Obudziłam się o 7:30 i nie chciało mi się spać, więc postanowiłam ubrać się i zrobić śniadanie a mianowicie tosty, znalazłam toster, wyciągnęłam chleb, ser itd.. i wzięłam się do roboty. Gdy skończyłam była 8:14 . I do kuchni weszła ciocia Emilia i Sara.
-Suz to twoja zasługa? -pytała się ciocia widząc na stole przygotowane śniadanie .
- Tak, rano wstałam i nie chciało mi się już spać więc zabrałam się za robienie śniadania, no siadajcie do stołu.
Po śniadaniu pozmywałam i trochę posprzątałam, spojrzałam na zegarek, była 9:20. Miałam jeszcze trochę czasu więc postanowiłam posiedzieć na nk, facebooku itp. Pisałam z dziewczynami i okazało się, że są zadowolone z wyjazdu cieszyłam się z tego, trochę jeszcze popisałyśmy i pożegnałyśmy. Troszkę się zasiedziałam bo była 11:55. Mam 5 minut, dobra on zaraz tu będzie więc szybko przyjrzałam się w lustrze i pomalowałam rzęsy i akurat ktoś zapukał do drzwi.
-Suz! Ktoś do ciebie- usłyszałam ciocię.
-Już idę- krzyknęłam i zeszłam na dół.
-Witaj , czy możemy już iść?- Spytał Jus.
-Tak, oczywiście, możemy – odpowiedziałam wychodząc.
Nie wiedziałam gdzie idziemy więc zapytałam:- A gdzie dokładnie mnie prowadzisz?
-Dowiesz się jak będziemy na miejscu- odpowiedział i szeroko się uśmiechną.
Szliśmy tak aż byliśmy na jakiejś dziwnie mi znajomej polanie w lesie i podeszliśmy do jakiegoś starego drzewa. I wtedy Jus powiedział:
-Pamiętasz gdy jako dzieci schowaliśmy w tej dziupli pudełko z karteczką, na której było napisane „Suz i Jus na zawsze przyjaciółmi”?
Wtedy sobie przypomniałam, że faktycznie tak było.
-Tak no jasne, że pamiętam- powiedziałam. A wtedy on włożył rękę do dziupli i wyciągną z niej to pudełko.
- Nie wierze, że to ciągle tam było przez tyle lat…- powiedziałam z niedowierzaniem.
-Ja też tak myślałem, że dawno ktoś je znalazł ale gdy byłem tu wczoraj to okazało się, że to ciągle tu jest-oznajmił Justin. Otworzył pudełko a tam leżała ta sama, brudna karteczka…
- Niesamowite…- wyszeptałam.
-Ciekawe jak przez tyle lat nikt tego nie znalazł…-powiedział Justin i zamknął pudełko i powrotem włożył je do dziupli aby zostało tam już na zawsze…
To było fantastyczne uczucie, coś co kiedyś schowaliśmy tu razem gdy ja musiałam wyjechać a to ciągle tu było…I nagle zaczął mnie całować, nie protestowałam, bo chciałam tego, nawet bardzo tego chciałam… ale w końcu musieliśmy przerwać… Uśmiechnęliśmy się do siebie i złapaliśmy za ręce. Położyliśmy się na trawie i on mnie przytulił, dużo rozmawialiśmy aż w końcu zamilkliśmy i postanowiliśmy cieszyć się tą chwilą. Leżeliśmy tak dość długa abym mogła zasnąć… I on chyba też….
-Suz…Śpisz…- Usłyszałam jego głos- trochę się zasiedzieliśmy – mówił Jus…
Gdy otworzyłam oczy okazało się, że jest późne popołudnie a raczej wieczór…Spojrzałam na zegarek była 19:20.
- O nie- powiedziałam- 20 nieodebranych połączeń i wtedy przypomniałam sobie, że wyciszyłam telefon by nikt nam nie przeszkadzał… - ciocia mnie zabije..- mówiłam – i jak ja mogłam zasnąć…
- Szybko musimy wracać zanim zrobi się ciemno- powiedział JB i złapał mnie za rękę i poszliśmy w stronę domu Sary… pod domem stała ciocia z taką miną jakby miała mnie zaraz zabić…
- Gdzie żeście byli!!? I dlaczego nie odbierałaś telefonu!!!- krzyczała
- Bardzo cię przepraszam ale miałam wyciszony telefon…- tłumaczyłam się cioci.
- Dobrze już dobrze chodźcie do środka bo robi się chłodno- powiedziała ciocia.
Weszliśmy do domu i opowiedzieliśmy cioci o naszym odkryciu…

no spoko ;)
OdpowiedzUsuń