piątek, 15 kwietnia 2011

ROZDZIAŁ11

No nic. Wstałam i szybko zjadałam śniadanie i poszłam do łazienki. Dość szybko zajęły mi czynności takie jak kąpiel  i mycie zębów. Ubrałam się w krótkie spodenki bo było naprawdę gorąco. Była  11:02 miałam jeszcze czas więc  poszłam na taras i usiadłam na leżaku. Nagle dostałam sms-a. Był od Justina pisał, że spóźnią się bo są korki i wrócą ok 14:00. Postanowiłam  zrobić tort lodowy bo  w zamrażarce był  zapas lodów o różnych smakach a i owoców też było pod dostatkiem. Ale nagle usłyszałam jakby trzask zamykanej szafki w kuchni bałam się ale byłam już  prawie na miejscu. Wtem poczułam coś na plecach...

-Panowie! Patrzcie kogo tu mamy...- krzyczał jeden z włamywaczy do dwóch innych.

-miało nikogo nie być!- krzykną jakiś dziwnie znajomy głos...Już wiem...Robert Mrozowski...-dobra zwiążcie ją.  Jej chłoptaś da za nią taką kasę, że do końca życia nam starczy!

-Robert! Macie mnie puścić! Dobrze wiesz, że ci  się nie uda.

-Mhhh.. Rozgryzłaś mnie kotku...- to było obrzydliwe!

-Nie mów tak do mnie! Nie masz najmniejszego prawa!!

-Czemu. A ten twój lalus?!

-On nie jest lal..- nie skończyłam bo jakiś gościu zakleił mi  usta...

-Spokojnie niedługo  to nie będzie potrzebne...

Teraz miałam przesrane. Ej ale w tylnej kieszonce spodenek miałam pilot z alarmem... Mogłam tak ruszać rękoma, że sięgałam do kieszonki. Wymacałam przycisk i  po chwili zjawiła się ochrona ale któryś przystawił mi broś do głowy:

-Ani drgnąć bo ją zabije!- wszyscy momentalnie stanęli.

-Czego chcecie?-pytał  dowódca.

-Zabieramy kasę i dziewczynę. Skontaktujemy się z wami i dowiecie się czego chcemy! A teraz z grogi!- wszyscy się rozstąpili a wspólnik Roberta  ciągnął mnie do jakiegoś samochodu. Był to jakiś bus. Wrzucił mnie do ś4rodka a po bokach usiadł Robert i  z tego co słyszałam Filip. Trzeci usiadł za kierownicą. Zobaczyłam jak podjeżdża Justin. gdy ruszyliśmy ochrona z Justinem też. Jechaliśmy tak parę godzin aż w końcu filip zasną a zaraz po nim Robert. Zauważyłam, że na podłodze stoi wiadro z bronią i nożami. Wzięłam  nóż i nie myśląc wbiłam go najpierw w brzuch Roberta a potem Filipa. A teraz najgorzej.  Przyłożyłam nóż do gardła kierowcy.

-Zatrzymaj się!!!!- krzyknęłam a drugą ręką wyjęłam z kieszeni  komórkę, debile nie wiedzieli że ją mam. Wybrałam numer i po chwili usłyszałam Justina:

-Co się dzieje?!- krzyczał jak opętany.

-Dwóm wbiłam noże w brzuchy a kierowca ma nóż przy gardle!Chodźcie tu!- i po chwili ktoś wytargał kierowcę a do mnie wszedł Justin a ja upuściłam nóż cały we krwi na podłogę.

-Suz.. - Justin przytulił mnie a ja nie chciałam by ta chwila została przerwana. Ale musieliśmy stąd wyjść. Nie miałam siły by ustać na nogach, bo były jak z waty. Justin wziął mnie w ramiona i  zaniósł do karetki, która właśnie podjechała. Położył mnie na jakimś łóżku a lekarz się mną zajął. Świecił mi po oczach durną latareczką. Ale w sumie nic mi nie było. Ale ja przecież zabiłam ludzi... Moje oczy same się zamykały. Byłam wyczerpana i wystraszona. Nie wiedziałam gdzie jest Dżej. Chciałabym żeby już mnie stąd zabrał. Chciałam być już z nim w domu.

-Halo? Czy pani mnie słyszy?- pytał lekarz

-Tak.

-Cyt coś cię boli?

-Nie.

-Patrz na palec- powiedział i wymachiwał mi nim przed ozami świecąc tą latareczką- widać, że nic ci się nie stało.Możesz iść- powiedziała ja od razu wstałam i straciłam równowagę.

-Ojej- powiedziałam a lekarz mnie złapał i posadził.

-Musisz odpocząć po czymś takim. Poczekaj tu chwilkę- powiedział a sam wyszedł. Wiem, że nie powinnam ale musiałam podsłuchać o czyn rozmawia z Justinem.

-Nic jej nie jest ale musi odpocząć. Proszę zabrać ją do domu i dać kubek gorącej herbaty-powiedział lekarz

-Dobrze. Dziękuję- odpowiedział Justin i usłyszałam jak zbliżają się do karetki więc przybrałam odpoiwednią pozę.

-Możemy już iść?-skierowałam pytanie do Justina.

-Tak. Oczywiście- odpowiedział. Czułam się lepiej i nie miałam zawrotów głowy więc mogłam normalnie ustać. Gdy wyszliśmy z karetki ujrzałam jak ktoś zapina worek ze zwłokami... Szybko zakryłam twarz.

-Hej kotku. Zrobiłaś to w obronie własnej. Musiałaś to zrobić- powiedział Justin widząc moje zachowanie. Szybko wsiadłam do samochodu a Justin odpalił samochód i ruszył do domu bo czekało nas  2 i pół godziny jazdy. A ja chciałam już jak najszybciej być w domu i wziąć gorący prysznic. Ze strachu cała się trzęsłam i JB to zauważył.

-Hej co się dzieje. Spokojnie nic ci już nie grozi.- powiedział spokojnie i przytulił mnie na moment bo musiał prowadzić. Uspokoiło mnie to  i przestałam robić za galaretę. Zasnęłam ale na jakieś 20 minut.

-Gdzie jesteśmy?-zapytałam zaspanym głosen

-Za  półtorej godziny będziemy w domu śpij sobie- powiedział Justin i pogłaskał mnie po głowie. Ale ja nie mogłam spać. Usiadłam wygodniej i wpatrywałam się w las, przez który jechaliśmy. Było już dość ciemno a w lesie nie było latarni.Spostrzegłam samochód naszej ochrony, nie wiedziałam, że jadą za nami. Byłam dzięki temu spokojniejsza. I rozluźniłam się. Gdy wjechaliśmy do jakiegoś miasta powiedziałam.

-Wiesz co naszła mnie ogromna ochota na lody...- powiedziałam byśmy się zatrzymali bo widać było, że Justin jest zmączony i musi chwilkę odpocząć.

-Wiesz, że mnie też- odpowiedział Justin - wiesz kupmy tu jakieś- i zjechał na jakiś parking. Weszliśmy do pierwszego spożywczego i wzięliśmy dwa kubełki lodów. Gdy wsiedliśmy do samochodu  od razu zjedliśmy je i   miałam pewność, że Justin odpoczął.

-Dobrze się czujesz?- zapytał

-Tak. Wiesz po tych lodach od razu mi lepiej.

-Możemy już jechać?- spytał

-Jasne- i odjechaliśmy. Zasnęłam po paru minutach. Ale tym razem nie obudziłam się w samochodzie ale w naszej sypialni. Justin spał obejmując mnie. Nie chciałam go  budzić bo też byłam zmęczona więc spojrzałam tylko na zegarek okazało się, że  była 23:09. Położyłam głowę z powrotem na poduszkę i odpłynęłam.

-Rano obudziłam się z Justinem w tej samej chwili. Ale leżeliśmy jeszcze.

-I jak się czujesz- pytał JB. słychać było jak bardzo się mną przejmuje.

-A jak się może czuć osoba, która kogoś zabiła? Okropnie- odpowiedziałam zamiast niego.

-Ile razy mam ci to powtarzać. Musiałaś to zrobić. Nie było innego wyjście. Inaczej nie wiadomo co by co zrobili. A w ogóle jak ci się to udał?- pytał

-No bo po tak długiej jeździe w końcu obaj zasnęli a ja zauważyłam nóż no i ...

-Wiesz, że jesteś najodważniejszą dziewczyną na świecie?- powiedział i ucałował mnie w czoło.

-Wiesz co muszę wziąć gorący prysznic- powiedziałam i poszłam do łazienki a po drodze wzięłam czyste ciuchy. Gdy wyszłam z łazienki Justin już był ubrany i w ogóle.

-Skożystałeś z drugiej łazienki- powiedziałam

-Tak. Mam dla ciebie coś do powiedzenia. Twoja mam będzie tu jutro rano. Mama do niej zadzwoniła...

-A ona jak zwykle wpadła w panikę..-  dokończyłam - jak zwykle...

-Tyle, że Suz.. Ona chce Cię  zabrać do Polski...- powiedział A ja nie mogłam w to uwierzyć.

-Co?? O nie, ona tego nie zrobi.

-Mama mówiła, że wręcz krzyczała, że cię zabiera i koniec...

-O nie - rzuciłam mu si e naszyję a on  bardzo mnie przytulił.

-Nie martw się na pewno ją jakoś przekonamy-mówiłam- to nie ma sensu. Bo jak nas rozdzieli to jakby zabrać Ziemi słońce. To niemożliwe!-krzyczałam.

-Wiem, ale musimy przejść przez to razem- szeptał mi do ucha Justin- a teraz chodź na dół bo mama przygotowała już śniadanie- powiedział i pociągnął mnie na dół i okazało się, że faktycznie śniadanie stało na stole  ale ja nie miałam ochoty jeść myślałam tylko o mamie tak samo jak JB ale on chciał odwrócić moją uwagę na marne...

4 komentarze: