niedziela, 20 marca 2011

ROZDZIAŁ7

-Co się stało? Boli cię coś- pytał mój ukochany
-Nie to tylko koszmar…
-Już dobrze kotku jestem przy tobie nic ci się nie stanie…- powiedział i objął mnie, a ja odpłynęłam….
Obudził mnie męski głos, który nie był mi znajomy postanowiłam posłuchać.
-Ona musi pojechać z nami- mówił ten ktoś
-Ale pan nic nie rozumie, ona nie jest na to gotowa- powiedział mój kotek
-Przykro mi ale jeżeli ona z nami nie pojedzie będziemy zmuszeni zabrać ją siłą…
-Czy pan zwariował????- podniósł głos JB- ona ciągle jest wystraszona, każdej nocy budzi się z krzykiem, boi się. Nie możecie jej zabrać
- Wiem ale to konieczne. Bez jej zeznań nic nie zdziałamy. Jeżeli nie będziemy jej mieli u siebie przez co najmniej trzy dni to sprawca będzie wolny…
O nie oni chcą mnie zabrać. Wystraszyłam się bo usłyszałam jak ktoś idzie w kierunku mojego pokoju i to nie jedna osoba a trzy i te kroki nie były mi znajome… Postanowiłam udawać, że śpię…
-Pan…
-Ci. Ona śpi jak ją pan obudzi to nic nie powie. Znam ja będzie przerażona i się stąd nie ruszy…- mój pysiaczek miał racje nigdzie nie idę…
-Przykro mi ale to konieczność- powiedział i zaczął- Panno Suzie proszę wstać!- powiedział ale ja udawałam, że nie słyszę…- Panno Suzie proszę wstać!!!
- Aaaa!!!!- krzyknęłam otwierając oczy. Wstałam i  wybiegłam przez drzwi do ogrodu, nie mięli szans mnie tam znaleźć…. Ale oni za mną wybiegli. Nagle poczułam mocny ucisk. Ktoś bardzo mocno mnie ścisnął w pasie i to nie mój ukochany… Zaczęłam krzyczeć.
-AAAAAA. Puść mnie!!!- szarpałam się kopałam i nic tylko jeszcze mocniejszy uścisk… Nagle podbiegł Justin i kazał mu mnie puścić. Potem mocno mnie przytulił i powiedział:
-Spokojnie Suz nic ci nie grozi… Uspokój się- szeptał. Wtuliłam się w niego.
-Jus mój brzuch, bardzo boli…- powiedziałam i ugięły się pode mną kolana… Justin wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju, położył na łóżku. Pattie spojrzała na niego i powiedziała, że to przez strach… bo nic mi nie jest. I nagle ten facet, który wtedy mnie złapał w ogrodzie ( policjant) kazał mi iśc z nimi albo użyje siły.
-Nigdzie nie idę!!!- krzyknęłam na niego i mocniej przytuliłam Justina. I on nie zamierzał mnie nikomu oddawać. W pewnym momencie dwaj inni policjanci go złapali. A ten, którego zdążyłam znienawidzić pociągnął mnie za rękę i wywlekł z łóżka. Ja zaparłam się nogami o  ziemię i krzyczałam. Ale to nie pomogło policjant wziął mnie na ręce i zaniósł do jakiegoś samochodu.
-Ja mam klaustrofobię uduszę się tu!!!!- powiedziałam ale on nie zwracał na to uwagi. A ja zemdlałam bo bardzo się bałam ciasnych pomieszczeń. Obudziłam się  w szpitalnej sali. W ręce miałam powbijanych wiele igieł. Przypomniało mi się, kiedyś jak jechałam z mamą samochodem to wtedy moja choroba wyszła na jaw i też skończyłam w szpitalu. Koło mnie siedział mój  ukochany i powiedział;:
- Och.. Nareszcie się obudziłaś. Nie martw się nigdzie cię nie zabiorą- mówił.
- Proszę zabierz mnie do domu.
-Dobrze poczekaj chwilę- powiedział i wyszedł. Po chwili wrócił z lekarzem.
- Ach tak. Można zabrać panią do domu, ale przez parę dni ma pani leżeć i w ogóle nie wstawać z łóżka, bo znowu pani tutaj trafi…- powiedział lekarz.
                        W domu czekała policja. Ale na szczęście nigdzie nie mogą mnie zabrać a na dodatek niósł mnie na rękach Justin. Ale za nim weszliśmy do domu zdążyłam zasnąć z wyczerpania.  Usłyszałam rozmowę Justina z policją… Przyjadą  po mnie za tydzień. O nie… Jus zaniósł mnie do pokoju i położył. Poczułam ukłucie w ramię i jęknęłam z bólu.
-Ciii. To tylko leki… Śpij spokojnie- powiedziała Pattie, posłuchałam jej bo ufałam jej bezgranicznie i zasnęłam. Niedługo potem, po jakiś 30 minutach ktoś mnie podniósł ale wiedziałam, że to Jus więc nawet nie otwierałam oczu. On przeniósł mnie na górę do sypialni ale ścisnęłam jego rękę, nie  chciałam by wyszedł. Położył się  obok mnie i objął a ja odpłynęłam w niebyt…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz