Bałam się, że oni znowu po mnie przyjdą… nagle usłyszałam głos:
-Suz… Czemu płaczesz?- to była Pattie.
-boję się- powiedziałam przez łzy.
-Nie ma czym Justin wróci za góra dwie godziny .
-Ale oni po mnie przyjdą.
Nie bój się Justin pojedzie z tobą i nikt cię nie skrzywdzi- mówiła Pattie- śpij już i nie zamartwiaj się tak.
Justin. Nie mogłam już spać.
Usłyszałam ich rozmowę w kuchni.
-Justin. Nie możesz jej zostawiać, bo w nocy płakała, mówiła, że boi się, ze po nią przyjdą. Nie wiem co o tym myśleć…
-Nie wiem co mam robić…
-wiem, Jus, dlatego powinieneś gdzieś ją zabrać, pamiętasz ten nasz domek nad jeziorem? Zabierz ją tam na parę dni…
-Dobrze, jutro się spakujemy i wyjedziemy.
-To świetny pomysł…
I wtedy zasnęłam. W pewny momencie poczułam jak ktoś się do mnie kładzie i przytula. To był Justin… Wtuliłam się w niego:
-Tęskniłam za TOBĄ.
-Ja za tobą też kotku, a teraz śpij ja nigdzie już nie idę… Odpoczywaj.
Spałam dość długo i rano wstałam wypoczęta. Postanowiłam zostawić wszystkie problemy i cieszyć się życiem.
-kotku posłuchaj. Dzisiaj zabieram cię na tydzień nad jezioro, będziemy mieszkać w moim domku- powiedział
-Ale super! Spędzimy trochę czasu razem…
-Tak i musimy porozmawiać, ale to już na miejscu- powiedział i przyniósł walizki.
Gdy się spakowaliśmy pojechaliśmy nad jezioro samochodem z przyciemnionymi szybami… Jeszcze nikt o tym nie wiedział.
Domek był bardzo daleko i drodze zasnęłam. Gdy się obudziłam byłam na dużym, białym łóżku a obok mnie spał Justin, byłam zmęczona i postanowiłam iść dalej spać.
Rano poszliśmy nad jezioro i wzięliśmy koc oraz kosz ze smakołykami. Na miejscu czekała nas poważna rozmowa…
-Kochanie dowiedziałem się, że gdy w nocy mnie nie było bardzo się bałaś.
-Tak- odpowiedziałam- bałam się tego, żer ktoś mnie zabierze…
-nie bój się uzgodniłem z policją datę i pójdę tam z tobą.
-O.. to dobrze.
-Pisałem z twoją koleżanką Olą i czy to prawda, że masz dzisiaj urodziny?
-co? Dzisiaj już 10 sierpnia?? O nie!
-Spokojnie- powiedział i wyjął coś z kosz, było to pudełko, wręczył mi je, a gdy otworzyłam nie wiedziałam co powiedzieć. Piękny komplet… Kolczyki i wisiorek ze srebra i zielone kamienie szlachetne.
-Och…- powiedziałam. Do oczu napłynęły mi łzy i rzuciłam się mu na szyję- dziękuję! To piękne ale nie musiałeś.
-Musiałem. Ważne, że ci się podoba…
-Rozmawiałem z twoją Mamą i …
-Co? Rozmawiałeś z nią?
-Tak i przez pierwszy semestr zostajesz tutaj i pójdziesz ze mną do szkoły… No to znaczy będziemy mięli prywatnych nauczycieli…
-Aaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!! Zostaję z tobą!!!!Aaaaaaa
-tak. Widzę, że jesteś zadowolona…?
-Jeszcze pytasz! No jasne, że tak aaa!!!!
Przez resztę tygodnia pływaliśmy, chodziliśmy na spacery do pobliskiego lasu i tak minął beztroski weekend… I czkały mnie problemy…
-kotku… jutro jedziemy na policję- powiedział Jus gdy dojechaliśmy do domu…- a i twoja cioci i zgodziła się byś zamieszkała u mnie…
- Ach… tak…
-Nie martw się wszystko będzie dobrze.
-Jasne, ok.- w domu rzuciłam się na łóżko ale po chwili wstałam i szybko rozpakowałam walizki.
I następnego dnia musieliśmy jechać…
-Kotu musimy się zbierać…
-Tak, wiem już idę- krzyknęłam i chwyciłam w pośpiechu bluzy moją i Justina bo było chłodno.
Nie bałam się już i postanowiłam zmierzyć się z tym i opowiedzieć wszystko co pamiętam. A pamiętałam bardzo Mao.
-Hej! Suz! Dojechaliśmy już- ze snu wyrwał mnie głos JB, o nie… chyba zasnęłam.
-Ach. Już idę- powiedziałam i wysiadłam samochodu. Justin objął mnie i powiedział:
-Nie martw się. Wszystko będzie dobrze…
Wierzyłam mu i na komisariacie trzymając go za rękę opowiedziałam wszystko… vi mogłam już iść. Policjant powiedział, że bardzo dobrze sobie poradziłam i moje zeznania są bardzo ważne. Ten koleś prowadził samochód nie był pełnoletni i nie miał prawa jazdy. Okazało się że postawiono mu poważne zarzuty i pewnie pójdzie do więzienia. Gdy wyszliśmy z komisariatu Justin powiedział:
-Byłaś bardzo dzielna i mam dla ciebie nagrodę…
- jaką?
-Zobaczysz jak dojedziemy na miejsce…
-Okay! Ale żeby to nie było nic głupiego…
-No co ty, zobaczysz na pewno się tego nie spodziewasz… a teraz wsiadaj do samochodu – powiedział uśmiechając się tak jak uwielbiam…
Przez całą drogę byłam zajęta rozmyślaniem co to za niespodzianka i nawet nie myślałam o wypadku i o Tyn Robercie Mrozowskim. Dojechaliśmy do domu i Justin zaciągnął mnie na tyły domu…
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- krzyczałam. Za domem stała moja mama i dziadkowie ale nie tylko bo i cała moja klasa i przyjaciele!!!- skąd się tu wzięliście???
-Gdy dowiedzieliśmy się, że miałaś wypadek wsiedliśmy w samolot twojego chłopaka i jesteśmy!- powiedziała Ola ściskając mnie.
-Jesteście cudowni! Czyj to pomysł?- wiedziałam, że nie wpadli na to sami
-A jak myślisz?- szeptał mi do ucha Justin- ostatnio bardzo źle wyglądasz…
-Dziękuję ci!!!
Powiedziałam i pocałowałam go. Wszyscy zaczęli bić brawo i krzyczeć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz