wtorek, 17 maja 2011

...

I żyli długo i szczęśliwie!!!! Nie zamierzam kończyć opowiadania  śmiercią bo  każdy ma okazję żyć...

niedziela, 15 maja 2011

ROZDZIAŁ14

...
Dzisiaj dzień powrotu do Justina, mama przyjedzie do Kanady za miesiąc a ja będę wtedy z Justinem. ...
-Suzie!-to obudziła mnie mama- śniadanie, ubieraj się szybko i znoś walizki za półtorej godziny wychodzimy!!!
  Wstałam i pozłam do łazienki. Wzięłam prysznic i umyłam zęby.  Ubrałam się w  kupione dzień wcześniej ciuszki(http://stylistki.pl/letnie-65880/). Zeszłam na dół zwalizkami a na stole stało śniadanie nawet na nie nie spojżałam.
-Siadaj kochanie i coś zjedz-azała mama.
-Nie chce mi się jeść mamo.
-A, to pewnie z podekscytowania słońce, ty to naprawdę kochasz tego chłopaka....-puściłą mi oczko i uśmiechnęła porozumiewawczo. Odwajemniłam uśmiech.
-dobra chodźmy już bo się na samolot spóźnisz- pogoniła mnie mama. Wyszłyśmy, walizki włożyłam do bagażnika i usiadłam obok mamy. W drodze na lotnisko nie odzywałam się. Panowała cisza. Włożyłam słuchawki od fona do uszu i włączyłam muzykę. Leciała  'Pyramid"Charice i Iyaz.  Wsłuchałam się w nią  i zasnęłam... Obudziłam się na lotnisku. Mama zaprowadziłą mnie jak najdalej mogła i potem poszłam sama. Wsiadłam do samolotu i gdy kazano zapięłam pasy a później je odpięłam. Lot był męczący.... Gdy kazano zapiąć pasy i przygotować się do lądowania schowałam koe do torebki i zapięłam pasy.  Gdy wylądowaliśmy wysiadłam z samolotu i zauwaźyłam Justina. W oczach odrazu opjawiła się szklanka.
-Justin!- krzyknęłam i rzuciłam się mu na szyję.
-Och... suz tak bardzo tęskniłem. -pocałował mnie a  fotografowie robili nam zdjęcia. Poszliśmy po moje walizki i mogliśmy jechać do reszty, czyli p[attie, Scoota i Kate....  Justin przyjechał porshe bardzo lubię te samochody...  Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do domu. ... Podczas drogi zauważyłam, ze justin jest zmęczony.
-kotku zatrzymaj się na trochę jesteś zmęczony- powiedziałam czule.
-Wiesz co masz racje zjadę na stację benzynową za 2 km. -tak też zrobił. Na stacji wypiliśmy po kubku kawy i po odpoczynku  ruszyliśmy dalej

poniedziałek, 9 maja 2011

NFORMACJA!!!!

Przez parę dni a może nawet tygodni... Nie będę pisała bloga... Mało osób go czyta...:(

piątek, 29 kwietnia 2011

ROZDZIAŁ13

-Tylko obiecaj, że nie znajdziesz sobie innej- mówiłam zapłakana bo już za nim tęskniłam.
-Suz! Przecież wiesz jak ja cię kocham. Będe do ciebie ciągle dźwonił i upewniał się, że nic ci nie jest. Na pewno szybko tutaj wrócisz- mówił do mnie na lotnisku. A mama poganiała mnie już. szybko pocałowaliśmy się i po chwili znikł mi z oczu. Byłam załamana. Ale umowa to umowa. Zamierzałam robić wszystko by jak najprędzej wrócić do Kanady. Na lotnisku w Warszawie czekała masa reporterów a ja byłam cała zapłakana. Zaczęli robić zdjęcia  a ja wystraszona, że nie ma przy mnie JB(bo zawsze w takich momentach był ze mną) uciekłam. Mama pobiegła za mną i zatrzymała mnie.
-Dobra idziemy bo   zaraz tu będzie ciocia Aneta- nakazała mama i pociągnęła mnie za rękę.
Niedługo potem siedziałyśmy już w samochodzie z ciocią. Ja z tyłu słuchałam 'Never say Never'  przez słuchawki i zamknęłam oczy. Myślały, że śpię i  ciocia Aneta zaczęła:
-Mie powinnaś była jej zabierać z Kanady. Widziałaś jak wygląda? Oczy zaczerwienione od płaczu.- odpowiedziała za mamę.
-Wiem i dla tego pojutrze wraca do Kanady ale do Elizy, a potem niech robi o chce- powiedziała mama.
-To dobrze.
-Chcę by była szczęsliwa. Za jakieś dwa miesiące przeniosę się do Kanady i zamieszka ze mną do osiemnastki a później skoro będzie chciała niech przeprowadza się do niego. W końcu spełniło jej się marzenie...
-Never Say never- zadzwoniła moja komórka a ja udając, że się dopiero obudziłam odebrałam.
-Tak?-zapytałam bo nie spojrzałam na wyświetlacz.
-Cześć kochanie!- usłyszałam głos Justina był barzo przygnębiony tak jak ja.
-O cześć. wiesz jak ja za tobą potwornie tęsknie- powiedziałam.
-A ja za tobą jeszcze bardziej- odpowiedział- a jak tam miną lot?- zapytał.
-Okropnie. A gdy wylądowaliśmy czekało na nas chyba z milion fotografów - pożaliłam się i po policzku pociekła mi łza. Po jakichś trzech godzinach rozmowy o tym jak ja za nim tęsknie i jak on jeszcze badziej dojechałsmy do domu.
-No pięknie- powiedziałam.
Co?- zapytał bo nadal rozmawialiśmy.
-Zaraz wchodzę do domu, w którym ciebie nie ma- zaczęłam płakać.
-Kotku, jakoś dasz radę twoja mama wie, że niw dajesz rady i na pewno za niedługo wrócisz do nas- powiedział- Kate bardzo przeżywa twoją nieobecność i piszczy.
-Oj mam nadzieję, że szybko wrócę do was- powiedziałam- dobra zadzwonię kotku mój jak tylko wejdę do pokoju.
-Dobrze- powiedział i rozłączył się a ja wbiegłam do pokoju i rzuciłam się na łóżku łacząc i wnet weszła tam mama.
-Wiesz co. Widzę jak za nim tęsknisz i po jutrze wrócisz do Kanady- powiedziała i przytuliła mnie.
-Dziękuję, mamo!- rzuciłam jej się na szyję.
-I wiesz co? Poprosiłam o posadę w Kanadzie i dostalam ją! Nie musisz się martwić bo już nigdy nie ędzie musiała zostawiać tego Justina!- mówiła
-Jesteś najlepszą mamą na świecie!- krzyczałam- zaraz dzwnię do Juatina.
-no to dźwoń a ja pójdę i zamówię pizzę. - powiedziała wychodząc.Ja odrazu zadzwoniłam do Justina.
-Tak?-usłyszałam jego głos. Był nadal załamany.
-Jus... Wracam do ciebie!Rozumiesz? Mama dostała posadę w Kanadzie!
Usłyszałam krzyk- Wspaniale!-krzyczał do słuchawki.
-Będę za dwa dni!-krzyczałam.- al co ja mam zrobić przecież tutaj nie ma ciebie...-zaczęłam płakać ale próbowałam nie dać tego po sobie poznać miałam to rzećwiczone i nawet mama nie wiedziałaby gdyby ze mną rozmawiała.
-Ej! Tylko mi tu nie płacz. Jakoś wytrzymasz. Wiesz przed twoim domem nie ma ze 100 dziennikarzy...
-Oj moje kochane biedactwo...-mówiłam czułym głosem.
-Dobra  muszę kończyć mam wywiad u Ellen i mama każe już wychodzić. Nie wiem jak wytrzymam bez ciebie-zasmucił się.
-Dasz radę ja muszę to ty tęż- chciałam poprawić mu humor.Pa kochanie- pożegałam się i gdy usłyszałam to samo rozłączyłam się.
 Skuliłam się na łózku i zaczęłam cicho szlochać. Gdy do pokoju zawitała mama szybko wytarłam oczy i na szczęście nic nie zauważyła.
-Haj Suz idź do sklepu po sok i jakieś owoce dobrze?- powiedziała, nie mogłam odmówić.
-dobrze mamo już się ubieram- powiedziałam i zwlekłam się z łóżka. W kuchni mama dała mi listę po czym wzięłam torbę i wyszłam. po drodze do sklepu napotkałam dwie fanki JB i muysiałam sobie zrobić z nimi zdjęcie. W sklepie prawi ażdy już mnie znał i patrzył się na mnie dziwnie. Gdy zrobiłam już zakupy i wyszłam ze sklepu czekała na mnie banda reporteró. Zaczęli robic mi zdjęcia. Postanowiłam odpowiedzieć na trzy pytania i odejść padło pierwsze:
-Czy to prawda, że rozstaliście się z Bieberem?
-Nie, po prostu wróciłam na kilka dni by pobyć trochę z rodziną wracam za dwa dni...
-czy to prawda, że od września wracasz do Polski?
-nie. Zostanę w Kanadzie.
-Czy zamierzasz towarzyszyć JB podczas trasy koncertowej za pół roku?
-Nie wiem, ale raczej tak. Przepraszam ale się śpieszę- powiedziałam i odeszłam. W domu położyłam torbę z zakupami na stole i  pobiegłam do swojego pokoju. Jak poprzednio skuliłam się na łóżku w kłębek ale myślałam co by tu porobić by nie myśleć o tym jak bardzo za NIM tęsknię. Wiem pójdę do Alicji bo moje przyjaciółki  są na wakacjach. Szybko się ubrałam i powiedziałam mamie, że wychodzę. Wzięłam bluzę na wszelki wypadek bo było pochmurnie i zbierało się na deszcz i tak jak się spodziewałam dogonił mnie w połowie drogi do Alki. Gdy wreszcie doszłam i zapukałam do drzwi otworzyłą je Ala szybko kazała mi wejść do środka poczym przytuliłyśmy się do siebie. Zabrała mnie do swojego pokoju i zaczęłyśmy gadać a raczej ona zadawała mi pytania a ja odpowiedałam.
-Ja cie! Nie wierzę, że ty i bieber. Przecież ty go nawet nie lubiłaś...- powiedziała podekscytowana.
-No wiesz oazało się, że ja go znałam wcześniej jako mała dziewczynka gdy mieszkałam przez rok w Kanadzie byliśmy najlepszymi przyjaciółmi no  a później wyprowadziliśmy się i już go więcej nie zobaczyłam dopiero gdy zaprosiła mnie kuzynka spotkałam się z nim po tylu latach i tak jakoś....- zaczęłyśmy gadać na maksa ale gdy zaczęło się ścimniać musiałam już iść.  W drodze powrotnej napotkałam swoją paczkę tyle, że byli sami chłloacy.
-O kogao ja widzę.. Suzie...-powiedział Patryk, dałam mu kiedyś kosza lae szybko się pozbierał i znalazł sobie kogoś- no nieźle...
-Cześć- powiedziałam cicho- to wy już wiecie?- zapytałam zaskoczona.
-No jasne- teraz mówił Kacper- wiesz piszą  o tym w gazetach, mówią w tv a ogwiazdy=uniach nie wspomnę- nie wiedziałam, że to czytają.
-Pięknie... ale dobr chłopaki muszę już iść... -pożegnaliśmy się i poszłam do domu. Tam zaczęłam przeglądać gwiazdunie a tam ciekawy reportarz:
" Słynny Justin musiał rozstać się ze swoją  dziewczyną Suz... na aż 3 dni gwiazdor bardzo to przeżywa tak jak i Suz. Mamy tu kilka fotek pary..." Było tam moje zdjęcie z rana zpod sklepu i Justina z  wywiadu u Ellen...  Wyłączyłam kompa i poszłam do łazienki wzięłam gorący prysznic  przebrałam się w piżamę i tk nie miałam co robić. mama przyniosla mi kanapki ale nawet na nie nie spojżałam włożyłam słuchawki komy do uszu i słuchałam:  "Never Say Never", " One Time", "That Should be me", "Pray" i "Love Me" potem zasnęłam...

wtorek, 19 kwietnia 2011

ROZDZIAŁ12

Nie miałam siły by włożyć prawie niczego do ust Siedziałam tylko nachylona nad talerzem.
-Hej Kotku czemu prawie nic nie jesz?-pytał Justin, widać było ,że się przejmuje.
-Nie mam ocho..-nie dokończyłam bo pobiegłam szybko na górę. Moje nerwy nie były tak dobre i  zwymiotowałam wszystko co zdążyłam połknąć... Wiedziałam, że coś ze mną nie tak... Ale w końcu zabiłam człowieka a i jeszcze mama chce mnie stąd zabrać... Justin przybiegł chwilkę potem:
-Ej! Co jest?-zapytał przerażony- powinniśmy pojechać do szpitala..
-O nie! Nic mi nie jest zobaczysz zaraz wszystko będzie okay- uspokajałam go. Szybko umyłam zęby, poszłam do pokoju i położyłam się na łóżku.Justin pogłaskał mnie po czole:
-Masz gorączkę.Prześpij się- powiedział a ja zamknęłam oczy. JB przykrył mnie kocem.
gdy się obudziłam usłyszałam rozmowę Pattie i Justina.
-Justin, jej mama będzie tu jutro rano i nie widzi mi się żeby zgodziła się na to by tu została.
-Tak, wiem to.
-Krótka rozłąka dobrze wam zrobi. Nie martw się.
-ale mamo jak to nie będzie KRÓTKA rozłąka?Co ja wtedy zrobię. Wiesz dobrze jak ja ją kocham..
-Tak, wiem i dla tego porozmawiam z jej mamą, może ją jakoś przekonam, że rozdzielenie was nie jest najlepszym pomysłem...-powiedziała Pattie.
-Dziękuję Ci- powiedział JB.
-No a teraz idź i zobacz jak ona się czuje- nakazała mu jego mama. Usłyszałam kroki na górę. Drzwi się otworzyły a ja podniosłam trochę powieki.
-I jak się czujesz?- pytał czułym głosem głaszcząc moje czoło sprawdzał temperaturę- gorączka Ci spadała.
-Czuję się zdecydowanie  lepiej.
-Ale nadal nie masz ochoty nic zjeść?
-Nie...
-A może byś się czegoś napiła?
-Z chęcią. Zaschło mi w gardle.
-Zaraz wracam- powiedział i wybiegł z pokoju a po chwili wrócił ze szklanką soku. Wypiłam całą szklankę. Czułam się o wiele lepiej. I miałam lepszy humor.
-Justin. Ja nie chcę  stąd wyjeżdżać. Nie mogę.- byłam zdenerwowana.
-Spokojnie. Nigdzie cię nie puszczę.- próbował mnie uspokoić ale na marne. Wiedziałam jaka jest moja mama i, że tak łatwo nie odpuści- wiesz co w sumie z chęcią bym coś zjadła i przewietrzyła się- chciałam usiąść i wstać ale gdy tylko podniosłam głowę poczułam mocny ból głowy.
-Wiesz co nie powinnaś wstawać. Poczekaj, ja zaraz coś ci przyniosę- poszedł do kuchni  a ja w tym czasie szybko poszłam do łazienki by się ubrać itd.  Niedługo potem wrócił z talerzem ze śniadaniem.
-Proszę. Smacznego- powiedział.i podał mi talerz. Zabrałam się za jedzenie przygotowanych smakołyków. Po śniadaniu weszliśmy trochę do neta i namówiłam Justina byśmy założyli sobie wywiadera.
-Hej, jest ładna pogoda może poszłabyś ze mną na plażę?- zapytał Jus...
-W sumie czemu nie- odpowiedziałam. Szybko podbiegłam do mojej szafki i wyjęłam z niej aparat, który miałam tak na wszelki wypadek...
-Dobra to ja idę powiedzieć mamie,że wychodzimy- powiedział i już go nie było, a ja w tym czasie wybrałam sobie sandały i zeszłam na dół.
-O widzę, że czujesz się znacznie lepiej co?- zapytała Pattie widząc mnie schodzącą  a raczej zbiegającą. ze schodów.
-Tak czuję się znacznie lepiej- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Dobra to wy idźcie już i nie weźcie klucze bo muszę jeszcze dzisiaj pojechać załatwić parę spraw- powiedziała Pattie wskazując na wieszak z kluczami w korytarzu.
-Dobrze mamo- krzyknął Justin z korytarza a ja szybko do niego dołączyłam.Szliśmy spacerkiem, nie spieszyliśmy się ale też staraliśmy się omijać bardzie zatłoczone ulice. Gdy dotarliśmy na plaże od razu wyjęłam aparat i  zaczęłam robić Justinowi zdjęcia.
-no dobra a teraz ty- powiedział Justin i wziął ode mnie aparat. Ale po chwili poprosiliśmy jakąś fankę Justina, która chciała autograf o zrobienie zdjęcia. Ona z chęcią to uczyniła a Justin napisał dla niej specjalną dedykację. Porobiliśmy sobie jeszcze trochę fajnych fotek ale zaczęli schodzić się fani i musieliśmy iść do domu...
-Szkoda, że nie mogliśmy posiedzieć tam jeszcze trochę- pożaliłam się.
-No... Widziałaś jak wszystkim odbijało...
-No... Poraszka...- odpowiedziałam.
-A mam dla ciebie niespodziankę- powiedział.
-Justin- powiedziałam udając wkurzoną widać było, że mi to nie wychodzi.
-Dobra zamknij oczy i usiądź na krześle - nakazał a sam wyszedł. Gdy wszedł poczułam jak kladzie mi coś na kolana szybko otworzyłam oczy.
-Oooo... Jaki słodziak -powiedziałam bo na kolanach miałam malutkiego szczeniaczka- skąd go masz?- zapytałam podekscytowana.
-A mam i nie powiem.- zaśmiał się- podoba ci się?
-No jasne! Jest ślicznu mówiłam cały czas trzymając szczeniaczka.
-dobra skoro nie możemy wyjść na plaże to co powiesz na jakiś film?
-Z chęcią- odpowiedziałam i poszliśmy na górę. Cały czas tuliłam pieska. JB włączył  film i położyliśmy się na łóżku  a piesek zasną na moich kolanach i Justin musiał trzymać laptopa. Byłam mega szczęśliwa. Chciałam by to trwało wiecznie. Gdy film się skończył postanowiliśmy urządzić sobie mały piknik nad basenem.
-Dobra to wy idźcie już a ja skocze po lody- powiedział Justin i zeszliśmy na dół. Wyszłam z pieskiem na dwór a po chwili dołączył  dso nas z lodami i misezką wody dla pieska.
-Jakby go tu nazwać- myślałam na glon.
-To ona- poprawił mnie Justin.
-Wiem! Kate- prawie krzyknęłam.
-O świetne imię. Pasuje do niej- powiedział i zabraliśmy się za lody a Kate ppołożyłam pod leżakiem na trwie.Gdy je zjedliśmy zamknęłam oczy chcąc się poopalać i leżałam tak trochę.Ale nadal coś nie dawało mi spokoju... Moja mama, chce mnie stąd zabrać... To okropne...
-Justin- zaczęłam.
-Tak skarbie?
-Obiecaj, że nie pozwolisz mojej mamie mnie zabrać...
-Obiecuję, nic nas nie rozdzieli kotku- powiedział po czym wstał i pocałował mnie w czoło. Czułam się lepiej więc wstałam i wzięłam Kate do domu. Po drodze zasnęła więc położyłam ją na kanapie na dole.
-Jestem już!- krzyknęła Pattie wchodząc do domu.
-O hej! -odpowiedziałam.
-Justin dał ci już to co miał ci dać?- pytała.
-A pieska? To tak!- odpowiedziałam- wiedziałaś i nic mi nie powiedziałaś?- śmiałam się.
-Justin mi zabronił. Ale poboba ci się co?
-No jasne, że tak!
-A gdzie Justin?- zapytała
- Poszedł do sklepu po mleko dla Kate- odpowiedziałam- zaraz powinien być i w tej samej chwili wparował do domu.
-Witaj mamo!- krzyknął- i co załatwiłaś wszystko co chciałaś?
-Tak!- odpowiedziała.
Reszta dnia minęła spokojnie. Gdy  weszłam do pokoju by wziąć Kate ona chodziła w tą i spowrotem po kanapie. Jeszcze marnie jej to szło...
-O Kate. Musisz jeszcze poćwiczyć- zaśmialam się i zabrałam ją do kuchni a w tym czasie Justin już przygotował jej ciepłe mleko.
-Proszę barzo- powiedział stawiająć miseczkę na podłodze, przy wcześniej postawionym kojcu. Ona wypiła całą miseczkę i zasnęła. Justin wziął kojec i poszliśmy na górę. Było już późno. Poszłam się kąpać pierwsza a gdy wróciłam poszedł Justin. Wzięłam laptop i  odpaliłam jakiś straszny film miał tytuł "DNA". Gdy Justin przyszedł położyliśmy się i jak zwykle laptop leżał na jego nogach bo ja nie lubię tego. Oparłam się o niego i zaczęliśmy oglądać. Film rzeczywiście był straszny ale ja kocham takie. Ale i tak nie mogłam się skupić bo przecież jutro musiałam przekonać mamę. Ale w końcu skupiłam się na filmie. Był mega fajny i mega straszny. Gdy się skończył zasnęłam. Nie zauważyłam nawet jak JB odłożył laptopa. Byłam zmęczona tym wszystkim.   Rano obudziłam się zaraz po Dżeju. Ubraliśmy się i pobawiliśmy trochę z Kate bo nie chcieliśmy schodzić na dół ponieważ Jus powiedział, że w nocy przyjechała mama i teraz rozmawia z Pattie.
nagle rozległo się pukanie do drzwi. Szybko wbiegłam pod kołdrę i udawałam ,że śpię.
-Witam. nie przeszkadzam?-usłyszałam głos mamy.
-Nie ależ skąd- odpowiedział JB.- pani jest mamą Suz.. prada?
-Tak,to ja. Twoja mama powiedziała, że bardzo kochasz moją córkę i żyć bez niej nie możesz.
-Tak, to prawda. To ona jest moją podporą. Suz jekt dla mnie jak powietrze.- mówił Justin.
-Przykro mi, ale  musisz nauczyć się jakoś beż niej żyć. Zabieram ją do Polski.
-Co? Ale czemu- pytał załamany Justin- jak to?
-Ja mam tam pracę a ona szkołę.
-Nie zamierzam tego zmieniać. Jak się obudzi powiedz  jej to- oznajmiła i wyszła a ja nie wytrzymałam i rzuciłam się mu na szyję płacząc. On objął nie i powiedział:
-Spokojnie Suz. Już dobrze- uspokajał ale ja wiedziałam, że dobrze nie jest i nigdy nie będzie- porozmawiaj z mamą i poproś ją byś mogła tu zostać. wytłumacz jej na spokojnie wszystko.
-Dobrz powiedziałam i zeszłam na dół. Byłam tak wściekła na mamę, że nie wiedziałam co mam robić...
-Cześć córeczko- przywitała się ze mną ale mi  nie było tak jak jej do śmiechu.
-Mamo!- zaczęłam- chciałabym byś o czymś wiedziała. Justin jest całym moim życiem i nie zamierzam go zostawiać!-podniosłam głos.
-Ale kochanie, ty masz tam szkołę a ja pracę. Jesteś jeszcze niepełnoletnia i na dodatek pod moją opieką- odpowiedziała  z powagą.
-Ale mamo czy nie możesz po prostu przeprowadzić się tu. Na pewno znalazłabyś tutaj lepszą pracę.  Zawsze mówiłaś, że zawsze będziesz robiło to co dla mnie najlepsze bo ja nie potrafię podejmować dobrych decyzji ale ja nie jestem już małym dzieckiem i wiem czego chcę. Nie możesz mi tego odebrać- odpowiedziałam pewnym głosem.
-Przykro mi kochanie ale takiej decyzji nie podejmuje się z dnia na dzień i tylko dla tego, że ty tego chcesz. Na to co mam pracowałam bardzo długo. a firmy nie przeniosę sobie o tak z polski tutaj, do Kanady musisz to zrozumieć-
przez cały czas rozmawiałyśmy po polsku więc Pattie nas nie rozumiała.
-Ale mamo! Ja nie mogę stąd wyjechać i go zostawić. Dobrze iwesz, że jest dla mnie jak powietrze tak samo jak ja dla niego i  bez siebie nie możemy żyć- podawałam kolejne argumenty.
-Dobrze pójdźmy na kompromis. Wyjedziesz ze mną na tydzień do polski i jeżeki okaże się, że jest tak jak mówisz wrócisz tu o każdej porze dnia i nocy ale jeżeli możesz bez niego żyć to nie ma takiej opcji jasne?- zapytała z uśmiechem na twarzy. Ja też byłam szczęśliwa ale i smutna, że  muszę opuścić JB.
-Ale przysięgasz?- zapytałam.
-Tak!- odpowiedziała.
-Och. Mamo jesteś cudowna!- wykrzyknęłam i przytuliłam ja najmocniej na świecie i od razu pobiełam na górę i opowiedziałam wszystko Justinowi.

piątek, 15 kwietnia 2011

ROZDZIAŁ11

No nic. Wstałam i szybko zjadałam śniadanie i poszłam do łazienki. Dość szybko zajęły mi czynności takie jak kąpiel  i mycie zębów. Ubrałam się w krótkie spodenki bo było naprawdę gorąco. Była  11:02 miałam jeszcze czas więc  poszłam na taras i usiadłam na leżaku. Nagle dostałam sms-a. Był od Justina pisał, że spóźnią się bo są korki i wrócą ok 14:00. Postanowiłam  zrobić tort lodowy bo  w zamrażarce był  zapas lodów o różnych smakach a i owoców też było pod dostatkiem. Ale nagle usłyszałam jakby trzask zamykanej szafki w kuchni bałam się ale byłam już  prawie na miejscu. Wtem poczułam coś na plecach...

-Panowie! Patrzcie kogo tu mamy...- krzyczał jeden z włamywaczy do dwóch innych.

-miało nikogo nie być!- krzykną jakiś dziwnie znajomy głos...Już wiem...Robert Mrozowski...-dobra zwiążcie ją.  Jej chłoptaś da za nią taką kasę, że do końca życia nam starczy!

-Robert! Macie mnie puścić! Dobrze wiesz, że ci  się nie uda.

-Mhhh.. Rozgryzłaś mnie kotku...- to było obrzydliwe!

-Nie mów tak do mnie! Nie masz najmniejszego prawa!!

-Czemu. A ten twój lalus?!

-On nie jest lal..- nie skończyłam bo jakiś gościu zakleił mi  usta...

-Spokojnie niedługo  to nie będzie potrzebne...

Teraz miałam przesrane. Ej ale w tylnej kieszonce spodenek miałam pilot z alarmem... Mogłam tak ruszać rękoma, że sięgałam do kieszonki. Wymacałam przycisk i  po chwili zjawiła się ochrona ale któryś przystawił mi broś do głowy:

-Ani drgnąć bo ją zabije!- wszyscy momentalnie stanęli.

-Czego chcecie?-pytał  dowódca.

-Zabieramy kasę i dziewczynę. Skontaktujemy się z wami i dowiecie się czego chcemy! A teraz z grogi!- wszyscy się rozstąpili a wspólnik Roberta  ciągnął mnie do jakiegoś samochodu. Był to jakiś bus. Wrzucił mnie do ś4rodka a po bokach usiadł Robert i  z tego co słyszałam Filip. Trzeci usiadł za kierownicą. Zobaczyłam jak podjeżdża Justin. gdy ruszyliśmy ochrona z Justinem też. Jechaliśmy tak parę godzin aż w końcu filip zasną a zaraz po nim Robert. Zauważyłam, że na podłodze stoi wiadro z bronią i nożami. Wzięłam  nóż i nie myśląc wbiłam go najpierw w brzuch Roberta a potem Filipa. A teraz najgorzej.  Przyłożyłam nóż do gardła kierowcy.

-Zatrzymaj się!!!!- krzyknęłam a drugą ręką wyjęłam z kieszeni  komórkę, debile nie wiedzieli że ją mam. Wybrałam numer i po chwili usłyszałam Justina:

-Co się dzieje?!- krzyczał jak opętany.

-Dwóm wbiłam noże w brzuchy a kierowca ma nóż przy gardle!Chodźcie tu!- i po chwili ktoś wytargał kierowcę a do mnie wszedł Justin a ja upuściłam nóż cały we krwi na podłogę.

-Suz.. - Justin przytulił mnie a ja nie chciałam by ta chwila została przerwana. Ale musieliśmy stąd wyjść. Nie miałam siły by ustać na nogach, bo były jak z waty. Justin wziął mnie w ramiona i  zaniósł do karetki, która właśnie podjechała. Położył mnie na jakimś łóżku a lekarz się mną zajął. Świecił mi po oczach durną latareczką. Ale w sumie nic mi nie było. Ale ja przecież zabiłam ludzi... Moje oczy same się zamykały. Byłam wyczerpana i wystraszona. Nie wiedziałam gdzie jest Dżej. Chciałabym żeby już mnie stąd zabrał. Chciałam być już z nim w domu.

-Halo? Czy pani mnie słyszy?- pytał lekarz

-Tak.

-Cyt coś cię boli?

-Nie.

-Patrz na palec- powiedział i wymachiwał mi nim przed ozami świecąc tą latareczką- widać, że nic ci się nie stało.Możesz iść- powiedziała ja od razu wstałam i straciłam równowagę.

-Ojej- powiedziałam a lekarz mnie złapał i posadził.

-Musisz odpocząć po czymś takim. Poczekaj tu chwilkę- powiedział a sam wyszedł. Wiem, że nie powinnam ale musiałam podsłuchać o czyn rozmawia z Justinem.

-Nic jej nie jest ale musi odpocząć. Proszę zabrać ją do domu i dać kubek gorącej herbaty-powiedział lekarz

-Dobrze. Dziękuję- odpowiedział Justin i usłyszałam jak zbliżają się do karetki więc przybrałam odpoiwednią pozę.

-Możemy już iść?-skierowałam pytanie do Justina.

-Tak. Oczywiście- odpowiedział. Czułam się lepiej i nie miałam zawrotów głowy więc mogłam normalnie ustać. Gdy wyszliśmy z karetki ujrzałam jak ktoś zapina worek ze zwłokami... Szybko zakryłam twarz.

-Hej kotku. Zrobiłaś to w obronie własnej. Musiałaś to zrobić- powiedział Justin widząc moje zachowanie. Szybko wsiadłam do samochodu a Justin odpalił samochód i ruszył do domu bo czekało nas  2 i pół godziny jazdy. A ja chciałam już jak najszybciej być w domu i wziąć gorący prysznic. Ze strachu cała się trzęsłam i JB to zauważył.

-Hej co się dzieje. Spokojnie nic ci już nie grozi.- powiedział spokojnie i przytulił mnie na moment bo musiał prowadzić. Uspokoiło mnie to  i przestałam robić za galaretę. Zasnęłam ale na jakieś 20 minut.

-Gdzie jesteśmy?-zapytałam zaspanym głosen

-Za  półtorej godziny będziemy w domu śpij sobie- powiedział Justin i pogłaskał mnie po głowie. Ale ja nie mogłam spać. Usiadłam wygodniej i wpatrywałam się w las, przez który jechaliśmy. Było już dość ciemno a w lesie nie było latarni.Spostrzegłam samochód naszej ochrony, nie wiedziałam, że jadą za nami. Byłam dzięki temu spokojniejsza. I rozluźniłam się. Gdy wjechaliśmy do jakiegoś miasta powiedziałam.

-Wiesz co naszła mnie ogromna ochota na lody...- powiedziałam byśmy się zatrzymali bo widać było, że Justin jest zmączony i musi chwilkę odpocząć.

-Wiesz, że mnie też- odpowiedział Justin - wiesz kupmy tu jakieś- i zjechał na jakiś parking. Weszliśmy do pierwszego spożywczego i wzięliśmy dwa kubełki lodów. Gdy wsiedliśmy do samochodu  od razu zjedliśmy je i   miałam pewność, że Justin odpoczął.

-Dobrze się czujesz?- zapytał

-Tak. Wiesz po tych lodach od razu mi lepiej.

-Możemy już jechać?- spytał

-Jasne- i odjechaliśmy. Zasnęłam po paru minutach. Ale tym razem nie obudziłam się w samochodzie ale w naszej sypialni. Justin spał obejmując mnie. Nie chciałam go  budzić bo też byłam zmęczona więc spojrzałam tylko na zegarek okazało się, że  była 23:09. Położyłam głowę z powrotem na poduszkę i odpłynęłam.

-Rano obudziłam się z Justinem w tej samej chwili. Ale leżeliśmy jeszcze.

-I jak się czujesz- pytał JB. słychać było jak bardzo się mną przejmuje.

-A jak się może czuć osoba, która kogoś zabiła? Okropnie- odpowiedziałam zamiast niego.

-Ile razy mam ci to powtarzać. Musiałaś to zrobić. Nie było innego wyjście. Inaczej nie wiadomo co by co zrobili. A w ogóle jak ci się to udał?- pytał

-No bo po tak długiej jeździe w końcu obaj zasnęli a ja zauważyłam nóż no i ...

-Wiesz, że jesteś najodważniejszą dziewczyną na świecie?- powiedział i ucałował mnie w czoło.

-Wiesz co muszę wziąć gorący prysznic- powiedziałam i poszłam do łazienki a po drodze wzięłam czyste ciuchy. Gdy wyszłam z łazienki Justin już był ubrany i w ogóle.

-Skożystałeś z drugiej łazienki- powiedziałam

-Tak. Mam dla ciebie coś do powiedzenia. Twoja mam będzie tu jutro rano. Mama do niej zadzwoniła...

-A ona jak zwykle wpadła w panikę..-  dokończyłam - jak zwykle...

-Tyle, że Suz.. Ona chce Cię  zabrać do Polski...- powiedział A ja nie mogłam w to uwierzyć.

-Co?? O nie, ona tego nie zrobi.

-Mama mówiła, że wręcz krzyczała, że cię zabiera i koniec...

-O nie - rzuciłam mu si e naszyję a on  bardzo mnie przytulił.

-Nie martw się na pewno ją jakoś przekonamy-mówiłam- to nie ma sensu. Bo jak nas rozdzieli to jakby zabrać Ziemi słońce. To niemożliwe!-krzyczałam.

-Wiem, ale musimy przejść przez to razem- szeptał mi do ucha Justin- a teraz chodź na dół bo mama przygotowała już śniadanie- powiedział i pociągnął mnie na dół i okazało się, że faktycznie śniadanie stało na stole  ale ja nie miałam ochoty jeść myślałam tylko o mamie tak samo jak JB ale on chciał odwrócić moją uwagę na marne...

niedziela, 27 marca 2011

ROZDZIAŁ10

-a i to nie wszystko, twoi bliscy zostają tu na dwa dni. To dla mnie żaden kłopot, mam trochę pieniędzy więc postanowiłem wydać je na coś dobrego a nie na jakieś duperele.
-wiesz, że nie musiałeś…-Wiem ale chciałem…
Przez resztę dnia zamieniłam parę słów z każdym z gości.
Najgorzej miał Justin. Wszyscy zasypywali go pytaniami typu” Jak to jest być sławnym?” „Jak zostałeś sławny?” ble ble ble???
Moja mama rozmawiała z moim chłopakiem bardzo dużo. I wieczorem gdy nasi goście pojechali do hotelu a mama i dziadkowie zostali i już dawno spali zaczęłam:
-Co chciała moja mama od ciebie?
-A nic. Wiesz musiała wiedzieć czy naprawdę cię kocham  i tak dalej…
A ty? Co odpowiedziałeś?
-Prawdę. Że jesteś moim największym skarbem i świata boza tobą nie widzę.
-A ona co na to?
- Że jeśli cię skrzywdzę to ona skrzywdzi mnie bardziej i zabiję. Ale jej powiedziałem, że nigdy tego nie zrobię i ,że może  być o to spokojna.
-A ja doskonale o tym wiem- powiedziałam i ucałowałam go na dobranoc- miłej nocy.
-Nawzajem- odpowiedział. Przytulił mnie i zasnęłam…
…Rząd czarnych postaci zbliżał się ku mnie. Nie miałam szansy na ucieczkę a oni byli coraz bliżej… Chciałam się ruszyć, schować gdzieś, ale nie mogłam się ruszyć… Nagle jedna z tych postaci stała przede mną i była w pozycji do ataku… to był on…
-Aaa!!!- obudziłam się z krzykiem, zaczęłam płakać i w tym samym czasie zerwał się Justin:
-Co się stało?
-Nic to był tylko zły sen, tylko zły sen-powtarzałam sobie i okazało się, że pomogło bo ostatnim razem siedziałam zalana łzami do rana. A Dy mój ukochany mnie przytulił od razu odpłynęłam…
Obudziłam się rano i poczułam zapach chm…twaróg, dżem… Otworzyłam oczy, na stoliku nocnym stała taca ze śniadaniem, a przy niej karteczka:
Pojechaliśmy po twoich  przyjaciół razem z twoją mamą i dziadkami. Zabierzemy twoich Przynach przyjaciół czterema samochodami będziemy o 12:30”