niedziela, 27 marca 2011

ROZDZIAŁ10

-a i to nie wszystko, twoi bliscy zostają tu na dwa dni. To dla mnie żaden kłopot, mam trochę pieniędzy więc postanowiłem wydać je na coś dobrego a nie na jakieś duperele.
-wiesz, że nie musiałeś…-Wiem ale chciałem…
Przez resztę dnia zamieniłam parę słów z każdym z gości.
Najgorzej miał Justin. Wszyscy zasypywali go pytaniami typu” Jak to jest być sławnym?” „Jak zostałeś sławny?” ble ble ble???
Moja mama rozmawiała z moim chłopakiem bardzo dużo. I wieczorem gdy nasi goście pojechali do hotelu a mama i dziadkowie zostali i już dawno spali zaczęłam:
-Co chciała moja mama od ciebie?
-A nic. Wiesz musiała wiedzieć czy naprawdę cię kocham  i tak dalej…
A ty? Co odpowiedziałeś?
-Prawdę. Że jesteś moim największym skarbem i świata boza tobą nie widzę.
-A ona co na to?
- Że jeśli cię skrzywdzę to ona skrzywdzi mnie bardziej i zabiję. Ale jej powiedziałem, że nigdy tego nie zrobię i ,że może  być o to spokojna.
-A ja doskonale o tym wiem- powiedziałam i ucałowałam go na dobranoc- miłej nocy.
-Nawzajem- odpowiedział. Przytulił mnie i zasnęłam…
…Rząd czarnych postaci zbliżał się ku mnie. Nie miałam szansy na ucieczkę a oni byli coraz bliżej… Chciałam się ruszyć, schować gdzieś, ale nie mogłam się ruszyć… Nagle jedna z tych postaci stała przede mną i była w pozycji do ataku… to był on…
-Aaa!!!- obudziłam się z krzykiem, zaczęłam płakać i w tym samym czasie zerwał się Justin:
-Co się stało?
-Nic to był tylko zły sen, tylko zły sen-powtarzałam sobie i okazało się, że pomogło bo ostatnim razem siedziałam zalana łzami do rana. A Dy mój ukochany mnie przytulił od razu odpłynęłam…
Obudziłam się rano i poczułam zapach chm…twaróg, dżem… Otworzyłam oczy, na stoliku nocnym stała taca ze śniadaniem, a przy niej karteczka:
Pojechaliśmy po twoich  przyjaciół razem z twoją mamą i dziadkami. Zabierzemy twoich Przynach przyjaciół czterema samochodami będziemy o 12:30”

poniedziałek, 21 marca 2011

ROZDZIAŁ9

Bałam się, że oni znowu po mnie przyjdą… nagle usłyszałam głos:
-Suz… Czemu płaczesz?- to była Pattie.
-boję się- powiedziałam przez łzy.
-Nie ma czym Justin wróci za góra dwie godziny .
-Ale oni po mnie przyjdą.
Nie bój się Justin pojedzie z tobą i nikt cię nie skrzywdzi- mówiła Pattie- śpij już i nie zamartwiaj się tak.
Justin. Nie mogłam już spać.
Usłyszałam ich rozmowę w kuchni.
-Justin. Nie możesz jej zostawiać, bo w nocy płakała, mówiła, że boi się, ze po nią przyjdą. Nie wiem co o tym myśleć…
-Nie wiem co mam robić…
-wiem, Jus, dlatego powinieneś gdzieś ją zabrać, pamiętasz ten nasz domek nad jeziorem? Zabierz ją tam na parę dni…
-Dobrze, jutro się spakujemy i wyjedziemy.
-To świetny pomysł…
I wtedy zasnęłam. W pewny momencie poczułam jak ktoś się do mnie kładzie i przytula. To był Justin… Wtuliłam się w niego:
-Tęskniłam za TOBĄ.
-Ja za tobą też kotku, a teraz śpij ja nigdzie już nie idę… Odpoczywaj.
Spałam dość długo i rano wstałam wypoczęta. Postanowiłam zostawić wszystkie problemy i cieszyć się życiem.
-kotku posłuchaj. Dzisiaj zabieram cię na tydzień nad jezioro, będziemy mieszkać w moim domku- powiedział
-Ale super! Spędzimy trochę czasu razem…
-Tak i musimy porozmawiać, ale to już na miejscu- powiedział i przyniósł walizki.
Gdy się spakowaliśmy pojechaliśmy nad jezioro samochodem z przyciemnionymi szybami… Jeszcze nikt o tym nie wiedział.
Domek był bardzo daleko i drodze zasnęłam. Gdy się obudziłam byłam na dużym, białym łóżku a obok mnie spał Justin, byłam zmęczona i postanowiłam  iść dalej spać.
Rano poszliśmy nad jezioro i wzięliśmy koc oraz kosz ze smakołykami. Na miejscu czekała nas poważna rozmowa…
-Kochanie dowiedziałem się, że gdy w nocy mnie nie było bardzo się bałaś.
-Tak- odpowiedziałam- bałam się tego, żer ktoś mnie zabierze…
-nie bój się uzgodniłem z policją datę i pójdę tam z tobą.
-O.. to dobrze.
-Pisałem z twoją koleżanką Olą i czy to prawda, że masz dzisiaj urodziny?
-co? Dzisiaj już 10 sierpnia?? O nie!
-Spokojnie- powiedział i wyjął coś z kosz, było to pudełko, wręczył mi je, a gdy otworzyłam nie wiedziałam co powiedzieć. Piękny komplet… Kolczyki i wisiorek ze srebra i zielone kamienie szlachetne.
-Och…- powiedziałam. Do oczu napłynęły mi łzy i rzuciłam się mu na szyję- dziękuję! To piękne ale nie musiałeś.
-Musiałem. Ważne, że ci się podoba…
-Rozmawiałem z twoją Mamą i …
-Co? Rozmawiałeś z nią?
-Tak i przez pierwszy semestr zostajesz tutaj i pójdziesz ze mną do szkoły… No to znaczy będziemy mięli prywatnych nauczycieli…
-Aaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!! Zostaję z tobą!!!!Aaaaaaa
-tak. Widzę, że jesteś zadowolona…?
-Jeszcze pytasz! No jasne, że tak aaa!!!!
Przez resztę tygodnia pływaliśmy, chodziliśmy na spacery do pobliskiego lasu i tak minął beztroski weekend… I czkały mnie problemy…
-kotku… jutro jedziemy na policję- powiedział Jus gdy dojechaliśmy do domu…- a i twoja cioci i zgodziła się byś zamieszkała u mnie…
- Ach… tak…
-Nie martw się wszystko będzie dobrze.
-Jasne, ok.- w domu rzuciłam się na łóżko ale po chwili wstałam i szybko rozpakowałam walizki.
I następnego dnia musieliśmy jechać…
-Kotu musimy się zbierać…
-Tak, wiem już idę- krzyknęłam i chwyciłam w pośpiechu bluzy moją i Justina bo było chłodno.
Nie bałam się już i postanowiłam zmierzyć się z tym i opowiedzieć wszystko co pamiętam. A pamiętałam bardzo Mao.
-Hej! Suz! Dojechaliśmy już- ze snu wyrwał mnie głos JB, o nie… chyba zasnęłam.
-Ach. Już idę- powiedziałam i wysiadłam  samochodu. Justin objął mnie i powiedział:
-Nie martw się. Wszystko będzie dobrze…
Wierzyłam mu i na komisariacie trzymając go za rękę opowiedziałam wszystko… vi mogłam już iść. Policjant powiedział, że bardzo dobrze sobie poradziłam i moje zeznania są bardzo ważne. Ten koleś prowadził samochód nie był pełnoletni i nie miał prawa jazdy. Okazało się że postawiono mu poważne zarzuty i pewnie pójdzie do więzienia. Gdy wyszliśmy z komisariatu Justin powiedział:
-Byłaś bardzo dzielna i mam dla ciebie nagrodę…
-  jaką?
-Zobaczysz jak dojedziemy na miejsce…
-Okay! Ale żeby to nie było nic głupiego…
-No co ty, zobaczysz na pewno się tego nie spodziewasz… a teraz wsiadaj do samochodu – powiedział uśmiechając się tak jak uwielbiam…
Przez całą drogę byłam zajęta rozmyślaniem co to za niespodzianka i nawet nie myślałam o wypadku i o Tyn Robercie Mrozowskim. Dojechaliśmy do domu i Justin zaciągnął mnie na tyły domu…
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- krzyczałam. Za domem stała moja mama i dziadkowie ale nie tylko bo i cała moja klasa i przyjaciele!!!- skąd się tu wzięliście???
-Gdy dowiedzieliśmy się, że miałaś wypadek wsiedliśmy w samolot twojego chłopaka i jesteśmy!- powiedziała Ola ściskając mnie.
-Jesteście cudowni! Czyj to pomysł?- wiedziałam, że nie wpadli na to sami
-A jak myślisz?- szeptał mi do ucha Justin- ostatnio bardzo źle wyglądasz…
-Dziękuję ci!!!
Powiedziałam i  pocałowałam go. Wszyscy zaczęli bić brawo i krzyczeć.

niedziela, 20 marca 2011

ROZDZIAŁ8

Gdy się obudziłam nikogo przy mnie nie było. Postanowiłam zejść na dół pomimo wskazań lekarza wstałam i trochę zakręciło mi się w głowie ale złapałam się poręczy schodów i zeszłam do kuchni. Przy stole siedzieli Jus i Pattie.
-Suz… Nie możesz wstawać!- powiedział Justin poczym podbiegł do mnie, wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni ale tej na dole bym mogła w każdej chwili go zawołać.
-Za moment przyniosę ci coś do jedzenia- powiedział i poszedł w stronę kuchni. Wrócił z tacą pełną jedzenia ale ja nie chciałam nic zjeść.
-Wiesz, że jeżeli tego nie zjesz to pielęgniarka, którą zatrudniłem podłączy ci kroplówkę? Więc nie marudź tylko jedz.
Posłuchałam go i zjadłam jedną kanapkę z serem i wypiłam pół szklanki soku.
- Kochanie musisz zjeść więcej…- mówił JB
-Ale ja nie mogę!!!- odpowiedziałam
-No cóż  Pani Magdo!- krzyknął i nagle weszła pielęgniarka- proszę powiedzie ile Suz powinna zjeść żeby móc wyzdrowieć?
-Na jej wzrost i wagę- trzy kanapki i do tego dwa gotowane jajka i dwie szklanki soku.
-Widzisz kotku powinnaś zjeść więcej.
-Nie!- powiedziałam jak zakapryszone dziecko- nie mam ochoty jeść niczego! Ciągle tylko zjedz to zjedz tamto a mnie już boli głowa!
-Dobrze skoro tak to nie jedz ale nie ponoszę odpowiedzialności za to co się stanie.
-Dobrze, bo nic się nie stanie. Jestem zdrowa i dobrze się czuję nawet nie wiem dlaczego jeszcze tu leżę- powiedziałam i wstałam od razu poszłam na dwór i pobiegłam w moje miejsce, które znalazłam parę tygodni temu nawet Justin o nim nie wie, znaczy nie wiedział bo pobiegł za mną i się niestety dowiedział.
-kotku co ty tu robisz?
-Znalazłam to miejsce i bardzo mi się spodobało. A niedaleko jest gniazdko małego ptaszka i daje tu koncerty.
-Acha a czy ja mógłbym posłuchać?
-Tak jasne- odpowiedziałam – siadaj- powiedziałam poklepując miejsce obok mnie, wszędzie była trawa więc nie byłam narażona na zimno czy coś.
- Powiedz mi dlaczego tak się o mnie troszczysz?
- Bo mi na to tobie zależy Inie mogę cię stracić. Jesteś zbyt ważna dla mnie i dla mojej mamy też. Przy tobie bardzo się zmieniłem. I wiem co to miłość. Kocham cię tak jak nikogo innego na świecie..
-Tak. A Selena?
-To było tylko żeby zamydlić oczy reporterom i uciec od nich na trochę.- powiedział i pocałował mnie. Pocałunek trwał bardzo długo i nie zamierzaliśmy go kończyć ale przecież musieliśmy. Zaczęło robić się zimno i ściemniało się.
-Powinniśmy wracać. Jest już zimno- powiedziałam- ale tak bardzo chciałabym tu zostać…- wtedy Justin zdjął swoją kurtkę i kazał mi ją nałożyć.
-ale tobie będzie zimno
-Przecież mam na sobie jeszcze   bluzę jest mi ciepło- powiedział i objął mnie.
Siedzieliśmy tak jeszcze z godzinę ale w końcu postanowiliśmy wrócić.
W domu nic nie jedliśmy tylko od razu wzięliśmy razem kąpiel i poszliśmy spać.
 Spałam spokojnie, bo byłam w objęciach Justina… A gdy w nocy musiał wyjść przygotować się do koncertu i zostawił mnie samą zaczęłam płakać ze strachu…

ROZDZIAŁ7

-Co się stało? Boli cię coś- pytał mój ukochany
-Nie to tylko koszmar…
-Już dobrze kotku jestem przy tobie nic ci się nie stanie…- powiedział i objął mnie, a ja odpłynęłam….
Obudził mnie męski głos, który nie był mi znajomy postanowiłam posłuchać.
-Ona musi pojechać z nami- mówił ten ktoś
-Ale pan nic nie rozumie, ona nie jest na to gotowa- powiedział mój kotek
-Przykro mi ale jeżeli ona z nami nie pojedzie będziemy zmuszeni zabrać ją siłą…
-Czy pan zwariował????- podniósł głos JB- ona ciągle jest wystraszona, każdej nocy budzi się z krzykiem, boi się. Nie możecie jej zabrać
- Wiem ale to konieczne. Bez jej zeznań nic nie zdziałamy. Jeżeli nie będziemy jej mieli u siebie przez co najmniej trzy dni to sprawca będzie wolny…
O nie oni chcą mnie zabrać. Wystraszyłam się bo usłyszałam jak ktoś idzie w kierunku mojego pokoju i to nie jedna osoba a trzy i te kroki nie były mi znajome… Postanowiłam udawać, że śpię…
-Pan…
-Ci. Ona śpi jak ją pan obudzi to nic nie powie. Znam ja będzie przerażona i się stąd nie ruszy…- mój pysiaczek miał racje nigdzie nie idę…
-Przykro mi ale to konieczność- powiedział i zaczął- Panno Suzie proszę wstać!- powiedział ale ja udawałam, że nie słyszę…- Panno Suzie proszę wstać!!!
- Aaaa!!!!- krzyknęłam otwierając oczy. Wstałam i  wybiegłam przez drzwi do ogrodu, nie mięli szans mnie tam znaleźć…. Ale oni za mną wybiegli. Nagle poczułam mocny ucisk. Ktoś bardzo mocno mnie ścisnął w pasie i to nie mój ukochany… Zaczęłam krzyczeć.
-AAAAAA. Puść mnie!!!- szarpałam się kopałam i nic tylko jeszcze mocniejszy uścisk… Nagle podbiegł Justin i kazał mu mnie puścić. Potem mocno mnie przytulił i powiedział:
-Spokojnie Suz nic ci nie grozi… Uspokój się- szeptał. Wtuliłam się w niego.
-Jus mój brzuch, bardzo boli…- powiedziałam i ugięły się pode mną kolana… Justin wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju, położył na łóżku. Pattie spojrzała na niego i powiedziała, że to przez strach… bo nic mi nie jest. I nagle ten facet, który wtedy mnie złapał w ogrodzie ( policjant) kazał mi iśc z nimi albo użyje siły.
-Nigdzie nie idę!!!- krzyknęłam na niego i mocniej przytuliłam Justina. I on nie zamierzał mnie nikomu oddawać. W pewnym momencie dwaj inni policjanci go złapali. A ten, którego zdążyłam znienawidzić pociągnął mnie za rękę i wywlekł z łóżka. Ja zaparłam się nogami o  ziemię i krzyczałam. Ale to nie pomogło policjant wziął mnie na ręce i zaniósł do jakiegoś samochodu.
-Ja mam klaustrofobię uduszę się tu!!!!- powiedziałam ale on nie zwracał na to uwagi. A ja zemdlałam bo bardzo się bałam ciasnych pomieszczeń. Obudziłam się  w szpitalnej sali. W ręce miałam powbijanych wiele igieł. Przypomniało mi się, kiedyś jak jechałam z mamą samochodem to wtedy moja choroba wyszła na jaw i też skończyłam w szpitalu. Koło mnie siedział mój  ukochany i powiedział;:
- Och.. Nareszcie się obudziłaś. Nie martw się nigdzie cię nie zabiorą- mówił.
- Proszę zabierz mnie do domu.
-Dobrze poczekaj chwilę- powiedział i wyszedł. Po chwili wrócił z lekarzem.
- Ach tak. Można zabrać panią do domu, ale przez parę dni ma pani leżeć i w ogóle nie wstawać z łóżka, bo znowu pani tutaj trafi…- powiedział lekarz.
                        W domu czekała policja. Ale na szczęście nigdzie nie mogą mnie zabrać a na dodatek niósł mnie na rękach Justin. Ale za nim weszliśmy do domu zdążyłam zasnąć z wyczerpania.  Usłyszałam rozmowę Justina z policją… Przyjadą  po mnie za tydzień. O nie… Jus zaniósł mnie do pokoju i położył. Poczułam ukłucie w ramię i jęknęłam z bólu.
-Ciii. To tylko leki… Śpij spokojnie- powiedziała Pattie, posłuchałam jej bo ufałam jej bezgranicznie i zasnęłam. Niedługo potem, po jakiś 30 minutach ktoś mnie podniósł ale wiedziałam, że to Jus więc nawet nie otwierałam oczu. On przeniósł mnie na górę do sypialni ale ścisnęłam jego rękę, nie  chciałam by wyszedł. Położył się  obok mnie i objął a ja odpłynęłam w niebyt…

ROZDZIAŁ6

-Witaj ja jestem Pattie, mama Justina a ty jesteś jego dziewczyną prawda?- pytała
-Tak, jesteśmy parą.
-Nie wiedziałam, że jesteś taka śliczna, rzadko widuję tak piękne dziewczyny- mówiła Pattie
-Ja ładna? Bardzo pani dziękuję.- powiedziałam- ale nie sądzę żebym była specjalnie ładna
-Nie jestem Pani tylko Pattie, i masz się tak do mnie zwracać ok?- mówiła słodko Patti.
- Dobrze, więc Pattie czy ty na prawdę pozwoliłaś Justinowi na to wszystko?
- Tak jest już dość dorosły aby móc podejmować takie decyzje….- ciągnęła.
Później chwilę porozmawialiśmy i musiałam już iść bo zaczęło robić się ciemno… Justin oczywiście chciał mnie odprowadzić ale powiedziałam, ze mam niedaleko i sama sobie poradzę. Ale oczywiście uparł się i musiał odprowadzić mnie chociaż połowę drogi… Gdy się rozstawaliśmy na chodniku widać było już dom Sary…
-Pa kochanie- powiedziałam i dałam mu całusa w policzek. Ale on przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować…
- Dobrze, dobrze. Wystarczy przecież spotkamy się jutro… -powiedziałam przerywając pocałunek. Wbiegłam na pasy nie widząc jadącego samochodu… Poczułam okropny ból... Przeszywał mnie to było coś okropnego… Nagle nie czułam już nic słyszałam tylko  krzyk mojego ukochanego:
- Nie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ale było za późno… Nagle usłyszałam karetkę…
- Morfiny!!!- krzyczał ktoś chyba lekarz. I urwał mi się film….
                        Obudziłam się, ktoś trzymał mnie za rękę. Byłam pewna, ze to Justin. Otworzyłam oczy… Bardzo bolała mnie głowa…
- Suz- mówił JB i zaczął krzyczeć- Doktorze!!! Obudziła się!!!- usłyszałam jak ktoś biegnie i mówi:
- Panno Suzie??? Słyszy mnie pani???
Zamrugałam kilkakrotnie dając znak, że tak.
- Całe szczęście. Najgorsze już za nami Panie Bieber. Nic jej nie będzie ale dopóki nie będziemy mieć stuprocentowej pewności musi tu zostać- mówił lekarz.
- Dziękuję panie doktorze.
-Jus…- ścisnęłam lekko jego rękę bo nie miałam siły.
- Jestem tu- powiedział- nie bój się już wszystko dobrze. Wiesz co się stało?- pytał
- Ja nie… Ja nic nie pamiętam- powiedziałam
- Wpadłaś pod samochód i dzięki lekarzom nic złego ci się nie stało. Ale musisz dużo odpoczywać kochanie- powiedział poczym pocałował mnie w rękę.
Zasnęłam… Gdy się obudziłam w Sali było zupełnie inne światło. Musiałam długo spać ale teraz nic mnie nie bolało prócz ręki. Zerknęłam na nią i miałam ją w gipsie…
- O nie… -jęknęłam.
- Panno Suzie. Miała panienka dużo szczęścia…- mówił dobrze mi już znany głos lekarza. Sala była pełna kwiatów  i balonów z napisami „Kocham Cię”.
- Gdzie on jest…- pytałam lekarza
- Na korytarzu, za chwilę go zawołam- powiedział i wyszedł, a gdy wrócił był z nim mój ukochany…
- Jesteś- powiedziałam uśmiechając się.
- Tak, narobiłaś nam wszystkim dużo strachu…
- Siedział tu cały czas aż w końcu kazałem mu wyjść napić się kawy- wtrącił się lekarz- myślałem, że będę musiał go z tond siłą usunąć.
- Mój kochany- powiedziałam do Justina i lekko się podniosłam, bo czułam, że dość długo leżę…- Ile spałam?- pytałam
- Sześć godzin. Ale lekarz przewidywał więcej. Jak dobrze, że nic ci nie jest…- mówił Jus…
- Czy boli coś panią- pytał lekarz- mogę podać pani jakieś leki…
- Nie. Tylko troszkę ręka mnie boli ale bardzo słabo- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
- M… dziwne. Powinna boleć panienkę noga, bo ma ją pani pękniętą. Ale skoro nie, to znaczy, że bardzo szybko kość się zrosła. Sądzę, że najdalej za dwa dni panią  wypuścimy…- powiedział lekarz uśmiechając się- możesz usiąść jeśli chcesz.
Zrobiłam tak i nie poczułam bólu. Postanowiłam, że wstanę.
-Czy mogę wstać?- zapytałam
- Oczywiście ale proszę ostrożnie- odpowiedział spoglądając na Justina i on pomógł mi wstać ale troszkę zakręciło mi się w głowie, więc się o niego podparłam. Po chwili mogłam już sama stać.
- Nareszcie.- powiedziałam. Ale zobaczyłam jak JB zaciska usta- Kochanie coś się stało?
-Nie, nic ale jesteś pewna, że nic cię nie boli?
-Nie, na pewno.
Resztę dnie przesiedzieliśmy trochę z Sarą, trochę z ciocią i z Pattie. Zbliżała się noc i powiedziałam Justinowi:
-Możesz iść do domu się przespać. Nic mi się nie stanie i czuję się dobrze.
-Nie wolę zostać z Tobą.- odpowiedział. Zasnęłam szybko bo byłam wykończona. W szpitalu nic nie zjadłam bo na widok tamtego jedzenia robiło mi się niedobrze…Rano obudziły mnie promienie słońca wpadające do Sali. Przy moim łóżku siedział JB:
-O już wstałaś. Jak się czujesz?
- Dobrze- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Lekarz powiedział, że dzisiaj po południu możesz wyjść do domu. Chciałbym abyś pojechała do Mnie na kilka dni. Jeżeli oczywiście chcesz. Rozmawiałem z twoją ciocią i ona się zgodziła.
-Oczywiście, że chcę. A Pattie?
-Jej jeszcze bardziej to pasuje. Wiesz, pracowała kiedyś w szpitalu…- wiedziałam, że chce mieć mnie u siebie żeby Pattie  mogła mu wszystko powiedzieć o moim stanienie i bym była pod jak najlepszą opieką. Bardzo szybko zdjęto mi gips i mogłam swobodnie poruszać ręką.
Justin spakował moje rzeczy, ja się ubrałam i czekaliśmy na wypis. Po godzinie go dostaliśmy i mogłam iść do domu.  Sara spakowała moją torbę i dała ją JB. W domu mojego ukochanego mogłam wstawać tylko do łazienki i tylko wtedy gdy naprawdę musiałam. Chociaż Pattie mówiła, że mogę to Justin mi na to nie pozwalał.  W końcu zdenerwowałam się i nie wytrzymałam. Po prostu wstałam i chciałam wyjść do ogrodu na własnych nogach ale jak tylko wstałam i podeszłam już do drzwi prowadzących do ogrodu ktoś mnie podniósł. Wiedziałam, że to Justin i powiedziałam:
-Kotku sama sobie poradzę możesz mnie postawić- ale on zaniósł mnie do ogrodu i położył na leżaku ale ja i tak wstałam.
- Kochanie może byśmy popływali?- spytałam go
-Jasne jeśli tylko chcesz- odpowiedział i mnie pocałował. Szybko pobiegłam się przebrać tak szybko aby nie mógł mnie podnieść. Gdy wróciłam on już pływał. Wskoczyłam do basenu i nurkowaliśmy bo ten basen miał ponad trzy metry głębokości. Od razu czułam się lepiej i po pływaniu miałam ochotę coś zjeść, bo przez te ostatnie parę dni nie mogłam niczego wsadzić do ust i Justin musiał  nakłaniać mnie prawie siłą. Teraz czułam, że ktoś się o mnie naprawdę troszczy. Że ktoś mnie potrzebuje…
- Może coś wreszcie zjesz?- zapytał Justin- no wiesz bo jak nie będziesz chciała to będę zmuszony nakarmić cię na siłę haha…
-Wiesz w sumie to z chęcią bym coś zjadła…- powiedziałam. I wtedy Justin kazał mi się wysuszyć a sam pobiegł do domu…
łPo chwili przyniósł nam sałatkę i lody na deser. Zjedliśmy wszystko byłam bardzo zmęczona, więc postanowiliśmy poleżeć i porozmawiać na leżakach.
-wiesz, powinnam wrócić do cioci. Mama nie wie nic o moim wypadku ani nic o tobie… Nie sądzę by była zadowolona z tego, że mieszkam u ciebie. A cioci jest pewnie smutno…
-Dobrze skoro chcesz to jutro zaprowadzę cię do cioci….
-Dziękuję kotku… Jesteś naprawdę wyrozumiały… Taki jeden, jedyny na całym świecie BARDZO CIĘ KOCHAM
-Och, skarbie ja ciebie tez kocham najbardziej na świecie…
Później poleżeliśmy w milczeniu i zasnęłam. Obudziłam się w pokoju… Dziwne bo zasnęłam na leżaku nad basenem. Pewnie mój ukochany mnie tu zaniósł. Podniosłam się i zauważyłam, że on śpi obok mnie, nadal byłam senna, więc postanowiłam jeszcze troszkę pospać. Tym razem było to dużo więcej niż trochę, bo jak wstałam było już ciemno, spojrzałam na zegarek, była 22:58. Justin  się przebudził i kazał mi spać ale ja nie mogłam i on też bo wiedział, że boję się ze względu na moje ostatnie przeżycia…
-Choć do mnie- powiedział i mocno objął- wiesz, kierowcą samochody, który cię potrącił był jakiś niepełnoletni chłopak-  Robert Mizerski. Pochodzi z Polski więc nie został za to ukarany…
-Co???Dobrze słyszę? Robert Mizerski?
-Tak a coś się stało?
-Tak ja go znam…To taki chłopak, który podkochiwał się we mnie w gimnazjum, a ja dałam mu kosza.
-Nic dziwnego, że się w Tobie podkochiwał. Jesteś najładniejszą dziewczyną na świecie.
-Ale on mi powiedział, że kiedyś pożałuję mojego wyboru, tego ,że nie chciałam z nim być. Ale to nie możliwe…
-Musimy to sprawdzić jutro zadzwonię do mojej ochrony bo maja nam przysłać trzech ludzi i przy okazji poproszę ich o sprawdzenie tego gościa- powiedział mój skarb i nagle ziewnęłam bo byłam już zmęczona.
-Chyba powinniśmy już spać- powiedziałam- jestem zmęczona a ty?
-Ja tez- odpowiedział i położyliśmy się.
Widziałam jego twarz…biegł w moim kierunku… Miał coś w ręku to nóż…
-Nie!!!!!- krzyknęłam przerażona i zapłakana

piątek, 18 marca 2011

ROZDZIAŁ5

- No wiecie takie rzeczy się zdarzają… Ale to dziwne, że w lesie w dziupli to na pewno jakiś ptak by to zniszczył…
Gdy wypiliśmy herbatę Justin musiał już iść bo robiło się ciemno a jego mama prosiła żeby wrócił wcześniej. Przed domem pożegnaliśmy  się długim pocałunkiem:
-Będę o 12:30 i zabiorę ciebie do mnie okey?
- Dobrze, pa:)
- Pa.- i poszedł
Weszłam do domu i od razu pobiegłam do Sary i wszystko jej opowiedziałam …
- No pięknie, jednak dobrze zrobiłam…
- Tak i bardzo ci dziękuję- powiedziałam przytulając ją najmocniej jak potrafię.
- Zaraz mnie zgnieciesz- powiedziała
-Przepraszam ale jesteś cudowna!!!
-Tak, wiem o tym- powiedziała z uśmiechem na twarzy – dobra idź się kąpać bo rano nie wstaniesz- powiedziała.
Poszłam do łazienki i wzięłam gorący prysznic bo gorąca woda zawsze mnie uspokaja, a ja mam się czym martwić, jutro idę poznać mamę Justina i nie mam pojęcia co powie jak mnie zobaczy, przecież nie jestem taka ładna jak Selena Gomez czy inne znane piosenkarki, modelki… Ale wiedziałam, że Justin mnie kocha tak jak ja jego i nikt nas nie rozdzieli… Wyszłam z kabiny i wytarłam się, potem wysuszyłam włosy i umyłam zęby. Gdy się ubrałam wyszłam z łazienki i chciałam iść spać ale w telewizji leciał mój JB i postanowiłam obejrzeć kilka wywiadów ale nie zdążyłam bo zasnęłam …
Wstałam w nocy i nie mogłam zasnąć… Postanowiłam wyjść do pokoju, który miałam zajmować ale wolałam spać z Sarą i wziąć laptop. Gdy go włączyłam odpaliłam nk okazało się, że mam 25 wiadomości. Wszystkie były od moich kolegów ze szkoły. Na przykład od Oli:
 „Czemu nic nie mówiłaś??? Widziałam na necie ciebie i Biebera, odpisz jak tylko będziesz mogła.”
Wszystkie wyglądały podobnie, więc weszłam na  największy portal plotkarski  i ze zdziwienia otworzyłam szeroko usta. Na stronie było zdjęcie moje i Justina jak szliśmy razem, to było wtedy, jak wracaliśmy wieczorem z lasu za rękę . Szybko pobiegłam do Sary i ją obudziłam:
-Co się stało?- pytała zaspanym głosem.
-Szybko chodź coś ci pokaże – powiedziałam i zaciągnęłam ją do pokoju. Pokazałam artykuł …
- HAHAHA- śmiała się- a co myślałaś, że nikt się o tym nie dowie??? Zwariowałaś! Za nim wciąż chodzą reporterzy i tak w końcu się by o tym dowiedzieli…- mówiła ciągle się śmiejąc.
- Co ja mam zrobić???- pytałam zdenerwowana
- Teraz to już nic wiesz na tym zdjęciu się całujecie, więc nikt nie ma wątpliwości…- odpowiedziała spokojnie- w końcu jesteście parą  no nie…
- Mam przesrane wszyscy w mojej szkole to widzieli…
- Współczuje ale nie martw się tym- powiedziała Sara i poszła spać.
Postanowiłam zrobić to samo. Schowałam laptopa i położyłam się. Nie mogłam prze to zasnąć ale w końcu mi się udało ale nie na długo, wstałam o 7:00 i od razu zadzwoniłam do Justina:
- Tak Suz? Coś się stało?- pytał.
- Tak i to dużo wejdź na gwiazdunie i sam się przekonaj…
Nagle Jus zaczął:
- Haha  i co z tego przecież jesteśmy razem. I tak by się o nas dowiedzieli wcześniej czy później…Nie martw się tym…
- Okej postaram się- odpowiedziałam- spotkajmy się za godzinę ok.? – spytałam
- Jasne przecież dzisiaj masz poznać moją mamę prawda?
- No tak całkiem o tym zapomniałam- odpowiedziałam- a jak mnie nie polubi???- pytałam zaniepokojona, teraz to już miałam dwie myśli nie dające mi spokoju…
- Polubi, polubi znam ją i wiem, że ciebie zaakceptuje zwłaszcza, że jesteś taka urocza kocie no i jeszcze na dodatek piękna...- obsypywał mnie komplementami
- Ja piękna?? Chyba coś ci się pomieszało bo ja piękna nie jestem…- odpowiedziałam zawstydzona
- Nie mów tak!! Dla mnie jesteś najpiękniejsza na świecie…- mówił- nigdy cię nie opuszczę…
-Dobra już ci wierze… - mówiłam śmiejąc się – widzimy się niedługo
-Oczywiście. Pa
- Pa- pożegnałam się i rozłączyłam. Zerknęłam na zegarek była 8:26. Postanowiłam zejść na dół i zrobić śniadanie, ale było już zrobione a przy stole siedziały Sara i ciocia.
-Siadaj- mówiła Sara- i jedz póki ciepłe.
Na śniadanie była zupa mleczna i kanapki z dżemem. Uwielbiałam je więc zjadłam wszystko i postanowiłam zacząć się szykować…
- Sara pomożesz mi wybrać coś ładnego??- pytałam- bo wiesz, dzisiaj mam poznać mamę Justina.
-Jasne, zrobię z ciebie bóstwo…- powiedziała ciągnąc na górę.
Pogrzebała trochę w moich rzeczach i spytała:
- O której się z nim umówiłaś???
- Na 12:30, a co?????
- Mamy trochę czasu, więc zabieram cię na zakupy…
-Oki- wzięłam sporo gotówki,- z chęcią coś sobie kupie.
Sara zabrała mnie do ogromnego centrum handlowego i  zaciągnęła do sklepu z sukienkami itp. Wybrała mi piękną, zwiewną ,  lawendową sukienkę sięgającą mi prawie do kolan była zarazem młodzieżowa jak i nadawała się świetnie na uroczystości.. Do tego kupiłam piękne buty i małą torebkę. Wyglądałam zniewalająco…. W domu zrobiła mi fryzurę i makijaż. Wyglądałam prześlicznie… Nagle ktoś zapukał do drzwi….
-W samą porę- powiedziała Sara i pobiegła otworzyć drzwi. Ja wyszłam chwilę później i Justin powiedział:
-Wyglądasz prześlicznie Suz…
-Dziękuje ale to zasługa Sary- odpowiedziałam
-w takim razie Saro jesteś super…- powiedział do niej lecz cały czas patrzył na mnie swoimi cudnymi oczyma…
- Idziemy?- zapytałam.
- Oczywiście powiedział podając mi rękę. Wyszliśmy i od razu mnie pocałował, a ja zobaczyłam flesz aparatu fotograficznego:
-No pięknie jak to wstawi na jakiś portal to moi znajomi mnie znienawidzą….
- No co ty właśnie, że nie. Oni ci po prostu zazdroszczą kochanie…- mówił do mnie swoim anielskim głosem.
- Ty zawsze potrafisz mnie zawstydzić…
- Dobrze idziemy już, bo mama się niecierpliwi- powiedział i chwycił mnie za rękę. Zaczęliśmy iść w stronę jego domu. Mieszkał niedaleko więc doszliśmy tam w pięć minut. Jego dom był duży, ale nie aż tak ogromny by się zanadto wyróżniać. Przed domem stała kobieta, miała jakieś 34 lata. Przywitałam się z nią i przedstawiłam:
- Dzień dobry pani!- powiedziałam- mam na imię Suzie ale wszyscy mówią mi Suz.

poniedziałek, 7 marca 2011

ROZDZIAŁ4

Obudziłam się o 7:30 i nie chciało mi się spać, więc postanowiłam  ubrać się i zrobić śniadanie a mianowicie tosty, znalazłam toster, wyciągnęłam chleb, ser itd.. i wzięłam się do roboty. Gdy skończyłam była 8:14 . I do kuchni weszła ciocia Emilia i Sara.
-Suz to twoja zasługa? -pytała się ciocia widząc na stole przygotowane śniadanie .
- Tak, rano wstałam i nie chciało mi się już spać więc zabrałam się za robienie śniadania, no siadajcie do stołu.
Po śniadaniu pozmywałam i trochę posprzątałam, spojrzałam na zegarek, była 9:20. Miałam jeszcze trochę czasu więc postanowiłam posiedzieć na nk, facebooku itp. Pisałam z dziewczynami i okazało się, że są zadowolone z wyjazdu cieszyłam się z tego, trochę jeszcze popisałyśmy i pożegnałyśmy.  Troszkę się zasiedziałam bo była 11:55. Mam 5 minut, dobra on zaraz tu będzie więc szybko przyjrzałam się w lustrze i pomalowałam rzęsy i akurat ktoś zapukał do drzwi.
-Suz! Ktoś do ciebie- usłyszałam ciocię.
-Już idę- krzyknęłam i zeszłam na dół.
-Witaj , czy możemy już iść?- Spytał Jus.
-Tak, oczywiście, możemy – odpowiedziałam wychodząc.
Nie wiedziałam gdzie idziemy więc zapytałam:- A gdzie dokładnie mnie prowadzisz?
-Dowiesz się jak będziemy na miejscu- odpowiedział i szeroko się uśmiechną.
Szliśmy tak aż byliśmy na jakiejś  dziwnie mi znajomej polanie w lesie i podeszliśmy do jakiegoś starego drzewa. I wtedy Jus powiedział:
-Pamiętasz gdy jako dzieci schowaliśmy w tej dziupli pudełko z karteczką, na której było napisane „Suz i Jus na zawsze przyjaciółmi”?
Wtedy sobie przypomniałam, że faktycznie tak było.
-Tak no jasne, że pamiętam- powiedziałam. A wtedy on włożył rękę do dziupli i wyciągną z niej to pudełko.
- Nie wierze, że to ciągle tam było przez tyle lat…- powiedziałam z niedowierzaniem.
-Ja też tak  myślałem, że dawno ktoś je znalazł ale gdy byłem tu wczoraj to okazało się, że to ciągle tu jest-oznajmił Justin. Otworzył pudełko a tam leżała ta sama, brudna karteczka…
- Niesamowite…- wyszeptałam.
-Ciekawe jak przez tyle lat nikt tego nie znalazł…-powiedział Justin i zamknął pudełko i powrotem włożył je do dziupli aby zostało tam już na zawsze…
To było fantastyczne uczucie, coś co kiedyś schowaliśmy tu razem gdy ja musiałam wyjechać  a to ciągle tu było…I nagle zaczął mnie całować, nie protestowałam, bo chciałam tego, nawet bardzo tego chciałam… ale w końcu musieliśmy przerwać… Uśmiechnęliśmy się do siebie i złapaliśmy za ręce. Położyliśmy się na trawie i on mnie przytulił, dużo rozmawialiśmy aż w końcu zamilkliśmy i postanowiliśmy cieszyć się tą chwilą. Leżeliśmy tak dość długa abym mogła zasnąć… I on chyba też….
-Suz…Śpisz…- Usłyszałam jego głos- trochę się zasiedzieliśmy – mówił Jus…
Gdy otworzyłam oczy okazało się, że jest późne popołudnie a raczej wieczór…Spojrzałam na zegarek była 19:20.
- O nie- powiedziałam- 20 nieodebranych połączeń  i wtedy przypomniałam sobie, że wyciszyłam telefon by nikt nam nie przeszkadzał… - ciocia mnie zabije..- mówiłam – i jak ja mogłam zasnąć…
- Szybko musimy wracać zanim zrobi się ciemno- powiedział JB i złapał mnie za rękę i poszliśmy w stronę domu Sary… pod domem stała ciocia z taką miną jakby miała mnie zaraz zabić…
- Gdzie żeście byli!!? I dlaczego nie odbierałaś telefonu!!!- krzyczała
- Bardzo cię przepraszam ale miałam wyciszony telefon…- tłumaczyłam się cioci.
- Dobrze już dobrze chodźcie do środka bo robi się chłodno- powiedziała ciocia.
Weszliśmy do domu i opowiedzieliśmy cioci o naszym odkryciu…

niedziela, 6 marca 2011

ROZDZIAŁ3

-Skąd ty się tutaj wziąłeś? –zapytałam
-Mieszkam  tu niedaleko, przecież to Kanada pamiętasz…-odpowiedział.
-No tak, jak mogłam zapomnieć…
Potem oczywiście Sara wysłała nas na spacer, to znaczy on mnie wyciągnął i nie miałam wyboru… Cały czas rozmawialiśmy o tym co było jakieś 10 lat temu, z małych brzdąców wyrośliśmy na prawie dorosłych ludzi. Nie mogłam się nadziwić, że to on…
-W jaki sposób ty to wszystko osiągnąłeś? –pytałam- no wiesz sławę i tak dalej…
-No wiesz, na początku śpiewałem na ulicy i pewnego razu przechodził tam tędy Usher… I tak to się zaczęło.
- A twoja mama? Co na to powiedziała.
-Uznała, że wiem co robie i jestem na tyle dorosły żeby móc podejmować takie decyzje  no i oczywiście mnie w tym wspierała.
Zaczęło się robić ciemno i coraz chłodniej.  było mi już trochę zimno więc powiedziałam:
-Powinniśmy już wracać- powiedziałam-będą się o nas martwic.
-Ach…Tak jasne – odpowiedział i poprowadził mnie w stronę domu, bo ja w ogóle nie znałam Kanady.
Pod domem zapytał: -Miałabyś ochotę spotkać się ze mną jutro? Mam dla ciebie małą  niespodziankę.
- Jasne czemu nie – odpowiedziałam
- To może o 12:00? -zapytał – przyjdę po ciebie
-Okej, do jutra-pożegnałam się
-Pa- odpowiedział i poszedł.
-No to jeszcze czeka mnie rozmowa z ciekawską Sarą- pomyślałam i nie myliłam się….
Czekała na mnie podekscytowana .-No i jak było-pytała się .
- Normalnie, porozmawialiśmy o czasach dzieciństwa. A czego się spodziewałaś, że rzucę mu się w ramiona?- spytałam się o mało nie pękając ze śmiechu zaczęłam udawać- Och Justin tak za tobą tęskniłam- i wtedy dołączył się do mnie Sara i razem zaczęłyśmy głośno się śmiać a  po chwili do pokoju wparowała ciocia:
-A  wam co tak wesoło?- pytała- Najwyższy czas chyba się wykąpać i iść spać, co drogie panny?
- Tak, tak mamo już idziemy-powiedziała Sara i pociągnęła mnie na górę- dobra mów jak naprawdę  było-zaczyna
-No tak jak mówię jak było, porozmawialiśmy i powspominaliśmy dawne czasy.
 -No bo wiesz Justin tak mnie błagał o to żebym cię tu ściągnęła, że aż żal było tego słuchać i się zgodziłam- mówiła.
- No nieźle,  czemu mi nie powiedziałaś, że to on?
-no bo jak kiedyś ze mną rozmawiałaś przez telefon mówiłaś, że w życiu nie chciałabyś spotkać  żadnego sławnego piosenkarza, a na pewno Justina bo wszyscy mówią o nim tak jak mówią  i wolałaś potajemnie go słuchać i nic więcej-tłumaczyła.
- No tak masz racje i wiesz co przez Ciebie musze spotkać się z nim jutro, przyjdzie po mnie o 12:00. A i jeszcze ma dla mnie niby jakąś niespodziankę…
-No to narobiłam, przepraszam cię.
-Oj nic się nie stało bo w końcu nikt z mojej szkoły mnie z nim nie zobaczy…
-Dobra idziemy się kąpać bo zaraz moja mama tu przyjdzie i dostanie się nam a wtedy to nici z twojego wyjścia…
-No ok.- powiedziałam i poszłam do łazienki.
Gdy obie już się wykąpałyśmy  i położyłyśmy w pokoju Sary bo nie chciałam spać sama włączyłyśmy telewizor i akurat leciał jakiś fajny film. Sara oglądała go z zainteresowaniem  ale ja miałam inne sprawy na głowie, albowiem nie wiedziałam po co Jus chciał się jutro ze mną spotkać i dla czego to spotkanie było dla niego tak ważne… Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam…

piątek, 4 marca 2011

ROZDZIAŁ2

zaprowadziła mnie do mojego pokoju  abym mogła się rozpakować. Gdy to zrobiłam zaczęłam wypytywać się Sary:
- A kim jest ten nasz przyjaciel co chciał się za mną tak pilnie zobaczyć?
- Przyjdzie jutro. Nawet nie wiesz jak bardzo  cieszył się na twój przyjazd. A teraz choć zjemy obiad.
Zgodziłam się, po obiedzie poszłyśmy na spacer do parku i trochę się zasiedziałyśmy, bo gdy zerknęłam na zegarek była 22:00.szybko wróciłyśmy do domu, zjadłyśmy kolacje i umyłyśmy się. Szybko zasnęłam, bo byłam wyczerpana lotem i tym wszystkim co się dzisiaj działo.
Wstałam o 10:00 razem z Sara i po śniadaniu powiedziała:
- Za godzineprzyjdzie  ten chłopak, którego niby nie pamiętasz ale wierz mi na pewno go rozpoznasz.
-Mam taką nadzieje- odpowiedziałam.
Potem pozmywałyśmy po śniadaniu i chciałyśmy iść na góra oglądać telewizje ale rozległo się pukanie do drzwi.                        –Ja otworze- powiedziała Sara pozostawiając mnie na schodac
- Jak dobrze, że już jesteś, wchodź, Suz czeka i nie wie kim jesteś zrobiłam tak jak obiecałam.
Czyli uknuli spisek przeciwko mnie, no pięknie …
Usłyszałam kroki, a gdy go zobaczyłam oczom nie mogłam uwierzyć … Przede mną stał Justin Bieber…
_ Cześć Suz, jak miło cię znowu widziec. Bardzo się zmieniłaś od tamtego czasu.
- I kto to mówi…- odpowiedziałam. Nie byłam jego wielką fanką ale lubiłam jego muzykę. Po prostu nie mogłam uwierzyc, że to ten sam chłopak.
-Nie spodziewałaś się co?-zapytał
- W życiu – odpowiedziałam
Dopiero jak podszedł do mnie bliżej dostrzegłam pewne podobieństwo… Oczywiście musiał mnie uściskać na powitanie

ROZDZIAŁ1

Koniec roku był ciągle taki sam, dyro powtarzał tą samą formułkę co roku i pomyśleć, że słyszę to już ostatni raz… Po zakończeniu uroczystości wszyscy rozeszli się do swoich klas wraz z nauczycielami, gdy my weszliśmy do klasy zauważyłam wiele płaczących osób tylko ja Pyśka i Ola nie ryczałyśmy no i oczywiście chłopaki ale dziewczyny ryczały, że ho… Gdy rozeszliśmy się do domów ja zostałam z moimi przyjaciółkami pod szkoła aby się pożegnać bo dziewczyny wyjeżdżają na wakacje do ciotek. A ja będę musiała chyba siedzieć całe w kacje w domu ze względu na mamę, która jest wiecznie zapracowana. 
-Będę za wami tęsknić!- mówiłam rzucając się im na szyje .                                                                                                         -my za tobą też Suz( to zdrobnienie od Suzie nie cierpię tego mienia ale niestety)- mówiły dziewczyny ze łzami w oczach.
Ale cóż musze wracać do domu i pochwalić się dyplomem. W drodze napotkałam kilku kolegów i pośmiałam się z nimi ale i tak było mi smutno…
- Hej mamo jesteś już?- krzyczałam  nie wiedząc czy wróciła z pracy.
- Tak już wróciłam, chodź pochwal się świadectwem- krzyczała mama- dzwoniła Sara, twoja siostra z Kanady prosiła żebyś oddzwoniła do niej.
-Okej zadzwonię do niej- i pobiegłam do pokoju ale najpierw pochwaliłam się mamie świadectwem z czerwonym paskiem, mama była ze mnie dumna.
Zadzwoniłam do Sary i dowiedziałam się, mój dawny przyjaciel chce się ze mną spotkać i pytała czy mogę do niej przyjechać na wakacje odpowiedziałam, że z chęcią ale pytałam się  tego przyjaciela ale oczywiście dowiem się jak do niej przyjadę… Porozmawiałam z mamą i  była zadowolona, ona ciągle pracuje i nie ma dla mnie czasu. Powiedziałam, że chcę wylecieć już jutro no i zgodziła się, więc poszłam się spakować. Wybrałam same najładniejsze ciuchy i wyciągnęłam swoje oszczędności, o których nikt nie wiedział a miałam tego trochę bo zbierałam kasę od piątej klasy podstawówki i okazało się, że mam 2000zł ale i tak mama dała mi drugie tyle bo on miała tez trochę odłożone na koncie(400 000 zł). Byłam bardzo szczęśliwa z wyjazdu do Sary ale ciągle zastanawiałam się kim jest ten mój kolega z Kanady, nie pamiętam go bo jak tam ostatnio byłam miałam jakieś 8 lat. Ale cóż jutro się dowiem. Włączyłam laptop  i posiedziałam trochę na nk i facebooku.  Zrobiłam się bardzo senna i kiedy odłożyłam laptop chciałam tylko na chwilkę się położyć ale obudziła mnie mama i okazało się, że to jusz 7:00 następnego dnia a ja mam o 9:00 samolot. Szybko się wykompałam, ubrałam i zeszłam na śniadanie a po nim zniosłam walizki na dół i akurat musiałyśmy już wychodzić.
Na lotnisku pożegnałam się z mama, wykupiłam bilet i wsiadłam na pokład ogromnego samolotu, byłam pod wrażeniem, bo nigdy jeszcze nie latałam. Ale gdy tylko samolot wystartował poczułam strach ale po chwili było ok. W czasie podróży pisałam z Patryśką i Ola i oczywiście były szczęśliwe z tego, że nie będę się nudzić.
Gdy wylądowaliśmy od razu zobaczyłam ciocię Elizę czekającą  na mnie. Czule się z nią przywitałam i pojechałyśmy do jej domu. Gdy go zobaczyłam myślałam, że zemdleję był ogromny. Przed domem czekała na mnie Sara, oczywiście od razu się przytuliłyśmy i