niedziela, 27 marca 2011

ROZDZIAŁ10

-a i to nie wszystko, twoi bliscy zostają tu na dwa dni. To dla mnie żaden kłopot, mam trochę pieniędzy więc postanowiłem wydać je na coś dobrego a nie na jakieś duperele.
-wiesz, że nie musiałeś…-Wiem ale chciałem…
Przez resztę dnia zamieniłam parę słów z każdym z gości.
Najgorzej miał Justin. Wszyscy zasypywali go pytaniami typu” Jak to jest być sławnym?” „Jak zostałeś sławny?” ble ble ble???
Moja mama rozmawiała z moim chłopakiem bardzo dużo. I wieczorem gdy nasi goście pojechali do hotelu a mama i dziadkowie zostali i już dawno spali zaczęłam:
-Co chciała moja mama od ciebie?
-A nic. Wiesz musiała wiedzieć czy naprawdę cię kocham  i tak dalej…
A ty? Co odpowiedziałeś?
-Prawdę. Że jesteś moim największym skarbem i świata boza tobą nie widzę.
-A ona co na to?
- Że jeśli cię skrzywdzę to ona skrzywdzi mnie bardziej i zabiję. Ale jej powiedziałem, że nigdy tego nie zrobię i ,że może  być o to spokojna.
-A ja doskonale o tym wiem- powiedziałam i ucałowałam go na dobranoc- miłej nocy.
-Nawzajem- odpowiedział. Przytulił mnie i zasnęłam…
…Rząd czarnych postaci zbliżał się ku mnie. Nie miałam szansy na ucieczkę a oni byli coraz bliżej… Chciałam się ruszyć, schować gdzieś, ale nie mogłam się ruszyć… Nagle jedna z tych postaci stała przede mną i była w pozycji do ataku… to był on…
-Aaa!!!- obudziłam się z krzykiem, zaczęłam płakać i w tym samym czasie zerwał się Justin:
-Co się stało?
-Nic to był tylko zły sen, tylko zły sen-powtarzałam sobie i okazało się, że pomogło bo ostatnim razem siedziałam zalana łzami do rana. A Dy mój ukochany mnie przytulił od razu odpłynęłam…
Obudziłam się rano i poczułam zapach chm…twaróg, dżem… Otworzyłam oczy, na stoliku nocnym stała taca ze śniadaniem, a przy niej karteczka:
Pojechaliśmy po twoich  przyjaciół razem z twoją mamą i dziadkami. Zabierzemy twoich Przynach przyjaciół czterema samochodami będziemy o 12:30”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz