I tak by się o nas dowiedzieli wcześniej czy później…Nie martw się tym…
- Okej postaram się- odpowiedziałam- spotkajmy się za godzinę ok.? – spytałam
- Jasne przecież dzisiaj masz poznać moją mamę prawda?
- No tak całkiem o tym zapomniałam- odpowiedziałam- a jak mnie nie polubi???- pytałam zaniepokojona, teraz to już miałam dwie myśli nie dające mi spokoju…
- Polubi, polubi znam ją i wiem, że ciebie zaakceptuje zwłaszcza, że jesteś taka urocza kocie no i jeszcze na dodatek piękna...- obsypywał mnie komplementami
- Ja piękna?? Chyba coś ci się pomieszało bo ja piękna nie jestem…- odpowiedziałam zawstydzona
- Nie mów tak!! Dla mnie jesteś najpiękniejsza na świecie…- mówił- nigdy cię nie opuszczę…
-Dobra już ci wierze… - mówiłam śmiejąc się – widzimy się niedługo
-Oczywiście. Pa
- Pa- pożegnałam się i rozłączyłam. Zerknęłam na zegarek była 8:26. Postanowiłam zejść na dół i zrobić śniadanie, ale było już zrobione a przy stole siedziały Sara i ciocia.
-Siadaj- mówiła Sara- i jedz póki ciepłe.
Na śniadanie była zupa mleczna i kanapki z dżemem. Uwielbiałam je więc zjadłam wszystko i postanowiłam zacząć się szykować…
- Sara pomożesz mi wybrać coś ładnego??- pytałam- bo wiesz, dzisiaj mam poznać mamę Justina.
-Jasne, zrobię z ciebie bóstwo…- powiedziała ciągnąc na górę.
Pogrzebała trochę w moich rzeczach i spytała:
- O której się z nim umówiłaś???
- Na 12:30, a co?????
- Mamy trochę czasu, więc zabieram cię na zakupy…
-Oki- wzięłam sporo gotówki,- z chęcią coś sobie kupie.
Sara zabrała mnie do ogromnego centrum handlowego i  zaciągnęła do sklepu z sukienkami itp. Wybrała mi piękną, zwiewną ,  lawendową sukienkę sięgającą mi prawie do kolan była zarazem młodzieżowa jak i nadawała się świetnie na uroczystości.. Do tego kupiłam piękne buty i małą torebkę. Wyglądałam zniewalająco…. W domu zrobiła mi fryzurę i makijaż. Wyglądałam prześlicznie… Nagle ktoś zapukał do drzwi….
-W samą porę- powiedziała Sara i pobiegła otworzyć drzwi. Ja wyszłam chwilę później i Justin powiedział:
-Wyglądasz prześlicznie Suz…
-Dziękuje ale to zasługa Sary- odpowiedziałam
-w takim razie Saro jesteś super…- powiedział do niej lecz cały czas patrzył na mnie swoimi cudnymi oczyma…
- Idziemy?- zapytałam.
- Oczywiście powiedział podając mi rękę. Wyszliśmy i od razu mnie pocałował, a ja zobaczyłam flesz aparatu fotograficznego:
-No pięknie jak to wstawi na jakiś portal to moi znajomi mnie znienawidzą….
- No co ty właśnie, że nie. Oni ci po prostu zazdroszczą kochanie…- mówił do mnie swoim anielskim głosem.
- Ty zawsze potrafisz mnie zawstydzić…
- Dobrze idziemy już, bo mama się niecierpliwi- powiedział i chwycił mnie za rękę. Zaczęliśmy iść w stronę jego domu. Mieszkał niedaleko więc doszliśmy tam w pięć minut. Jego dom był duży, ale nie aż tak ogromny by się zanadto wyróżniać. Przed domem stała kobieta, miała jakieś 34 lata. Przywitałam się z nią i przedstawiłam:
- Dzień dobry pani!- powiedziałam- mam na imię Suzie ale wszyscy mówią mi Suz.

poniedziałek, 7 marca 2011

ROZDZIAŁ4

Obudziłam się o 7:30 i nie chciało mi się spać, więc postanowiłam  ubrać się i zrobić śniadanie a mianowicie tosty, znalazłam toster, wyciągnęłam chleb, ser itd.. i wzięłam się do roboty. Gdy skończyłam była 8:14 . I do kuchni weszła ciocia Emilia i Sara.
-Suz to twoja zasługa? -pytała się ciocia widząc na stole przygotowane śniadanie .
- Tak, rano wstałam i nie chciało mi się już spać więc zabrałam się za robienie śniadania, no siadajcie do stołu.
Po śniadaniu pozmywałam i trochę posprzątałam, spojrzałam na zegarek, była 9:20. Miałam jeszcze trochę czasu więc postanowiłam posiedzieć na nk, facebooku itp. Pisałam z dziewczynami i okazało się, że są zadowolone z wyjazdu cieszyłam się z tego, trochę jeszcze popisałyśmy i pożegnałyśmy.  Troszkę się zasiedziałam bo była 11:55. Mam 5 minut, dobra on zaraz tu będzie więc szybko przyjrzałam się w lustrze i pomalowałam rzęsy i akurat ktoś zapukał do drzwi.
-Suz! Ktoś do ciebie- usłyszałam ciocię.
-Już idę- krzyknęłam i zeszłam na dół.
-Witaj , czy możemy już iść?- Spytał Jus.
-Tak, oczywiście, możemy – odpowiedziałam wychodząc.
Nie wiedziałam gdzie idziemy więc zapytałam:- A gdzie dokładnie mnie prowadzisz?
-Dowiesz się jak będziemy na miejscu- odpowiedział i szeroko się uśmiechną.
Szliśmy tak aż byliśmy na jakiejś  dziwnie mi znajomej polanie w lesie i podeszliśmy do jakiegoś starego drzewa. I wtedy Jus powiedział:
-Pamiętasz gdy jako dzieci schowaliśmy w tej dziupli pudełko z karteczką, na której było napisane „Suz i Jus na zawsze przyjaciółmi”?
Wtedy sobie przypomniałam, że faktycznie tak było.
-Tak no jasne, że pamiętam- powiedziałam. A wtedy on włożył rękę do dziupli i wyciągną z niej to pudełko.
- Nie wierze, że to ciągle tam było przez tyle lat…- powiedziałam z niedowierzaniem.
-Ja też tak  myślałem, że dawno ktoś je znalazł ale gdy byłem tu wczoraj to okazało się, że to ciągle tu jest-oznajmił Justin. Otworzył pudełko a tam leżała ta sama, brudna karteczka…
- Niesamowite…- wyszeptałam.
-Ciekawe jak przez tyle lat nikt tego nie znalazł…-powiedział Justin i zamknął pudełko i powrotem włożył je do dziupli aby zostało tam już na zawsze…
To było fantastyczne uczucie, coś co kiedyś schowaliśmy tu razem gdy ja musiałam wyjechać  a to ciągle tu było…I nagle zaczął mnie całować, nie protestowałam, bo chciałam tego, nawet bardzo tego chciałam… ale w końcu musieliśmy przerwać… Uśmiechnęliśmy się do siebie i złapaliśmy za ręce. Położyliśmy się na trawie i on mnie przytulił, dużo rozmawialiśmy aż w końcu zamilkliśmy i postanowiliśmy cieszyć się tą chwilą. Leżeliśmy tak dość długa abym mogła zasnąć… I on chyba też….
-Suz…Śpisz…- Usłyszałam jego głos- trochę się zasiedzieliśmy – mówił Jus…
Gdy otworzyłam oczy okazało się, że jest późne popołudnie a raczej wieczór…Spojrzałam na zegarek była 19:20.
- O nie- powiedziałam- 20 nieodebranych połączeń  i wtedy przypomniałam sobie, że wyciszyłam telefon by nikt nam nie przeszkadzał… - ciocia mnie zabije..- mówiłam – i jak ja mogłam zasnąć…
- Szybko musimy wracać zanim zrobi się ciemno- powiedział JB i złapał mnie za rękę i poszliśmy w stronę domu Sary… pod domem stała ciocia z taką miną jakby miała mnie zaraz zabić…
- Gdzie żeście byli!!? I dlaczego nie odbierałaś telefonu!!!- krzyczała
- Bardzo cię przepraszam ale miałam wyciszony telefon…- tłumaczyłam się cioci.
- Dobrze już dobrze chodźcie do środka bo robi się chłodno- powiedziała ciocia.
Weszliśmy do domu i opowiedzieliśmy cioci o naszym odkryciu…

niedziela, 6 marca 2011

ROZDZIAŁ3

-Skąd ty się tutaj wziąłeś? –zapytałam
-Mieszkam  tu niedaleko, przecież to Kanada pamiętasz…-odpowiedział.
-No tak, jak mogłam zapomnieć…
Potem oczywiście Sara wysłała nas na spacer, to znaczy on mnie wyciągnął i nie miałam wyboru… Cały czas rozmawialiśmy o tym co było jakieś 10 lat temu, z małych brzdąców wyrośliśmy na prawie dorosłych ludzi. Nie mogłam się nadziwić, że to on…
-W jaki sposób ty to wszystko osiągnąłeś? –pytałam- no wiesz sławę i tak dalej…
-No wiesz, na początku śpiewałem na ulicy i pewnego razu przechodził tam tędy Usher… I tak to się zaczęło.
- A twoja mama? Co na to powiedziała.
-Uznała, że wiem co robie i jestem na tyle dorosły żeby móc podejmować takie decyzje  no i oczywiście mnie w tym wspierała.
Zaczęło się robić ciemno i coraz chłodniej.  było mi już trochę zimno więc powiedziałam:
-Powinniśmy już wracać- powiedziałam-będą się o nas martwic.
-Ach…Tak jasne – odpowiedział i poprowadził mnie w stronę domu, bo ja w ogóle nie znałam Kanady.
Pod domem zapytał: -Miałabyś ochotę spotkać się ze mną jutro? Mam dla ciebie małą  niespodziankę.
- Jasne czemu nie – odpowiedziałam
- To może o 12:00? -zapytał – przyjdę po ciebie
-Okej, do jutra-pożegnałam się
-Pa- odpowiedział i poszedł.
-No to jeszcze czeka mnie rozmowa z ciekawską Sarą- pomyślałam i nie myliłam się….
Czekała na mnie podekscytowana .-No i jak było-pytała się .
- Normalnie, porozmawialiśmy o czasach dzieciństwa. A czego się spodziewałaś, że rzucę mu się w ramiona?- spytałam się o mało nie pękając ze śmiechu zaczęłam udawać- Och Justin tak za tobą tęskniłam- i wtedy dołączył się do mnie Sara i razem zaczęłyśmy głośno się śmiać a  po chwili do pokoju wparowała ciocia:
-A  wam co tak wesoło?- pytała- Najwyższy czas chyba się wykąpać i iść spać, co drogie panny?
- Tak, tak mamo już idziemy-powiedziała Sara i pociągnęła mnie na górę- dobra mów jak naprawdę  było-zaczyna
-No tak jak mówię jak było, porozmawialiśmy i powspominaliśmy dawne czasy.
 -No bo wiesz Justin tak mnie błagał o to żebym cię tu ściągnęła, że aż żal było tego słuchać i się zgodziłam- mówiła.
- No nieźle,  czemu mi nie powiedziałaś, że to on?
-no bo jak kiedyś ze mną rozmawiałaś przez telefon mówiłaś, że w życiu nie chciałabyś spotkać  żadnego sławnego piosenkarza, a na pewno Justina bo wszyscy mówią o nim tak jak mówią  i wolałaś potajemnie go słuchać i nic więcej-tłumaczyła.
- No tak masz racje i wiesz co przez Ciebie musze spotkać się z nim jutro, przyjdzie po mnie o 12:00. A i jeszcze ma dla mnie niby jakąś niespodziankę…
-No to narobiłam, przepraszam cię.
-Oj nic się nie stało bo w końcu nikt z mojej szkoły mnie z nim nie zobaczy…
-Dobra idziemy się kąpać bo zaraz moja mama tu przyjdzie i dostanie się nam a wtedy to nici z twojego wyjścia…
-No ok.- powiedziałam i poszłam do łazienki.
Gdy obie już się wykąpałyśmy  i położyłyśmy w pokoju Sary bo nie chciałam spać sama włączyłyśmy telewizor i akurat leciał jakiś fajny film. Sara oglądała go z zainteresowaniem  ale ja miałam inne sprawy na głowie, albowiem nie wiedziałam po co Jus chciał się jutro ze mną spotkać i dla czego to spotkanie było dla niego tak ważne… Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam…

piątek, 4 marca 2011

ROZDZIAŁ2

zaprowadziła mnie do mojego pokoju  abym mogła się rozpakować. Gdy to zrobiłam zaczęłam wypytywać się Sary:
- A kim jest ten nasz przyjaciel co chciał się za mną tak pilnie zobaczyć?
- Przyjdzie jutro. Nawet nie wiesz jak bardzo  cieszył się na twój przyjazd. A teraz choć zjemy obiad.
Zgodziłam się, po obiedzie poszłyśmy na spacer do parku i trochę się zasiedziałyśmy, bo gdy zerknęłam na zegarek była 22:00.szybko wróciłyśmy do domu, zjadłyśmy kolacje i umyłyśmy się. Szybko zasnęłam, bo byłam wyczerpana lotem i tym wszystkim co się dzisiaj działo.
Wstałam o 10:00 razem z Sara i po śniadaniu powiedziała:
- Za godzineprzyjdzie  ten chłopak, którego niby nie pamiętasz ale wierz mi na pewno go rozpoznasz.
-Mam taką nadzieje- odpowiedziałam.
Potem pozmywałyśmy po śniadaniu i chciałyśmy iść na góra oglądać telewizje ale rozległo się pukanie do drzwi.                        –Ja otworze- powiedziała Sara pozostawiając mnie na schodac
- Jak dobrze, że już jesteś, wchodź, Suz czeka i nie wie kim jesteś zrobiłam tak jak obiecałam.
Czyli uknuli spisek przeciwko mnie, no pięknie …
Usłyszałam kroki, a gdy go zobaczyłam oczom nie mogłam uwierzyć … Przede mną stał Justin Bieber…
_ Cześć Suz, jak miło cię znowu widziec. Bardzo się zmieniłaś od tamtego czasu.
- I kto to mówi…- odpowiedziałam. Nie byłam jego wielką fanką ale lubiłam jego muzykę. Po prostu nie mogłam uwierzyc, że to ten sam chłopak.
-Nie spodziewałaś się co?-zapytał
- W życiu – odpowiedziałam
Dopiero jak podszedł do mnie bliżej dostrzegłam pewne podobieństwo… Oczywiście musiał mnie uściskać na powitanie

ROZDZIAŁ1

Koniec roku był ciągle taki sam, dyro powtarzał tą samą formułkę co roku i pomyśleć, że słyszę to już ostatni raz… Po zakończeniu uroczystości wszyscy rozeszli się do swoich klas wraz z nauczycielami, gdy my weszliśmy do klasy zauważyłam wiele płaczących osób tylko ja Pyśka i Ola nie ryczałyśmy no i oczywiście chłopaki ale dziewczyny ryczały, że ho… Gdy rozeszliśmy się do domów ja zostałam z moimi przyjaciółkami pod szkoła aby się pożegnać bo dziewczyny wyjeżdżają na wakacje do ciotek. A ja będę musiała chyba siedzieć całe w kacje w domu ze względu na mamę, która jest wiecznie zapracowana. 
-Będę za wami tęsknić!- mówiłam rzucając się im na szyje .                                                                                                         -my za tobą też Suz( to zdrobnienie od Suzie nie cierpię tego mienia ale niestety)- mówiły dziewczyny ze łzami w oczach.
Ale cóż musze wracać do domu i pochwalić się dyplomem. W drodze napotkałam kilku kolegów i pośmiałam się z nimi ale i tak było mi smutno…
- Hej mamo jesteś już?- krzyczałam  nie wiedząc czy wróciła z pracy.
- Tak już wróciłam, chodź pochwal się świadectwem- krzyczała mama- dzwoniła Sara, twoja siostra z Kanady prosiła żebyś oddzwoniła do niej.
-Okej zadzwonię do niej- i pobiegłam do pokoju ale najpierw pochwaliłam się mamie świadectwem z czerwonym paskiem, mama była ze mnie dumna.
Zadzwoniłam do Sary i dowiedziałam się, mój dawny przyjaciel chce się ze mną spotkać i pytała czy mogę do niej przyjechać na wakacje odpowiedziałam, że z chęcią ale pytałam się  tego przyjaciela ale oczywiście dowiem się jak do niej przyjadę… Porozmawiałam z mamą i  była zadowolona, ona ciągle pracuje i nie ma dla mnie czasu. Powiedziałam, że chcę wylecieć już jutro no i zgodziła się, więc poszłam się spakować. Wybrałam same najładniejsze ciuchy i wyciągnęłam swoje oszczędności, o których nikt nie wiedział a miałam tego trochę bo zbierałam kasę od piątej klasy podstawówki i okazało się, że mam 2000zł ale i tak mama dała mi drugie tyle bo on miała tez trochę odłożone na koncie(400 000 zł). Byłam bardzo szczęśliwa z wyjazdu do Sary ale ciągle zastanawiałam się kim jest ten mój kolega z Kanady, nie pamiętam go bo jak tam ostatnio byłam miałam jakieś 8 lat. Ale cóż jutro się dowiem. Włączyłam laptop  i posiedziałam trochę na nk i facebooku.  Zrobiłam się bardzo senna i kiedy odłożyłam laptop chciałam tylko na chwilkę się położyć ale obudziła mnie mama i okazało się, że to jusz 7:00 następnego dnia a ja mam o 9:00 samolot. Szybko się wykompałam, ubrałam i zeszłam na śniadanie a po nim zniosłam walizki na dół i akurat musiałyśmy już wychodzić.
Na lotnisku pożegnałam się z mama, wykupiłam bilet i wsiadłam na pokład ogromnego samolotu, byłam pod wrażeniem, bo nigdy jeszcze nie latałam. Ale gdy tylko samolot wystartował poczułam strach ale po chwili było ok. W czasie podróży pisałam z Patryśką i Ola i oczywiście były szczęśliwe z tego, że nie będę się nudzić.
Gdy wylądowaliśmy od razu zobaczyłam ciocię Elizę czekającą  na mnie. Czule się z nią przywitałam i pojechałyśmy do jej domu. Gdy go zobaczyłam myślałam, że zemdleję był ogromny. Przed domem czekała na mnie Sara, oczywiście od razu się przytuliłyśmy i