No nic. Wstałam i szybko zjadałam śniadanie i poszłam do łazienki. Dość szybko zajęły mi czynności takie jak kąpiel i mycie zębów. Ubrałam się w krótkie spodenki bo było naprawdę gorąco. Była 11:02 miałam jeszcze czas więc poszłam na taras i usiadłam na leżaku. Nagle dostałam sms-a. Był od Justina pisał, że spóźnią się bo są korki i wrócą ok 14:00. Postanowiłam zrobić tort lodowy bo w zamrażarce był zapas lodów o różnych smakach a i owoców też było pod dostatkiem. Ale nagle usłyszałam jakby trzask zamykanej szafki w kuchni bałam się ale byłam już prawie na miejscu. Wtem poczułam coś na plecach...
-Panowie! Patrzcie kogo tu mamy...- krzyczał jeden z włamywaczy do dwóch innych.
-miało nikogo nie być!- krzykną jakiś dziwnie znajomy głos...Już wiem...Robert Mrozowski...-dobra zwiążcie ją. Jej chłoptaś da za nią taką kasę, że do końca życia nam starczy!
-Robert! Macie mnie puścić! Dobrze wiesz, że ci się nie uda.
-Mhhh.. Rozgryzłaś mnie kotku...- to było obrzydliwe!
-Nie mów tak do mnie! Nie masz najmniejszego prawa!!
-Czemu. A ten twój lalus?!
-On nie jest lal..- nie skończyłam bo jakiś gościu zakleił mi usta...
-Spokojnie niedługo to nie będzie potrzebne...
Teraz miałam przesrane. Ej ale w tylnej kieszonce spodenek miałam pilot z alarmem... Mogłam tak ruszać rękoma, że sięgałam do kieszonki. Wymacałam przycisk i po chwili zjawiła się ochrona ale któryś przystawił mi broś do głowy:
-Ani drgnąć bo ją zabije!- wszyscy momentalnie stanęli.
-Czego chcecie?-pytał dowódca.
-Zabieramy kasę i dziewczynę. Skontaktujemy się z wami i dowiecie się czego chcemy! A teraz z grogi!- wszyscy się rozstąpili a wspólnik Roberta ciągnął mnie do jakiegoś samochodu. Był to jakiś bus. Wrzucił mnie do ś4rodka a po bokach usiadł Robert i z tego co słyszałam Filip. Trzeci usiadł za kierownicą. Zobaczyłam jak podjeżdża Justin. gdy ruszyliśmy ochrona z Justinem też. Jechaliśmy tak parę godzin aż w końcu filip zasną a zaraz po nim Robert. Zauważyłam, że na podłodze stoi wiadro z bronią i nożami. Wzięłam nóż i nie myśląc wbiłam go najpierw w brzuch Roberta a potem Filipa. A teraz najgorzej. Przyłożyłam nóż do gardła kierowcy.
-Zatrzymaj się!!!!- krzyknęłam a drugą ręką wyjęłam z kieszeni komórkę, debile nie wiedzieli że ją mam. Wybrałam numer i po chwili usłyszałam Justina:
-Co się dzieje?!- krzyczał jak opętany.
-Dwóm wbiłam noże w brzuchy a kierowca ma nóż przy gardle!Chodźcie tu!- i po chwili ktoś wytargał kierowcę a do mnie wszedł Justin a ja upuściłam nóż cały we krwi na podłogę.
-Suz.. - Justin przytulił mnie a ja nie chciałam by ta chwila została przerwana. Ale musieliśmy stąd wyjść. Nie miałam siły by ustać na nogach, bo były jak z waty. Justin wziął mnie w ramiona i zaniósł do karetki, która właśnie podjechała. Położył mnie na jakimś łóżku a lekarz się mną zajął. Świecił mi po oczach durną latareczką. Ale w sumie nic mi nie było. Ale ja przecież zabiłam ludzi... Moje oczy same się zamykały. Byłam wyczerpana i wystraszona. Nie wiedziałam gdzie jest Dżej. Chciałabym żeby już mnie stąd zabrał. Chciałam być już z nim w domu.
-Halo? Czy pani mnie słyszy?- pytał lekarz
-Tak.
-Cyt coś cię boli?
-Nie.
-Patrz na palec- powiedział i wymachiwał mi nim przed ozami świecąc tą latareczką- widać, że nic ci się nie stało.Możesz iść- powiedziała ja od razu wstałam i straciłam równowagę.
-Ojej- powiedziałam a lekarz mnie złapał i posadził.
-Musisz odpocząć po czymś takim. Poczekaj tu chwilkę- powiedział a sam wyszedł. Wiem, że nie powinnam ale musiałam podsłuchać o czyn rozmawia z Justinem.
-Nic jej nie jest ale musi odpocząć. Proszę zabrać ją do domu i dać kubek gorącej herbaty-powiedział lekarz
-Dobrze. Dziękuję- odpowiedział Justin i usłyszałam jak zbliżają się do karetki więc przybrałam odpoiwednią pozę.
-Możemy już iść?-skierowałam pytanie do Justina.
-Tak. Oczywiście- odpowiedział. Czułam się lepiej i nie miałam zawrotów głowy więc mogłam normalnie ustać. Gdy wyszliśmy z karetki ujrzałam jak ktoś zapina worek ze zwłokami... Szybko zakryłam twarz.
-Hej kotku. Zrobiłaś to w obronie własnej. Musiałaś to zrobić- powiedział Justin widząc moje zachowanie. Szybko wsiadłam do samochodu a Justin odpalił samochód i ruszył do domu bo czekało nas 2 i pół godziny jazdy. A ja chciałam już jak najszybciej być w domu i wziąć gorący prysznic. Ze strachu cała się trzęsłam i JB to zauważył.
-Hej co się dzieje. Spokojnie nic ci już nie grozi.- powiedział spokojnie i przytulił mnie na moment bo musiał prowadzić. Uspokoiło mnie to i przestałam robić za galaretę. Zasnęłam ale na jakieś 20 minut.
-Gdzie jesteśmy?-zapytałam zaspanym głosen
-Za półtorej godziny będziemy w domu śpij sobie- powiedział Justin i pogłaskał mnie po głowie. Ale ja nie mogłam spać. Usiadłam wygodniej i wpatrywałam się w las, przez który jechaliśmy. Było już dość ciemno a w lesie nie było latarni.Spostrzegłam samochód naszej ochrony, nie wiedziałam, że jadą za nami. Byłam dzięki temu spokojniejsza. I rozluźniłam się. Gdy wjechaliśmy do jakiegoś miasta powiedziałam.
-Wiesz co naszła mnie ogromna ochota na lody...- powiedziałam byśmy się zatrzymali bo widać było, że Justin jest zmączony i musi chwilkę odpocząć.
-Wiesz, że mnie też- odpowiedział Justin - wiesz kupmy tu jakieś- i zjechał na jakiś parking. Weszliśmy do pierwszego spożywczego i wzięliśmy dwa kubełki lodów. Gdy wsiedliśmy do samochodu od razu zjedliśmy je i miałam pewność, że Justin odpoczął.
-Dobrze się czujesz?- zapytał
-Tak. Wiesz po tych lodach od razu mi lepiej.
-Możemy już jechać?- spytał
-Jasne- i odjechaliśmy. Zasnęłam po paru minutach. Ale tym razem nie obudziłam się w samochodzie ale w naszej sypialni. Justin spał obejmując mnie. Nie chciałam go budzić bo też byłam zmęczona więc spojrzałam tylko na zegarek okazało się, że była 23:09. Położyłam głowę z powrotem na poduszkę i odpłynęłam.
-Rano obudziłam się z Justinem w tej samej chwili. Ale leżeliśmy jeszcze.
-I jak się czujesz- pytał JB. słychać było jak bardzo się mną przejmuje.
-A jak się może czuć osoba, która kogoś zabiła? Okropnie- odpowiedziałam zamiast niego.
-Ile razy mam ci to powtarzać. Musiałaś to zrobić. Nie było innego wyjście. Inaczej nie wiadomo co by co zrobili. A w ogóle jak ci się to udał?- pytał
-No bo po tak długiej jeździe w końcu obaj zasnęli a ja zauważyłam nóż no i ...
-Wiesz, że jesteś najodważniejszą dziewczyną na świecie?- powiedział i ucałował mnie w czoło.
-Wiesz co muszę wziąć gorący prysznic- powiedziałam i poszłam do łazienki a po drodze wzięłam czyste ciuchy. Gdy wyszłam z łazienki Justin już był ubrany i w ogóle.
-Skożystałeś z drugiej łazienki- powiedziałam
-Tak. Mam dla ciebie coś do powiedzenia. Twoja mam będzie tu jutro rano. Mama do niej zadzwoniła...
-A ona jak zwykle wpadła w panikę..- dokończyłam - jak zwykle...
-Tyle, że Suz.. Ona chce Cię zabrać do Polski...- powiedział A ja nie mogłam w to uwierzyć.
-Co?? O nie, ona tego nie zrobi.
-Mama mówiła, że wręcz krzyczała, że cię zabiera i koniec...
-O nie - rzuciłam mu si e naszyję a on bardzo mnie przytulił.
-Nie martw się na pewno ją jakoś przekonamy-mówiłam- to nie ma sensu. Bo jak nas rozdzieli to jakby zabrać Ziemi słońce. To niemożliwe!-krzyczałam.
-Wiem, ale musimy przejść przez to razem- szeptał mi do ucha Justin- a teraz chodź na dół bo mama przygotowała już śniadanie- powiedział i pociągnął mnie na dół i okazało się, że faktycznie śniadanie stało na stole ale ja nie miałam ochoty jeść myślałam tylko o mamie tak samo jak JB ale on chciał odwrócić moją uwagę na marne...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Super:)
OdpowiedzUsuńAle mi się to podoba!!! Masz talent!!! Kocham twojego bloga!!!
OdpowiedzUsuńSUPER!!!! Ale ty to umiesz pisać:)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń